Kilka tygodni temu mój syn przyprowadził do mnie wnuki i poprosił, żebym się nimi opiekowała przez kilka dni.

Od narodzin Krzysia rzadko odwiedzam dzieci. Moje relacje z synową są napięte, chociaż wydaje się, że komunikujemy się normalnie. Faktem jest, że za każdym razem, gdy oferowałam swoją pomoc, Lena zawsze znajdowała powód, by mi odmówić. Na początku byłam zdenerwowana, a potem postanowiłam nie ingerować w ich rodzinę. W razie potrzeby poproszą.

I nagle wieczorem zadzwonił do mnie syn. Lena źle się poczuła, karetką pojechała do szpitala, a mój syn jechał za nią samochodem. Po drodze przywiózł mi dzieci. Nie przeszkadzało mi to, wszystko w życiu się zdarza. Jesteśmy ludźmi, dlaczego nie pomóc? Okazało się, że Lena przez tydzień pozostać musi pod opieką lekarzy. Mój syn pracuje i codziennie jeździ do Leny, więc dzieci są u mnie.

Z dziećmi Paweł przywiózł kilka dziecięcych rzeczy z zabawkami i piłką fitness. Na początku nie rozumiałam, dlaczego jest potrzebna, a potem syn powiedział, że Krzyś zasypia tylko wtedy, gdy buja się go na napompowanej piłce.

W pośpiechu zostawił wszystko, szybko powiedział, jak nakarmić chłopców i wyszedł

Po pewnym czasie mój syn zadzwonił do mnie, aby upewnić się, że niczego nie zapomnę. Uspokoiłam go, że to nie pierwszy raz, kiedy mam do czynienia z dziećmi. Syn jednak nie odpuszczał i zaczął wymieniać wszystkie przyzwyczajenia i dziwactwa swoich dzieci, bez których uwzględnienia, z pewnością nie poradzę sobie z wnukami.

Wysłuchałam spokojnie długiej listy tego, jak, kiedy, jak często i co robić, ale dobrze wiedziałam, że nie będę miała ani czasu, ani ochoty na te wszystkie bzdury, typu podgrzewanie w suszarce pluszaka Marka, bo inaczej będzie płacz, że to nie ten miś, albo usypianie młodszego na piłce, pilnując jednocześnie, aby nie stała się mu krzywda.

Gdy po kilku dniach syn przyjechał, aby odebrać chłopców, sześcioletni Marek zaczął się skarżyć ojcu na niedobrą babcię, która kazała mu chodzić spać bez codziennego usypiania wszystkich jego plastikowych żołnierzyków. Naskarżył też, że Krzyś nie był bujany na piłce, a o porannym oglądaniu ulubionej bajki w ogóle nie było mowy.

Mój syn był oburzony, że nie zastosowałam się do jego instrukcji. Nakrzyczał na mnie, zarzucił zaburzanie bezpiecznej rutyny jego synów i nawet nie podziękował za opiekę nad nimi. Po tym incydencie wiedziałam już, że to był ostatni raz, gdy zajęłam się dziećmi mojego syna. Nie mam czasu na te wszystkie bzdury, których ode mnie wymagał Paweł...