Odziedziczyła mieszkanie i uznała, że ​​mieszkanie nie musi być puste. Zaczął robić naprawy, szukać pracy i innych rzeczy. Nie bardzo się tym interesowałem. Mam już dość zmartwień: dom, mąż, syn uczniak.

Tak, spodziewaliśmy się z mężem, że krewna zaprosi nas w odwiedziny, zastanawialiśmy się nawet, jaki prezent jej kupić. Ale zamiast tego przyjechały do ​​nas moja kuzynka i córka. Pojawił się bez ostrzeżenia w sobotę. Postanowiłem po prostu trochę posprzątać w domu, ale gdzie to jest. Musiałam rzucić wszystko, umyć ręce i posadzić drogich Gości przy stole.

Zwróciłem się do syna, aby pobiegł do sklepu po ciasto na herbatę. Na co Irena powiedziała, że ​​jedna herbatka z ciastem to za mało, bo są bardzo głodni. Patrzę na nią i rozumiem, że nie mam prawie nic, nie spodziewałem się nikogo!

Musiałam podać kotlety, które przygotowałam dla męża na obiad

Nie miałem czasu, jak to mówią, mrugnąć okiem, a kotlety się skończyły. Musiałem pilnie rozmrozić kurczaka i ugotować kolejny obiad. W końcu po tym, jak głodni goście „przegryzli”, w lodówce została tylko wczorajsza zupa. Ale mój mąż musiał czekać po pracy, bo oczywiście nie miałem czasu ugotować kurczaka na czas.

Irena nie spieszyła się z wyjazdem. Okazało się, że późnym wieczorem w telewizji leciał jakiś program, który ona i jej córka bardzo kochają. A telewizora jeszcze nie przenieśli. Kiedy zastanawiałem się, co odpowiedzieć, goście już wygodnie rozsiedli się na sofie. Znaleźliśmy odpowiedni kanał i zaczęliśmy uważnie wpatrywać się w ekran.

Wyszły mocno po północy, co odbiło się zmęczeniem na moim mężu i na mnie. Miałam nadzieję, że to już koniec takich wizyt na długi czas, ale już następnego popołudnia, kuzynka z córką pojawiły się znowu bez zaproszenia. Jakoś nie było dla mnie dziwne, że znowu w porze obiadowej. Gdy zasiadły za stołem, oczekując obsługi z mojej strony, powiedziałam stanowczo, że poczekamy na mojego męża i zjemy wspólnie. Choć córka kuzynki próbowała nalegać na natychmiastowe jedzenie, z powodu zbliżającego się ulubionego programu, nie uległam.

Mąż wrócił, zobaczył je i natychmiast pochmurniał. Nakryłam do stołu, wszyscy usiedli, ja podałam posiłek. Przed mężem postawiłam pełen talerz kurczaka, młodych ziemniaczków, surówkę, a pozostali mogli nałożyć sobie sami z tego, co postawiłam w naczyniach zbiorczych. Kilka sporych porcji kurczaka, spora micha z ziemniaczkami, dwie surówki do wyboru. Nie muszę mówić, jak szybko wszystko zniknęło...

Gdy sprzątnęłam ze stołu, obie szybko poszły usadowić się na kanapie przed telewizorem. Gdy Irena sięgnęła po pilota, mój mąż szybko zabrał go z komody i zapowiedział, że jest już za późno za telewizję. Córka Ireny znowu zaczęła protestować, że musi obejrzeć, że przecież miały oglądać, jak wczoraj, ale oboje byliśmy twardzi. Kuzynka obraziła się i wyszła, a następnego ranka tabun krewnych niemal wdarł nam się do mieszkania, aby wyrzucić mi podłość wobec Ireny i jej dziecka.

Oni też szybko się obrazili po tym, jak powiedziałam, co o nich myślę. Czy faktycznie musimy godzić się na takich gości?