Niektóre kultury dają mężczyznom więcej wolności, inne mniej. Ale zdecydowana większość ludzi na świecie uważa mężczyznę, jeśli nie za głównego żywiciela rodziny, to przynajmniej za partnera, który również dokłada się do rodzinnego budżetu.

Mój mąż od ponad roku nie może znaleźć pracy. Jeśli ktoś był w podobnej sytuacji, zrozumie. Wszystkim innym postaram się opowiedzieć bardziej szczegółowo, jednocześnie będę się wypowiadał.

Niedawno skończyłam 44 lata. Nie jestem już młoda, przyznaję...

Ale to nie jest jeszcze takie straszne. Poza tym nie mam złych nawyków i od czasu do czasu staram się podszkolić. Nie, żebym była bezpośrednio szczupła, mam trochę nadmiaru tłuszczu. Michał, mój mąż, ma 46 lat. Pracował w manufakturze.

Ciężka praca, ale płacono mu na czas i z premiami. Jeśli pamiętasz, jak to było 30 lat temu, to po prostu niebo i ziemia. Ale wtedy zakład popadł w długi, kierownictwo nie odważyło ​​się obniżyć im pensji i dlatego zostali zmuszeni do kilku cięć. Objęto nimi mojego męża.

Dzięki Bogu mój zawód pozwala mi utrzymywać nas oboje. Ze stratami, ale jednak. W pierwszym okresie mąż bardzo się martwił. Nie jadł, źle spał. W tych krótkich chwilach, kiedy był w domu, chodził cały blady.

Resztę czasu podróżował po mieście i szukał pracy. Zwrócił się o pomoc do przyjaciół, byłych kolegów, a nawet kolegów z klasy. A wieczorami pracował na pół etatu jako prywatny kierowca, czyli był taksówkarzem.

Potem znudziła się mu taka praca i osiadł na laurach...

Zaczął całymi dniami przesiadywać w domu, kompletnie w niczym mi nie pomagał, a na domiar złego zaczął narzekać na jakość posiłków, które przygotowywałam z produktów znacznie tańszych, niż wcześniej.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że mam nieco nadprogramowego ciałka, ale mam pracę siedzącą, którą wykonuję znacznie dłużej w ciągu dnia, od kiedy mąż postanowił być osobą bezrobotną.

Wiem bardzo dobrze, że mogłam się już mu znudzić, jednak gdy wychodziłam rano do pracy, a on jeszcze spał, byłam przekonana, że z okazji moich urodzin przygotuje jakąkolwiek niespodziankę.

Niestety, po powrocie do domu usłyszałam kolejne pretensje, że późno, że obiad nie zrobiony, a ja wracam z pustymi rękami, bez zakupów. Mam już dość takiego życia. Co twoim zdaniem powinnam zrobić?