Dlatego przychodzą z wizytą, kiedy mają na to ochotę, co stwarza wiele niedogodności dla właścicieli, jeśli w ogóle są w tym momencie w domu. Nic dziwnego, że takie wizyty są często przyczyną nieporozumień.

Zawsze byłam zwolenniczką tego, że po ślubie trzeba mieszkać oddzielnie od rodziców. Bo inaczej utrzymanie normalnych relacji międzyludzkich w rodzinie jest prawie niemożliwe. Ponadto jest spokojnie i wygodnie, gdy na twoim terytorium nie ma nikogo oprócz męża i dziecka.

Nie sądziłam, że będę do tego zmuszona!

Tym bardziej nieprzyjemne było odkrycie, że niektórzy ludzie absolutnie nie dbają o moje osobiste terytorium. Chodzi o teściową, która z jakiegoś powodu zdecydowała, że ​​moje mieszkanie jest teraz jej domem. I dlatego przychodzi tutaj, kiedy tylko ma na to ochotę.

Przez te sześć miesięcy udało jej się mnie strasznie znudzić. Poszłam na urlop macierzyński i tak się zaczęło. Dwa, trzy razy w tygodniu niezmiennie odwiedza. Co więcej, ostrzega przed wizytą, gdy już zbliża się do wejścia. „Cześć, Krysiu, jesteś w domu? Akurat przechodziłam, jestem na dole, wpuścisz mnie?”. Nie mam nawet czasu, aby wstawić dwa słowa, ponieważ ona już dzwoni do drzwi.

Kilka razy już próbowałam grzecznie zasugerować teściowej, że mam własne sprawy, własne zajęcia i mogę zwyczajnie nie potrzebować w danej chwili gości, lecz ona zdawała się kompletnie tego nie przyjmować do wiadomości. Nadal nachodzi mnie w mieszkaniu, a o swojej wizycie informuje mnie, dzwoniąc jednocześnie do drzwi.

Ostatnio postanowiłam jednak postawić sprawę jeszcze jaśniej i najzwyczajniej w świecie nie wpuściłam jej do mieszkania, chociaż z pewnością zorientowała się, że jestem w domu. Wózek dziecięcy stał na korytarzu klatki schodowej, a ona dobrze wie, że to mój. Trudno, niech się obrazi, niech naskarży mojemu mężowi, wtedy wszystko mu opowiem, jak wygląda sytuacja, gdyż do tej pory milczałam na ten temat.