Panna młoda przeprowadziła się do domu przyszłego męża, który zobowiązał się do opieki nad nią. Nikt tego nie robił od dawna, ale pamięć o tradycjach pozostała. Wielu nadal żyje według starych zasad i nadal wpaja młodszemu pokoleniu starożytne zwyczaje. Tylko we współczesnym świecie trudno jest wszystko wcielić w życie.

Moja córka powiedziała, że ​​wychodzi za mąż kilka miesięcy temu. Przemyśleliśmy to wspólnie i zdecydowaliśmy, że przełożymy obchody na przyszły rok. Młodzi ludzie zgodzili się, ale zrobili wszystko wcześnie na swój sposób. Młodzi chcieli jak najszybciej się wprowadzić, więc postanowili podpisać umowę i zamieszkać w wynajmowanym mieszkaniu, a uroczystą część będziemy celebrować później. Co robić, dorosłe dzieci: Moja Lidka ma 23 lata, a jej narzeczony ma już 27 lat. Pracuje, a Lidka nadal studiuje.

Zabrał ją do zaskakujących warunków

Mój zięć jest dobry i porządny. Jest niezależny i razem z moją córką nigdy o nic nie prosili, odkąd zaczęli razem mieszkać. Kiedyś przyszłam odwiedzić córkę. Kiedy weszłam do mieszkania, byłam nie tylko zaskoczona, ale i oszołomiona tym, jak puste było mieszkanie. W kuchni są dwa stołki i jedna patelnia, brak przyborów kuchennych, jeden komplet pościeli i kilka ręczników. Śpią na materacu, a na ubrania mają tylko komodę. Od razu zapytałam Leszka, czy to wszystko? Uśmiechnął się i spokojnie odpowiedział, że na razie to wszystko, a oni zrobią resztę później. Lidka powiedziała, że ​​jej mąż wydał dużą kwotę na czynsz za dwa miesiące i usługi pośrednika w handlu nieruchomościami, ale wkrótce, według niej, kupią wszystko.

Nie wiedziałam, że zięć zabiera córkę z jej domu, gdzie wszystko jest, do pustego pudła. Poprosiłam córkę, żeby do mnie przyszła, dałam jej kilka kompletów pościeli, koc, poduszki, łyżki, widelce, talerze. Nie było kubków. Wzięłam numer do swatki od mojej córki, tak na wszelki wypadek. Miesiąc później znowu przyszłam do nowożeńców, nie mieli kubków. I generalnie nic się nie zmieniło w ich mieszkaniu przez ten czas. Byłam oburzona bezczynnością swatki, zadzwoniłam do niej na rozmowę. Powiedziałam, że ​​powinniśmy jakoś ze sobą współpracować i pomóc im kupić wszystko, czego potrzebują. I wtedy mama mojego zięcia powiedziała mi, że jej syn jest dorosły i że jest w stanie utrzymać rodzinę. Ona już wniosła swój wkład w tę rodzinę, kupując samochód dla syna.

Powiedziała o mojej córce, że jest studentką, a jej syn musi ją teraz utrzymywać podczas studiów. Płaci za mieszkanie, jedzenie, wszystko. A ja muszę zapewnić posag żonie. Nie żyjemy już według starych tradycji. Ale skoro o nich mowa, zięć musiałby zabrać pannę młodą do swojego domu, a nie do pustego mieszkania, za które co miesiąc trzeba oddawać dużo pieniędzy nieznajomemu...