Nie ma chyba w Polsce człowieka, który nie obejrzał nigdy choć jednego odcinka serialu „Alternatywy 4” Stanisława Barei. Uchodzacy dziś za legendarny serial szybko zyskał potężne uznanie widzów, bawił, śmieszył, a czasem doprowadzał do łez niemal wszystkie pokolenia Polaków. Wierni fani jednej z najpopularniejszych polskich produkcji długo zgłębiali tajemnice serialu i prywatnego życia aktorów, jednak dopiero dziś wychodzą na jaw pewne nieznane szczegóły.

„Alternatywy 4”od momentu emisji na antenie TVP są prawdziwym serialowym hitem, pokazując absurdy Polski Ludowej. Do produkcji z rozrzewnieniem wracają miliony Polaków, którzy żyli w tamtych czasach, a także młode osoby, które chcą dowiedzieć się, jak wyglądała codzienność PRL-u.

Niedawno w warszawskiej Klubokawiarni KEN54 miało miejsce spotkanie ze współtwórcą scenariusza - Januszem Płońskim. Scenarzysta zdradził obecnym kulisy powstawania kultowego serialu.

Według słów Płońskiego początek kręcenia serialu był bardzo przypadkowy, ale przy tym mozolny ze względu na… brak zainteresowania władz Telewizji Polskiej. Dopiero po dwóch latach starań udało się nakręcić pierwsze odcinki serialu.

- Telewizja, film - to tu były prawdziwe konfitury, więc wpadł nam do głowy pomysł, że spróbujemy pokazać Polskę w pigułce, w sposób przewrotny, śmieszny. Bo tylko tak można było obejść cenzurę. I tak przy jakiejś wódce, napisaliśmy na dwóch kartkach zarys serialu, który nazwaliśmy "Nasz dom" (...) Przyszedł nowy dyrektor i znalazł w szufladzie nasze kartki. Zaprosił nas do telewizji i napisaliśmy sześć nowel, czyli kilkustronicowych streszczeń z próbkami dialogów. To się spodobało i zaproponowano nam napisanie scenariusza. Ale my tego nie potrafiliśmy, więc dali nam do pomocy reżysera, z którym nie mogliśmy się jednak dogadać – przekonywał scenarzysta podczas spotkania.

Płoński ujawnił wiele szczegółów z okresu nagrywania serialu, do dziś owiane tajemnicą. Między innymi okazuje się, że ogłoszenie stanu wojennego przez generała Jaruzelskiego 13 grudnia 1981 roku było… wybawieniem dla produkcji serialu!

1. grudnia 1981 roku Bareja napisał list do telewizji z prośbą o rozpoczęcie zdjęć dzień wcześniej. Ruszyły one 12. grudnia - dzień przed ogłoszeniem stanu wojennego. I to wbrew pozorom bardzo serialowi pomogło.

Ponieważ w kraju działy się ważne rzeczy, czołgi stały na ulicach, żołnierze grzali się przy koksownikach, bardzo długo nikogo nie interesowało to, co tam Bareja kręci. A jak przychodził ktoś, żeby sprawdzić, co robimy, to Bareja pokazywał zawsze jakiś fragment filmu, gdzie albo brakowało dźwięku, albo obrazu. I to przechodziło – tłumaczył Płoński.

Cenzura szybko zainteresowała się produkcją, przez co serial na jakiś czas stał się tzw. „półkownikiem” – trafił na półkę produkcji nienadających się do emisji ze względów politycznych.

- Po obejrzeniu kilku odcinków padło pytanie: kto na to pozwolił? Nikt się nie przyznał i wtedy serial stał się "półkownikem", czyli trafił w odstawkę. Żeby jednak nie zmarnować pieniędzy, cenzura naciskała na Bareję. Dochodziło do absurdalnych sytuacji. Cenzorka zażądała usunięcia wątku, którego kompletnie nie rozumiała. Chodziło o Majewskiego, którego grał Wiesław Gołas. Problem w tym, że wątek ciągnął się przez wszystkie odcinki. Bareja zapytał wtedy cenzorkę, czy wyobraża sobie, żeby z "Potopu" wyciąć Kmicica? I się poddała. Ale wycięto niektóre żarty - opowiadał Płoński.

Popularne wiadomości teraz

Wiecznie młoda Elżbieta Jaworowicz. Nie domyślacie się, ile dziennikarka może mieć lat

Prosty sposób na załatanie dziury w ubraniach bez użycia igły i nici. Mało kto wie o tym triku

Tak wygląda Magda Gessler bez makijażu i doczepianych włosów. Jest nie do poznania

Koniec świata jest bliski? Niesamowite znaki na niebie

Pokaż więcej

W scenariuszu kluczową postacią okazał się Stanisław Anioł, czyli grany przez Romana Wilhelmiego gospodarz domu, uosobienie PRL-owskiego karierowicza, który nie cofnie się przed niczym.

- Myśmy chcieli napisać fajną historię o tym, jakie są mechanizmy władzy. Stworzyliśmy postać ciecia, prostego człowieka i pokazaliśmy, jak ten człowiek, który też czerpie wiedzę z telewizji i mediów socjalistycznych, poradzi sobie z tym bardzo zróżnicowanym społeczeństwem. On stosował zasadę popularną i dziś - "dziel i rządź". Tak skłócił Kołka i Kotka, którym przydzielono jedno mieszkanie. Poza tym, postrasz, szantażuj, itd. I co się okazało? Stanisław Anioł stał się postacią sympatyczną! Czy to nie dziwne, że lubią takiego tyrana? - zdradził.

Jak informował portal Kraj GWIAZDA „ZBUNTOWANEGO ANIOŁA” ZROBIŁA FURORĘ PODCZAS IMPREZY SYLWESTROWEJ TVP. WOKALISTKA JEST W DOSKONAŁEJ FORMIE I WYGLĄDA ZACHWYCAJĄCO

Przypomnij sobie NAGŁE NIEPRZYJEMNOŚCI DOLEGLIWOŚCI DODY. WOKALISTKA BIEGA PO LEKARZACH W POSZUKIWANIU POMOCY

Portal Kraj pisał również STACJA POLSAT DAŁA PSTRYCZKA W NOS WŁADZOM TVP. JEDNA Z GWIAZD SYLWESTROWEJ MOCY PRZEBOJÓW SPARODIOWAŁA NAJWIĘKSZY HIT ZENKA MARTYNIUKA