Kasia nie czuła się kochana przez całe dzieciństwo. Nie było powodu sądzić, że matka jej nie kocha, ale ich więzi też nie można nazwać ciepłą. Kasia ma młodszego brata. Nie jest tajemnicą, że dorosłe dzieci odczuwają pewien dystans do rodziców. Wydaje się, że najmłodsze dzieci w rodzinie otrzymują całą miłość.

Moją mamę i tatę dzieliło 20 lat różnicy wieku

Kiedy się pobrali, moja mama miała 30 lat, a tata 50. Kiedy miałam 10 lat, urodził się mój młodszy brat. Nasze dzieciństwo nie było zbyt szczęśliwe, tata zmarł niemal natychmiast po urodzeniu brata. Potem mama nie nawiązywała z nikim relacji, starała się nas wychowywać sama.

Zrozumiałam, że moja mama potrzebuje pomocy, więc zamiast na studia poszłam do pracy. Brat dorósł, służył w wojsku i wrócił do domu ramię w ramię z narzeczoną. Pomyślałam wtedy, że powinnam zostać przy matce, a brat, jak mi się wydawało, powinien zamieszkać z żoną. Okazało się jednak, że brat z wybranką coraz bliżej krążą wokół matki.

Dano mi do zrozumienia, że nie mam czego szukać w pobliżu mamy, więc uległam ówczesnej modzie i wyjechałam za granicę za lepszym jutrem. We Włoszech mieszkałam 17 lat. Tam pracowałam, żyłam i osadzałam się w realiach samotnej dorosłości. Jednak pewnego dnia spotkałam koleżankę, od której czasami dowiadywałam się, co słychać u moich krewnych. Gabi regularnie jeździła do Polski w sprawach służbowych i zawsze miała dla mnie po powrocie jakieś nowinki.

Gdy usłyszałam, że mój brat i bratowa wyprowadzili się od matki i zostawili ją całkiem samą, poczułam dziwne, silne i bolesne ukłucie w trzewiach. Wyobraziłam sobie mamę otoczoną samotnością i dźwiękami tykania zegara z kukułką. Zobaczyłam, jak wstaje rano z łóżka, bez ochoty do życia i cienia radości w sercu. Postanowiłam wrócić do kraju i ostatni raz spróbować zbliżyć się do mamy.

Stając w progu domu, zobaczyłam mamę, smutno obierającą ziemniaki. W milczeniu i zamyśleniu wrzucała obierki do kosza, a ziemniaki do garnka... Znajome dźwięki, ale mama jakaś taka starsza. Nie od razu mnie poznała, ale gdy zrozumiała, że to ja, odrzuciła wszystko, co trzymała w dłoniach i rzuciła się do uścisków. Powitanie było długie i emocjonalne, a rozmowom i wspomnieniom nie było końca. Zostałam z nią. Choć prawie dwie dekady później niż planowałam, ale jak widać, na budowanie więzi rodzinnych nigdy nie jest za późno...