Gotowanie, sprzątanie, pranie i prasowanie to nie wszystkie czynności, które na co dzień wykonują czyjeś matki, żony czy babcie. Kiedy w rodzinie są dzieci, znacznie wzrasta obciążenie pracą i stopień odpowiedzialności kobiety.

Waleria wie z pierwszej ręki, co to znaczy być gospodynią domową. Jednak jej mąż nie widzi w tym nic trudnego i ciągle ją krytykuje. Jednak prędzej czy później wszystko się kończy.

Kiedy Waleria po raz pierwszy została matką, była pewna, że ​​​​z hukiem poradzi sobie z nową rolą. Obowiązki domowe nie przeszkadzały jej - wszystko będzie na czas. Równolegle kobieta kontynuowała pracę zdalną. Mąż był zadowolony: dom był posprzątany, ubrania idealnie wyprasowane, a domowe jedzenie na stole zawsze gorące.

Dopiero teraz sytuacja zmieniła się dramatycznie, gdy Waleria urodziła drugie dziecko. A raczej dwoje dzieci na raz. Ani ona, ani jej mąż nie planowali trójki dzieci. 

Dwoje małych dzieci w ramionach i córka w pierwszej klasie, góra prac domowych i pracy, której Waleria nie odmówiła. Tak wyglądało jej życie po drugim porodzie. Wszystko zaczęło jej wypadać z rąk. Albo owsianka spali się na kuchence, albo mleko ucieknie, albo żelazko zapomni się wyłączyć i spali kolejną koszulę męża.

A tak przy okazji, nie zamierzał znosić „kolejnej sztuczki” swojej żony. Nalegał, aby Waleria odmówiła pracy, dopóki dzieci nie dorosną: „Waleria, nie możesz sobie poradzić! Tylko spójrz, jak zmieniło się nasze mieszkanie. Wysypisko! Kiedy w końcu rzucisz pracę?”

Robert krytykował swoją żonę z najdrobniejszego powodu. Tylko Waleria była winna wszystkich kłopotów i trudności. I nie miała wyboru, musiała znosić ataki męża i skupić się na interesach i opiece nad dziećmi. Ale cierpliwość nawet najwytrwalszej kobiety może prędzej czy później pęknąć.

Po hucznych urodzinach Roberta, które w całości zorganizowała i poprowadziła, usłyszała od pijanego męża jedynie - teraz dawaj najważniejszy prezent, chyba nie zapomniałaś, co? - Waleria kładła właśnie dzieci spać, więc ruszyła w stronę męża, aby go uciszyć. Nagle poczuła, że traci władzę nad ciałem, a gdy oprzytomniała, obudziła się w sali szpitalnej.

Robert zdawał się być bardziej, niż trzeźwy, ale mocno spuchnięty od płaczu - to moja wina - łkał - zamęczyłem cię, bo nie dostrzegałem, że ogarnięcie tego wszystkiego też jest ciężką pracą - cedził przez zaciśnięte zęby.

Od tamtej pory, pomagał żonie w pracach domowych, wspierał, dźwigał zakupy i nie zabraniał pracy zarobkowej. Do dziś czuje się podle na myśl, że wypominał żonie to, że to on przynosi do domu pieniądze...