Od codzienności można oderwać się na różne sposoby. Kwestia kłopotów rodzinnych jest otwarta nie tylko tutaj, ale na całym świecie. Relacje między ludźmi mogą się pogorszyć z powodu drobiazgów i należy to wziąć pod uwagę.

Stefan usiadł na ławce i jadł placek z ziemniakami. Przekąska, szczerze mówiąc, nie najlepsza. Zawinięte w papierowe opakowanie, z czosnkiem. Takie pasztety były zwykle sprzedawane na dworcach kolejowych, aby można było coś przekąsić i zająć się swoimi sprawami. Oczywiście nikt nie ręczył za jakość. Jednak głodnemu to nie przeszkadzało. Po prostu cieszył się smakiem prostego produktu i pomyślał o swoim. Miejscowe gołębie bez mrugnięcia śledziły każdy jego ruch, może się podzieli... Ale Stefan nie zwracał na nie uwagi. Był głodny, mimo że mieszkał nie sam, ale z ukochaną żoną.

Wkrótce zauważył w tłumie znajomą twarz. Teściowa. Teraz znów zaczną się wyrzuty i oskarżenia, że ​​jest złym mężem, złym właścicielem i w ogóle, po co się żenił, skoro zawód kierowcy jest tak nisko płatny.

Musiał zebrać myśli i trzymać nerwy na wodzy...

- Hej zięciu, nie poznałam cię. Będziesz bogaty.
- Witaj, Anno. Dziękuję, że życzysz mi bogactwa.
- Jakie mogą być życzenia, kochanieńki? Dlaczego siedzisz tu sam, dlaczego nie w domu? Niedawno się przecież ożeniłeś z moją córką. Rozpocząłeś już remont? Jak ci idzie?
- Potrzebujemy pieniędzy na remont. To nie jest łatwa sprawa.
- A dlaczego krztusisz się tu tym ohydnym plackiem, żona cię nie karmi? Przecież Basia i ja nieustannie wymieniamy się przepisami. Domowe jedzenie jest najzdrowsze.

Mężczyzna tylko się uśmiechnął i mruknął coś pod nosem. Z pozoru standardowa sytuacja znów popsuła mu humor. Nie mógł tym razem przyjąć na barki uszczypliwości teściowej. W jego oczach, to była jej wina, że ostatnimi czasy mocno kłócił się z żoną. Zbyt pewna siebie teściowa, za bardzo ingeruje w to, jak mąż powinien być traktowany przez żonę. Nic dziwnego, że seniorka od lat jest sama, porzucona przez męża...

- Nie, droga teściowo. Twoja córka nie umie gotować. Karmi mnie jakimiś pomyjami, więc siedzę tutaj i jem kupne żarcie. Widzisz, kiepsko ją nauczyłaś - odgryzł się matce Basi. Teściowa poczerwieniała ze złości, nadęła policzki, odwróciła się na pięcie i dziarsko ruszyła w stronę mieszkania swojej córki - doigrałeś się mój zięciu, już niedługo przestaniesz nim być - rzuciła przez zaciśnięte zęby i zniknęła za żywopłotem.

Gdy po kilkudziesięciu minutach Stefan wrócił do domu, żona przywitała go chłodem i wymownym milczeniem. To oznaczało, że matka zdążyła już zrelacjonować rozmowę z nim. Gdy kolejny raz Basia zignorowała obecność Stefana i jego próby rozmowy, mężczyzna westchnął, spakował najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedł.

Basia nie zatrzymywała męża, ale zaczęła tego żałować, gdy ukochana mamusia postanowiła się do niej wprowadzić. W przeciwieństwie do Stefana, Anna nie dokładała się do domowego budżetu, narzekając jednocześnie na standardy mieszkaniowe, posiłki gotowane przez córkę i jej ponury nastrój - nie mów, że tęsknisz za tym bucem - mruknęła do Basi któregoś dnia. - To twoja wina, że odszedł, zmanipulowałaś mnie jak zawsze - odparła półgłosem smutna Basia, spoglądając z utęsknieniem na puste krzesło Stefana.