I dlatego można zrozumieć ulgę naszej abonentki, która przed ślubem była w doskonałych stosunkach ze swoją przyszłą teściową. Jednak późniejsze wydarzenia pokazały, że było to jedynie przygotowanie do samodzielnego życia.

Moje relacje z teściową nie były złe, a nawet dobre...

Traktowałam ją z szacunkiem. Nigdy nie robiła żadnych uwag w moim kierunku, nigdy nie stwarzała problemów. Byłam zachwycona, kiedy moja teściowa zajęła się wydatkami związanymi z naszym skromnym ślubem. Moja mama i tata płacili tylko niewielką część, ponieważ finanse były napięte. Oni też byli zadowoleni z tego, jak się sprawy potoczyły.

Muszę powiedzieć, że przed ślubem mieszkałam z rodzicami. Krystian mieszkał z matką, mają duże trzypokojowe mieszkanie. Po ślubie zamieszkałam z nim. Wydawało mi się, że to zupełnie normalne, że będę mieszkać z ukochanym mężczyzną, ale teściowa powiedziała, że ​​chce z nami poważnie porozmawiać.

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że nasza rozmowa potoczy się według jakiegoś nieprzyjemnego scenariusza. Nawet nie podejrzewałam, że to będzie coś poważnego… Teściowa zaczęła rozmowę od retrospekcji. Pamiętała, że sama wychowała syna, jak pomogła mu się usamodzielnić, jak włożyła w niego wszystkie swoje siły i pieniądze. Potem przypomniała sobie, że pomogła mu zdobyć dobre wykształcenie i znaleźć pracę. Nie zapomniała o ślubie, na który wydała pieniądze...

Następnie stwierdziła, że ​​w pełni spełniła swój obowiązek wobec syna, więc nie ma co się obrażać jej decyzją. I chce, żebyśmy szukali własnego mieszkania, wynajmowali lub wzięli kredyt hipoteczny. Mieszkali osobno, ale nie liczyli na jej pomoc. Bo teraz chce żyć dla siebie.

Podczas gdy ja siedziałam z otwartymi ustami, teściowa mówiła dalej, że drzwi jej mieszkania są dla nas zawsze otwarte, że chętnie nas zobaczy u siebie. I od razu ostrzegła, że ​​jeśli będziemy mieć dzieci, wychowamy je bez jej pomocy, bo nie jest nianią, tylko babcią.