Gdy w młodej rodzinie nie ma jeszcze dzieci, kochankowie poświęcają sobie wolny czas. Im dłużej rodzina żyje według pewnego scenariusza, tym trudniej ją później odbudować. Każdy prędzej czy później napotyka trudności. Stało się to w rodzinie Ady i Emila.

Świetnie bawiliśmy się po weselu. Przez 8 lat wspólnego życia mamy swoje przyzwyczajenia, zasady panujące w rodzinie. Wzięłam na siebie obowiązki domu, niczego mężowi nie odmawiałam. I jadł dobry obiad i odpoczywał po dniu pracy. Tylko w weekendy spacerowaliśmy razem, odwiedzaliśmy rodziców. Przez te wszystkie lata bardzo chciałam mieć dzieci. Jednak wraz z ich pojawieniem się mąż zaczął się dziwnie zachowywać.

Na początku nie spieszyliśmy się z posiadaniem dzieci. Po ślubie zaczęliśmy remontować stare mieszkanie, chcieliśmy najpierw trochę pomieszkać dla własnej przyjemności. Wszystko było u nas cudownie, całe 7 lat zleciało jak jedna chwila w miłości i harmonii. Niedawno urodziłam bliźniaki.

Przez całą ciążę mój mąż na mnie chuchał i dmuchał, bardzo się cieszył, że będzie miał spadkobierców. Byłam chyba najszczęśliwszą żoną w tym krótkim i tak trudnym dla nas okresie małżeńskiego życia.

Kiedy urodziłam bliźnięta, nie mogliśmy uwierzyć, że zostaliśmy rodzicami

Między innymi wszystkie wydatki pomnożyliśmy dwukrotnie, bo nikt nie spodziewał się bliźniaków. Emil czekał na mój powrót ze szpitala, bo był przyzwyczajony do tego, że wszystko dla niego prasuję, a w domu zawsze jest coś do jedzenia. Moja ciąża była niepokojąca w ostatnich miesiącach, więc byłam po bezpiecznej stronie. Przez cały ten czas Emil był sam w domu.

Przyznał, że bardzo się nudził i spodziewał się, że ze szpitala zaraz pójdę do pieca i ugotuję mu barszcz. Tak, był bardzo zmęczony dbaniem o siebie w tym czasie, ale ja też nie odpoczywałam. Bliźniacy domagali się dużo uwagi. W pierwszym roku w ogóle nie spałam, poprosiłam mamę o pomoc w ciągu dnia przez kilka godzin, kiedy mąż był w pracy.

Niestety, po pracy irytował go płacz małych dzieci. Zaczął mi robić wyrzuty za to, że przestaliśmy się komunikować, nie gotuję już pysznego jedzenia trzy razy dziennie, a dom jest brudny. Czasami prosiłam go po pracy, żeby pomógł mi wynieść wózek, żebym mogła pospacerować z dziećmi na świeżym powietrzu. Czasami Emil wyniósł wózek, a czasami odtrącał, że jest bardzo zmęczony, a ja chodziłam sama na spacer.

A ostatnio poprosiłam go, żeby wyjął wózek, a on po prostu cicho wszedł do pokoju i wyjął walizkę. Powiedział, że jedzie do mamy, że jest bardzo zmęczony tym chaosem. Rozumiem go bardzo dobrze, nie trzymałam go, ale sama siedzę z dziećmi od trzeciego miesiąca, a od męża nie słyszałam marnego "dziękuję".