Jest to dość przestronny dom, który może pomieścić dwie rodziny. Dom nie był w najlepszym stanie, ale Oleg zdecydował, że zrobimy tam remont i przeprowadzimy się z wynajmowanego mieszkania.

Niedawno siostra jej męża znalazła się w trudnej sytuacji, a Maria zgodziła się jej pomóc. Potem sama nie była zadowolona, ​​że ​​​​odpowiedziała na trudną prośbę krewnej.

Teściowa natychmiast porzuciła spadek na rzecz dzieci, zwłaszcza że była przyzwyczajona do życia w mieście. Dlatego nasi mężowie połączyli siły, aby wzmocnić fundament i naprawić dach.

To pochłonęło dużo pieniędzy. Kiedy skończyliśmy ocieplać dom, Wika odmówiła zainwestowania w tę „chatę na kurzych nóżkach”, a jej mąż po prostu wzruszył ramionami.

Na tym zakończyła się nasza wspólna budowa...

Olek i ja mieliśmy mieszkać w tym domu, więc kontynuowaliśmy naprawy w naszej części domu. Wykonaliśmy remont w łazience, ociepliliśmy podłogę oraz wykonaliśmy naprawy kosmetyczne. Pomimo tego, że popadliśmy w głębokie długi, naprawa została zakończona w ciągu 4 lat. Na budowę przyjeżdżaliśmy w każdy weekend, czasem po pracy wieczorem i w końcu osiągnęliśmy swój cel. W tym roku przeprowadziliśmy się już do nowego domu.

Siostra Olka mieszkała w mieście ze swoją rodziną. Każdego lata wyjeżdżała za granicę i nie interesowała się swoją częścią domu. Nigdy nie była zainteresowana tym, jak sobie radzimy i jak przebiega remont. Potem urodziła dziecko i poszła na urlop macierzyński. W czterech ścianach było ciasno, a Wika przypomniała sobie swoją część domu, z której w każdej chwili można wyjść na świeże powietrze i pospacerować po lesie.

Z biegiem lat jej część stała się wilgotna i nie nadaje się do zamieszkania. Kiedy przyjechała z walizkami, nie spodziewała się, że w domu nie ma warunków do życia. Błagała mnie, żebym pozwoliła jej zostać na tydzień. Musiałam odpuścić. I wtedy zdałam sobie sprawę, że popełniłam wielki błąd.

Dziecko Wiktorii biega po domu z krzykiem, a ja przecież pracuję zdalnie. Po kilku dniach tego szaleństwa nie wytrzymałam, powiedziałam, że wychodzę na kilka godzin i nakazałam jej opuścić moją część domu do mojego powrotu. Niestety, po kilku godzinach szwendania się po mieście, zastałam szwagierkę i jej dziecko w swoim salonie.

Na szczęście mój mąż interweniował, gdyż sam miał już dosyć wrzasków siostrzeńca i bałaganu, jaki robiła jego siostra. Odesłał ją do jej rudery i odgrodził od nas płotem. Lamenty i groźby już nie zadziałały.