I dlatego przez całe życie inwestują wszystkie dostępne środki w swój dom, aby ich syn lub córka w przyszłości dobrze się tu czuli.

Mieszkam w dużej wsi, jest przytulny dom z ogrodem i działką. Mój mąż zmarł cztery lata temu, a ja sama nie dam sobie rady. Po szkole synowie natychmiast wyjechali do miasta i tam osiedlili się, pracując, dawno temu pożenili się. Ale pomoc z ich strony jest niewielka. Najstarszy syn ma wiele zmartwień, przychodzi bardzo rzadko. Nie winię go. Wiem, jakie to dla niego trudne.

Żona jest chora, a dzieci małe, w pracy trzeba pokonać weekend walką. Ale najmłodszy syn i synowa mogą przychodzić przynajmniej co tydzień. Nie ma dzieci, jest jeszcze studentką, ma dużo wolnego czasu. I na początku mogłam na nich polegać. To prawda, że na długo ich pomoc nie wystarczała.

Raczej synowej było za mało...

Lidka zaczęła zadawać mi głupie pytania. Dlaczego sadzę tyle ziemniaków i cebuli? Po co mi tyle marchwi i buraków na działce? Gdzie ja umieszczę te wszystkie ogórki, cukinię i pomidory? Oczywiście, byłam zła na uwagi mojej synowej. Jak gdzie? Dam ci coś, zostawię coś dla siebie, starszyzna coś weźmie. Nie martw się, nie będziesz musiała niczego wyrzucać. Wszelkie warzywa i owoce można włożyć w słoiki i zostawić na później. Schowam do piwnicy, nie przepadną...

Lidka nie była usatysfakcjonowana tą odpowiedzią. Jest dziewczyną z miasta, przyzwyczajoną do kupowania wszystkiego w supermarkecie. Mówi więc, że w każdej chwili może przynieść ze sklepu słoik ogórków. W ten weekend najmłodszy przyjechał sam. Syn przyznał, że Lidka nie chce spędzać weekendów w moim ogródku. Ale gdybym przepisała na nich połowę domu, to byłaby inna sprawa. Synowa czułaby się tu jak pełnoprawna gospodyni. I chętniej by pomagała.

Przedstawiłam wówczas synowi opcję, którą wzięłam pod uwagę już dawno - podzielę wszystko między dwóch synów, mają się dzielić i żyć w zgodzie. Syn nie powiedział nic, bo wiedział, że to uczciwe rozwiązanie, ale synowa była oburzona. Teraz zatrudniam młodą i zdolną dziewczynę, która pracowicie mi pomaga. Młodszy z synów przyjeżdża częściej, by pomóc, ale bez żony. Czyżby spodobała się mu moja pomocnica?