Od dawna nie chciałam wychodzić za mąż. Każda uczta rodzinna zaczynała się i kończyła zwrotem: „No to kiedy wyjdziesz za mąż?”. Potem poznałam Borysa. Był o 12 lat starszy. Myślałam, że mężczyzna jest już dorosły, co oznacza, że ​​mówił poważnie. Po dwóch miesiącach randkowania oświadczył mi się, a ja się zgodziłam. Oczywiście były wezwania, by go nie poślubiać. Nie chodziliśmy do płatnych miejsc, nie chodziłam z nim do kawiarni, nie chodziłam do kina, nie otrzymywałam od niego kwiatów. Chociaż nie, to jednak był jeden rumianek. Wkrótce wzięliśmy ślub.

Od pierwszego dnia wspólnego życia Borys zaczął mi wyrzucać niepotrzebne wydatki

Zbeształ mnie za każdy wydany grosz. Sprawdzał paragony ze sklepów. Nawiasem mówiąc, to była jego ulubiona rozrywka. Pamiętam przypadek, kiedy powiedziałam mu, że to normalne, że wydajemy pieniądze na jedzenie, że nie powinniśmy jeść tylko jęczmienia. Powinieneś widzieć jego oczy. Jak wtedy na mnie patrzył, jakby naprawdę powinien.

I tak każdego dnia. Jestem zmęczona oddawaniem całej mojej pensji Borysowi, zmęczona oszczędzaniem na wszystkim. Dlaczego w ogóle zarabiamy? Jasne, żeby wydać. Ostatnią rzeczą, która mnie napędzała, był Nowy Rok. Jestem przyzwyczajony do tego, że moja mama zawsze nakrywa wspaniałe stoły dla gości.

Postanowiłam zrobić rybę według przepisu mojej mamy. Borys przyszedł i wszystko zaczęło się od nowa. Znowu zaczął mnie upominać, że niewłaściwie wydaję pieniądze. Potem wszedł do paczek z zakupami, żeby obejrzeć paragony. Nie odzywał się do mnie przez dwa tygodnie.

Nie rozmawiał ze mną, ale nadal przetrząsał zakupy. Kupiłam wszystko na własny koszt, a on nadal wszystko mi wypominał. Podjęłam decyzję o rozwodzie. Borysowi to nie przeszkadzało. Dzieci nie urodziły się przez sześć miesięcy, więc spokojnie się rozstaliśmy. Dziwne, że jeszcze nie zażądał ode mnie pieniędzy na mieszkanie. Wróciłam do domu, pół miesiąca mieszkałam z rodzicami. Czas spędzony z Borysem miał swoje zalety: zaoszczędziłam pieniądze. Teraz wynajmuję mieszkanie.