Na przykład ludzie, którzy dorastali razem w dość trudnych warunkach, są po prostu zobowiązani do kochania się i wspierania się przez całe życie. Ale w rzeczywistości jest to dalekie od przypadku. Wręcz przeciwnie, gdy tylko wiek pozwala wybrać sposób życia, wiejska młodzież ma tendencję do jak najszybszego opuszczania rodzinnych stron i osiedlania się gdzieś daleko od nich.

Byłam najmłodszym dzieckiem w rodzinie, więc musiałem zostać z rodzicami...

Starsza siostra wcześnie wyszła za mąż i zamieszkała z mężem. Potem ich rodzina wyjechała za granicę i przestaliśmy się komunikować. Już jako dziecko ciągle narzekała, że ​​zawsze musi sama opiekować się mną i moim bratem. I często mówiła, że ​​nas nie znosi. Zapewniam więc, że przyjaźni krewni z wioski to nic innego jak popularny mit.

Potem mój brat Zenek ożenił się. Mieliśmy z nim lepsze relacje. Oczywiście nie jest najrozsądniejszą osobą, jaką znałam, ale kochałam go za to, że zawsze mówił prawdę i z łatwością potrafił mnie rozweselić. Znał na pamięć milion anegdot, za co szanowali go przyjaciele i współmieszkańcy.

Ożenił się jako drugi. Ale nie przyprowadził panny młodej do domu, ale zamiast tego sam zamieszkał z nią. Szanował uczciwą pracę. Dlatego nie zarabiał dużo. Na wsi brutalna siła jest wysoko ceniona, tyle że nisko płatna. W końcu koń jest jeszcze silniejszy, ale nigdy nie miał pensji. Więc mój brat musiał wymyślić, jak najlepiej utrzymać rodzinę. Co więcej, jego żona i jej rodzina nigdy nie słynęli z bezinteresowności.

W dniu mojego ślubu Zenka nie było we wsi. Wyjechał do pracy do innego kraju. To nie tak, że ten fakt w ogóle mnie nie bolał, ale zrozumiałam, że nie byłby w stanie zrobić tego inaczej. Żona zaszła w ciążę, a pieniędzy, jak zawsze, było za mało. Byłam więc świadoma, że ​​kolejna ukochana osoba odeszła z mojego życia na długi czas, jeśli nie na zawsze. Dobrze, że przynajmniej mnie i mojego męża łączyła wzajemna miłość i szacunek.

W miarę upływu czasu, mieszkałam z mężem i rodzicami, a brat pracował za granicą. W jakimś portowym miasteczku dostał pracę jako ładowacz. Pomagał załadować kontenery z rybami i owocami morza. Stale wysyłał żonie pieniądze, które szły na budowę ich przyszłego domu. Jego córka, moja bratanica rosła w zawrotnym tempie, ale nie zabrali jej do nas. Taka była natura mojej szwagierki.

I wtedy, jak grom z jasnego nieba, nadeszła ważna wiadomość od mojego brata. Powiedział, że nie może już dłużej oszukiwać żony, bo ma nową kobietę, którą kocha i z którą jest teraz szczęśliwy. Żona może wziąć dla siebie wszystkie pieniądze, które wysłał, on nawet zobowiązuje się wysłać więcej dla swojej córki, dopóki ta nie osiągnie dorosłości. Jest mu bardzo wstyd, ale po prostu nie jest już w stanie kłamać.

Od tego czasu moja szwagierka nawet nie przechodziła koło naszego domu. Po prostu zerwała jakąkolwiek komunikację, co mi osobiście bardzo nie przeszkadzało, ale mamie i tacie ciężko było nie widzieć wnuczki. Ja już wtedy chodziłam z brzuszkiem. Mogę więc śmiało powiedzieć, że jako najmłodsza córka wzięłam na siebie odpowiedzialność za wszystkich...

Po kilku latach, nagle Zenek wrócił. Był zmarnowany i było widać, że przechodzi jakąś traumę. Okazało się, że kobieta, dla której zostawił rodzinę zmarła. Brat wręczył mi pudełko, w którym była koperta. Chciał dać je byłej żonie, ale nie wpuściła go za próg. Wręczył tajemniczą kopertę w pudełku i sobie poszedł. Nie wiem, gdzie teraz jest, ale wiem, że w kopercie było mnóstwo euro, które oszczędzał. Nie wiem, czy to dobrze, że nie wcisnęłam ich byłej szwagierce do gardła...