Uważa, że ​​nasze dziecko na tym ucierpi, a jego psychika zostanie złamana. Poradziła mu tak moja była teściowa, która zrobiła kiedyś dokładnie to samo, czym groził mi mój były.

Ale ja się jej nie boję i nigdy nie będę się bać...

Mój nowy mąż jest wspaniały i dogaduje się ze swoim pasierbem. Żadnych konfliktów. Tylko jego też trzeba zrozumieć, bo chciałby mieć własne dzieci. Przede mną nie miał żon, więc i dzieci też nie ma. Najwyraźniej mój były mąż zmaga się z traumą z dzieciństwa, dlatego też założył z góry, że naszego syna spotka to samo.

Jak się potem dowiedziałam, jego matka rozwiodła się z mężem i wyszła ponownie za mąż. Ojczym mojego byłego męża okazał się być podłym tyranem, który nie uznawał pasierba za pełnoprawnego członka rodziny i okazywał to w przemocowy sposób. Były mąż wzrastał w atmosferze konfliktów, strachu i ciągłego gniewu. Przez to wszystko właśnie mój były mąż zaczął często zaglądać do butelki, rozładowywać frustrację na mnie i obwiniać o własne niepowodzenia.

Do tego wszystkiego dokładała się jego matka, która przychodziła do nas lamentować, jak to ja doprowadzam jej syna do takiego stanu załamania. Miałam tego dosyć i po 9 latach "zbawiania świata", postanowiłam ocalić resztki godności i psychikę naszego syna. Odeszłam, co oczywiście nie obyło się bez awantury zrobionej przez teściową i gróźb ze strony męża. Teraz gdy mam normalnego męża, ten były robi wszystko, abym nie urodziła mu dzieci. Nie zamierzam ulegać, a nasz syn, ani żadne inne dziecko nie jest przedmiotem i nie można go ot, tak sobie zabierać!