Przynajmniej jest taka stabilna plotka. Większość wierzących nie chodzi tak często do kościoła. Zasadniczo w ważne święta kościelne lub jeśli jest ku temu odpowiedni nastrój i okazja. Wiele lat temu ludzie mieli bardziej wyważone życie, a chodzenie do kościoła lub świątyni było prawdziwym wydarzeniem.

Oczywiście w życiu Mai pojawiła się teraz biała smuga. Kończyła pracę nad ważnym projektem, więc bardzo zależało jej na pokazaniu efektu końcowego swoim przełożonym i uzyskaniu zasłużonego awansu. Przystojny pan oszalał na punkcie jej długich włosów i zaraźliwego uśmiechu. Maja również kochała go czystą i szczerą miłością. Nawet pogoda zdawała się tego dnia sprzyjać dziewczynie.

Nastrój był wyśmienity, więc Maja postanowiła pójść do kościoła i zapalić kilka świec dla zdrowia. Czemu nie, skoro było trochę wolnego czasu, a sam kościół był po drodze. Dlatego bez większego wahania dziewczyna przekroczyła próg z dużymi pięknymi drzwiami. Zapaliła jedną świecę, wstała. Już miałam postawić następną.

Tajemnicza staruszka i prośba o przysługę

Nagle do kościoła weszła niska, zgarbiona staruszka. Szła cicho, ale ponieważ w pobliżu nie było nikogo innego, nie sposób było jej nie zauważyć. Nie zatrzymując się ani nie rozglądając, stara kobieta pewnym krokiem podeszła do Mai i coś mruknęła, podając jej niezapaloną świecę. Dziewczyna początkowo instynktownie się cofnęła. Ale potem zdała sobie sprawę, że stara kobieta chce dzielić z nią płomień.

Tak też zrobiła Maja. Dopiero później pomyślała, że ​​to dziwne, bo wokół było dużo już zapalonych świec. Po staniu w pobliżu kilku kolejnych ikon i modlitwie dziewczyna postanowiła wrócić do swojej pierwszej świecy. I od razu zauważyła, że przestała się palić. Kiedy spróbowała zapalić ją ponownie, zobaczyła, że ​​świeca jest teraz odwrócona do góry nogami. Dlatego w rzeczywistości nie spłonęła.

Maja rozejrzała się i nikogo nie zobaczyła. Stara kobieta już wyszła, więc nie było innych opcji, jak samej ponownie zapalić świecę. Ale w rzeczywistości nie było tak łatwo. Świeca nie poddawała się płomieniowi i po kilku minutach dziewczyna po prostu się poddała i wyszła na świeże powietrze. Czas było wracać do domu.

Następnego dnia obudziła się całkowicie załamana. Bolało mnie ciało i głowa. W takim stanie nie można było iść do pracy, więc Maja wzięła dzień wolny. Do wieczora ból nie ustępował, podobnie jak rankiem następnego dnia. W rzeczywistości było tylko gorzej i Maja musiała wziąć urlop na cały tydzień, oczywiście na własny koszt.

Rodzice Mayi mieszkali w innym mieście, więc nie było sensu na nich liczyć. Dlatego zaczęła ją odwiedzać sąsiadka. Trzeciego lub czwartego dnia Maja wspomniała, że ​​tuż przed chorobą poszła do kościoła. Cóż, opowiedziała Tamarze całą historię. Nie wiadomo, czy to zwykły przypadek, czy czyjś plan z góry, ale Tamara była prawdopodobnie jedyną osobą, która mogła pomóc w tej sytuacji. Przyniosła trochę jedzenia z pobliskiego sklepu, a potem usiadła przy łóżku przyjaciółki i długo nad czymś myślała. Potem wstała i powiedziała, że ​​muszą poczekać jeszcze kilka dni. A jeśli sytuacja się nie poprawi, podejmie działania.

Pod koniec tygodnia Maja poczuła się jeszcze gorzej. Tak, i złapała apatię do wszystkiego innego. Wtedy rano przyszła do niej Tamara i ze współczującym spojrzeniem powiedziała, że ​​dziś pójdą na spacer. Zrobiła herbatę, rozpuściła środki przeciwgorączkowe w ciepłej wodzie. Dała to mojej sąsiadce do picia i czekała.

Po pół godzinie Maja naprawdę poczuła się lepiej, ale wszyscy rozumieli, że ten efekt nie potrwa długo. Potem Tamara pomogła Mai się ubrać i zamówiła taksówkę. Maja nie stawiała oporu, bo dla niej w tym momencie wszystko było we mgle, a na zrozumienie wymagań sąsiadki po prostu nie miała siły. Obudziła się, gdy dotarły na miejsce i musiała wysiąść z samochodu.

To ten sam kościół. Ani żywej duszy w środku. Maja szczerze mówiąc nie rozumiała, dlaczego tu przybyły, ale troskliwa przyjaciółka prawie siłą wręczyła jej świece i podeszły do każdej ikony z modlitwami. I nie wyszły z kościoła, dopóki ostatnia świeca nie wypaliła się do końca.

Ranek był dobry i słoneczny. W końcu Maja obudziła się nie od własnego bicia serca, ale od świergotu ptaków. Czuła się świetnie. Mimo, że było święto, szef odebrał telefon i zgodził się przejąć projekt pracy Mai w poniedziałek. Bardzo ważna i dobra wiadomość. Potem zadzwonił narzeczony. Potem przyszła Tamara i zapytała Mayę o jej zdrowie. Powiedziała, że ​​spotkała ją podobna sytuacja. Uratowała ją jednak własna ciotka, która niedawno wyjechała z kraju. Okazuje się, że w murach kościołów i świątyń ludzie z czarnymi myślami czują się całkiem swobodnie. I nie zaniedbują okazji, by rzucić swoją negatywność na zwykłych wierzących. I co najważniejsze, dokładnie wiedzą, jak to zrobić.

Dlatego w kościele, a nawet w jego pobliżu, należy zachować szczególną ostrożność. Nie dotykaj cudzych rzeczy, nie pozwalaj im używać własnych. Nie pozwól, aby cokolwiek zostało zrobione w twoim imieniu. Inaczej może się to skończyć jeszcze gorzej niż z Mają. Źli ludzie nie odeszli, ale możemy się im oprzeć. Musisz tylko uważać i unikać ofert nieznajomych.

Popularne wiadomości teraz

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

Oto nietypowe imiona dzieci polskich gwiazd. Niektóre z nich aż trudno wymówić

Niesamowita przemiana. Przed laty okrzyknięto ją najbrzydszą panną młodą. Zmieniła się nie do poznania

Przepis na perfekcyjnie puszysty sernik. Idealnie nada się na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia

Pokaż więcej