Gdy zmarł ojciec Piotra, jego matka Krystyna przez długi czas nie mogła dojść do siebie. Dlatego, gdy poznała Franciszka, dość szybko postanowili zamieszkać razem.

Krystyna oddała synowi i synowej swoje trzypokojowe mieszkanie i zamieszkała w gospodarstwie nowego ukochanego. Po kilku latach stanęła w progu syna z walizką w ręku i oznajmiła, że się wprowadza.

Młodzi małżonkowie w pierwszej chwili sądzili, że Krystyna sobie żartuje, jednak po wejściu do mieszkania poleciła synowi wyjście na korytarz i zabranie reszty pakunków. Wtedy było jasne, że faktycznie matka wróciła do swojego dawnego mieszkania.

O ile Piotr był jedynie zaskoczony, o tyle jego żona kompletnie nie chciała się z tym pogodzić. Teściowa także nie zamierzała ustąpić i stwierdziła, że jak synowej się coś nie podoba, to dobrze wie, gdzie znajdują się drzwi. Piotr, słysząc to, natychmiast spakował ich rzeczy, telefonicznie zarezerwował pokój w hotelu, gdzie już na spokojnie poszukał w Internecie ofert wynajmu mieszkań.

Jak się okazało, Krystynę także wyrzucono z domu. Pewnego dnia, jej ukochany oznajmił, że tak naprawdę gospodarstwo i dom należą do jego córki, a nie do niego. Więc z racji tego, że córka zmuszona jest z nimi zamieszkać, Krystyna musi się wyprowadzić, albo młodej damie płacić czynsz - moja droga, niczego ci nie obiecywałem, nie jesteś moją żoną, więc wedle prawa wcale nie mam obowiązku cię tu utrzymywać - stwierdził partner Krystyny i nakazał się wyprowadzić.

Ta, pod wpływem emocji wzbudzonych tą sytuacją, dość niegrzecznie poinformowała synową o jej możliwościach dalszego przebywania w mieszkaniu. Pożałowała tych słów od razu, gdy syn bez słowa zaczął pakować rzeczy swoje i swojej rodziny. Jest jednak zbyt dumną osobą - zodiakalny Skorpion - więc nie mogła sobie pozwolić na najmniejsze "przepraszam".