Człowiek może być najpotężniejszym szefem w swoim miejscu pracy, z wieloma podwładnymi i wspaniałymi perspektywami. Podczas gdy ona będzie zwykłą gospodynią domową. A mimo to rodzina się rozpadnie, bo relacje buduje się na wzajemnym szacunku, zaufaniu i miłości.

Mojemu mężowi nie podoba się moje imię. Dowiedziałam się o tym dopiero teraz, po czterech latach naszego wspólnego życia. Okazało się, że jestem imienniczką jego wychowawczyni klasy. Na początku byłam zaskoczona, jakie to głupie. Czy dorosły człowiek naprawdę może zwrócić uwagę na taki drobiazg? Okazuje się, że bardzo.

Mamy wspólne interesy, więc w obecności pracowników często pojawiamy się razem

Oczywiście wszyscy wiedzą, że jesteśmy mężem i żoną, ale ściśle ukrywamy nasze emocje przed obcymi. Zwracam się do męża tylko po imieniu i właśnie o tym ostatnio pomyślałam. Okazało się, że on sam próbuje mówić do mnie standardowo „kochanie”.

Wygląda to jakoś dziwne. Niesprawiedliwe. To tak, jakby on był szefem, a ja tylko jego ulubienicą. Chociaż zaczynaliśmy razem, a ja wcale nie jestem typem kobiety, która czeka na swojego narzeczonego w domu przed telewizorem.

Na początku pomyślałam, dlaczego nie zorganizować mu rozmowy w domu na ten temat, ale potem zdecydowałam się działać łagodniej. Zaczęłam nazywać go „mężem”. Jakieś bezosobowe słowo, ale co poradzić.

Jego reakcja pojawiła się jakieś dwa dni później. On sam w przerwie obiadowej poruszył ten temat. Zapytał, czy między nami wszystko w porządku. Wyraziłam swoje roszczenie, a on w końcu się przede mną otworzył. Opowiedział mi o wychowawczyni klasy i jego „alergii” na moje imię.

Okazało się, że kiedy dowiedział się, jak mam na imię, nawet nie chciał nawiązywać ze mną związku. Wywoływało to w nim wewnętrzną odrazę, bo już w dzieciństwie ta kobieta zepsuła mu dużo krwi.

Z jednej strony rozumiem emocje męża, jednak z drugiej strony nie mam zamiaru ponosić odpowiedzialności za to, co ktoś zrobił mężowi w przeszłości...