Tak się jakoś złożyło, że kobietom trudno jest zaakceptować i puścić ukochanego syna. Tylko tutaj zakończenie tych historii jest inne. Bohaterka naszej historii myślała, że ​​przeżyje całe życie bez rozmowy z teściową. Jednak okazało się inaczej.

Kiedy zdecydowaliśmy się z Igorem na ślub, rodzice trochę się wahali i namówili mnie, żebym najpierw skończył instytut, a potem myślał o małżeństwie. Potem oznajmiłam, że jestem w ciąży, a oni od razu się zgodzili. Jedno zdenerwowanie: przyszła teściowa była przeciwna naszemu małżeństwu.

Niespodziewana zmiana

Nie pamiętam, kto powiedział, że samotne matki swoich synów są bardzo zazdrosne, ale najwyraźniej to prawda. Bo teściowa od początku mnie nie lubiła i ciągle próbowała mi udowodnić, że to ja rozpracowałam dziecko na boku, a jej synowi zakręciłam głowę, żeby się ożenić. Chociaż ciąża z Igorem była celowo zaplanowana i dobrowolnie weszliśmy w związek małżeński.

Na weselu wydarzył się niefortunny incydent. Mamy taką tradycję, że pan młody dla żartu powinien umyć teściowej stopy, a potem włożyć jej nowe kozaki lub kalosze, najważniejsze, żeby było wesoło i wesoło - w końcu spacer. Tego wieczoru Lidia oświadczyła: „Mój syn nie umyje nikomu nóg!” Wodzirej nie mógł jej przekonać. Od tego czasu między swatkami biega czarny kot. Doszło do tego, że nie życzyła sobie widzieć u siebie ani mnie, ani naszej córki. Nie wierzyła, że jest dzieckiem jej syna.

Nagle moja teściowa poważnie zachorowała. Igor musiał poświęcić więcej uwagi matce, a mnie to nie przeszkadzało. Nagle mój mąż poprosił nas, żebyśmy razem odwiedzili chorą, bo bardzo chce zobaczyć się z naszą córką.

Chciałam mu przypomnieć, że wcześniej teściowa nie chciała widzieć mnie ani wnuczki i nie wpuszczała jej do domu, ale teraz nagle przypomniała sobie o naszym istnieniu, kiedy zdała sobie sprawę, że życie jest zbyt ulotne. Ale z czasem zmieniłam zdanie i obiecałam mężowi, że jutro odwiedzimy babcię z córką.