Nie sądził jednak, że jego największym problemem będą śmieci na klatce schodowej, które zostawiają sąsiedzi. Bez względu na to, jak bardzo mężczyzna próbował rozmawiać z tymi ludźmi, nic nie pomagało. Może jedynie rozłożyć bezradnie ręce, gdyż z prawnego punktu widzenia, sąsiedzi nie robią nic złego...

Początkowo nowi sąsiedzi na klatce schodowej nie byli źródłem żadnych skarg...

Spokojni lokatorzy żyli własnym życiem i prawie nie zwracali na siebie uwagi. Wiktor niewiele o nich wiedział. Po pewnym czasie pod drzwiami młodzieży pojawiły się pełne worki na śmieci. Wiktor spodziewał się, że tego samego dnia zostaną wyrzucone do kosza. Jednak tak się nie stało nawet po tygodniu. Zamiast tego do stosu dołączyły kolejne worki, a potem kolejne.

W czasie, gdy śmieci w workach pozostawały pod drzwiami, przebywanie na klatce schodowej stało się nieprzyjemne. Zapach odpadków i zepsutego jedzenia dawał się wyczuć doskonale. I prawie każdy lokator przechodzący obok drzwi albo uszczypnął się w nos, albo zaczął kaszleć. Kiedy cierpliwość Wiktora już się kończyła, śmieci zniknęły, a na ich miejscu została cuchnąca kałuża.

Gdy można już było w miarę odetchnąć z ulgą, pod drzwiami nowych lokatorów znowu pojawiły się śmierdzące worki ze śmieciami. Prośby Wiktora o niekolekcjonowanie śmieci na klatce schodowej spotkały się z biernym oporem - a co to, komu przeszkadza - usłyszał od młodzieży.

Poszedł z tym do administracji, lecz tam też rozłożono ręce. Generalnie nie dzieje się nic nielegalnego, a przychylenie się nowych sąsiadów do prośby Wiktora, zależy wyłącznie od ich dobrego wychowania i dobrej woli...