Sama Teresa wymyśliła i uszyła sukienkę, a oni zadłużyli się na wszystko inne. Teresa postanowiła je zarobić na własną rękę, aby nowożeńcy mogli dysponować „ślubnymi” pieniędzmi według własnego uznania. Pojechała więc pracować do Włoch.

Po powrocie do domu Teresa wraz z córką i zięciem udała się do swatów. Tam zobaczyła coś, co wciąż nie pozwalało jej zasnąć. W kuchni swatka miała kuchenkę mikrofalową, kuchenkę i lodówkę kupioną za pieniądze wysłane do córki z Włoch.

Ciężka praca na obczyźnie poszła na darmo?

Córka, widząc, jak zszokowana była jej mama, próbowała wyjaśnić, kiedy znalazły się same: „Cóż, mamo! Co robisz tak szybko?! Kiedy remontowali kuchnię, daliśmy rodzicom Dominika kuchenkę mikrofalową i kuchenkę. A potem ich lodówka się zepsuła, więc oddaliśmy naszą. Kupiliśmy sobie nową”.

Kobieta chciała odpowiedzieć, że taka prostota jest gorsza niż kradzież. Ale przecież córka jest w drugim miesiącu, nie można jej denerwować. Trzymając się matki, Jasia szepnęła: „Dominik naprawdę chce nowego, mocniejszego i trwalszego samochodu, może SUV-a. Wiesz, jak on lubi alpinizm i speleologię. A żeby dostać się do jaskiń i gór potrzebny jest mocny samochód. Pomożesz? Zebraliśmy już trochę…”

Teresa w milczeniu pogłaskała córkę po dłoni i pospieszyła do domu. W środku kipiało oburzenie: „Cóż, łajdaki! Ale Jasia nie rozumie, że jest wykorzystywana... Jak, jak otworzyć na to jej oczy?! Przewijając to wszystko w swojej pamięci, kobieta podążała za migotaniem nocnej lampki lotosu: płatki kwiatu błysnęły czerwonymi światłami i powoli gasły, a liście świeciły delikatnym zielonym, miętowym odcieniem. Stopniowo zasypiała... Czy poranek będzie mądrzejszy od wieczora?