Waldemar dość szybko owdowiał i sam wychowywał swoją córkę Elżbietę. Było mu bardzo trudno pogodzić obowiązki rodzica i świetnego fachowca w konstruowaniu maszyn budowlanych, gdyż nie miał odwagi zostawić córkę pod opieką obcych osób.

Nie mógł liczyć na teściów i rodziców, inni krewni mieli także własne sprawy na głowie. Rodzina zmarłej po części obwiniała go o śmierć ich krewnej, gdyż feralnego dnia poprosił ją o przywiezienie mu do pracy ważnych dokumentów, które zapomniał zabrać, wychodząc rano. Wsiadła za kierownicę, choć nie czuła się pewnie jako kierowca.

Trudne wyzwania ojcowskie i wielkie rozczarowanie

Zginęła w wypadku, zostawiając Waldemara i małą Elę w rozpaczy. Jako samotny ojciec, Waldemar nigdy już nie związał się z inną kobietą, skupiając całą swoją uwagę na wychowaniu córki i zapewnieniu jej wszystkiego, co potrzebne. Dlatego, gdy niespełna 18-letnia Elżbieta przyznała się ojcu, że jest w ciąży, ale nie wie z kim, Waldemar poczuł, że poniósł porażkę jako ojciec, nauczyciel, autorytet i jako mężczyzna. Był zawiedziony nieodpowiedzialnością swojej córki, której starał się przekazać najważniejsze wartości, jakie od pokoleń przyświecały jego rodzinie.

Nie odtrącił córki i obiecał, że pomoże jej we wszystkim, lecz gdy tylko Elżbieta urodziła syna, porzuciła go i uciekła za granicę z kolejnym kochankiem. Waldemar znowu został sam z małym dzieckiem pod opieką.

Jego wnuk Marek wyrósł na nastoletniego cwaniaka, który autorytetu i szacunku poszukiwał poza domem. Wstydził się przed rówieśnikami, że wychowuje go dziadek, który nawet nie chce mu kupić najprostszego smartfona.

Ciągle narzekał, kłócił się z Waldemarem, nie słuchał go i często nie wracał do domu na noc. Pewnego dnia dziadek postanowił dać wnukowi nauczkę i wywiózł go do krewnych na wieś. Odebrał Markowi nawet jego stary, nieatrakcyjny telefon komórkowy. Gdy wrócił po wnuka po tygodniu, nie poznał nastolatka.

Ten zbuntowany chłopiec, który wciąż uważał, że musi walczyć o swoje, był w trakcie karmienia młodej kózki. Z ogromną troską i uważnością przytrzymywał butelkę z mlekiem, aby osierocone zwierzątko mogło napełnić brzuszek. Ciepłym głosem uspokajał kózkę i głaskał ją po głowie.

Okazało się, że odcięcie od niesprzyjającego otoczenia pozwoliło dorastającemu chłopcu przekonać się, że może się poczuć bezpieczny i jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo drugiej istocie.