Kiedy urodziło się moje pierwsze dziecko, chciałam zapewnić mu najweselsze dzieciństwo, cały czas starałam się zadowolić syna we wszystkim.

Od zawsze miałam głowę na karku, więc szybko rozwinęłam działalność związaną ze sprzedażą dziecięcych akcesoriów. To zainteresowanie pozwoliło mi na rozpieszczanie synka, ale nie przynosiło na początku milionowych zysków...

Moja siostrzenica podzieliła się wiadomością, że zaledwie kilka miesięcy temu urodziła dziecko

Zarobki w rodzinie są niewielkie, a proszenie matki i ojca o pomoc nie przynosi skutku, ponieważ od ponad roku nie dogadują się, więc jakoś próbują sobie ze wszystkim poradzić sami.

Mimo to po kilku godzinach pokazałam wózek siostrzenicy i nawet powiedziałam, że może go ode mnie kupić znacznie taniej, bo rozumiem jej trudną sytuację finansową w rodzinie.

Krewna stwierdziła, że ​​lepiej będzie kupić za kilka dni i ogólnie zaproponowała, że ​​przyjedzie do nas z mężem i dzieckiem za tydzień.

Nie mogłam się ich doczekać w domu, więc starałam się przygotować pyszne jedzenie. Ugościłam ich godnie, od razu zaprowadziłam do stołu, rozmawialiśmy do samej nocy.

I już o dziewiątej wieczorem moja siostrzenica z mężem i dzieckiem wracała do domu, ale zdając sobie sprawę, że ja, jako krewna, postanowiłam jej pomóc, stwierdziła:

- Wiesz, może oddasz nam wózek za darmo? Mimo to moje dziecko za kilka miesięcy ma urodziny i będzie to jak prezent!

Dałam jej już zniżkę, ale na pewno nie miałam zamiaru oddawać tego za darmo, bo teraz też potrzebuję niewielkiej kwoty na zakup ubrań dla syna, który szybko rośnie. Moja siostrzenica spojrzała na mnie z bardzo urażonym spojrzeniem, kiedy jej odmówiłam, ponieważ wydawało jej się, że nie powinnam odmawiać, prowadząc sklep z akcesoriami dla dzieci.

Kłóciła się ze mną piętnaście minut w przedpokoju, po czym wyszli, trzaskając drzwiami. Siostrzenica stwierdziła, że już nigdy nie poproszą mnie o pomoc.

Dotarło do mnie, że w wielu przypadkach, nie należy iść krewnym na rękę. Zamiast radości w początkującej rodzinie, wywołałam jedynie ferment i zniechęcenie. Nie będę więcej wychodziła z propozycjami pomocy...

O tym pisaliśmy: "Syn dzwoni do mnie prawie codziennie i to mnie denerwuje. Wychowywałam go, dbałam o niego, teraz chcę żyć dla siebie"

Zawsze byłam inna niż moi rówieśnicy. Podczas gdy dziewczynki bawiły się w matkę z córką, ja wraz z chłopcami wspinałam się po drzewach. Nigdy nie marzyłam o ślubie i urodzeniu dziecka. Co więcej, wydawało mi się, że po prostu nie zostałam do tego stworzona.

Popularne wiadomości teraz

Mickey Rourke zapisał cały swój majątek Ukraińcowi: „To dla mnie najważniejsza osoba na świecie”

Horoskop wedyjski. Jak określić swój znak według daty urodzenia

Tancerz powinien mieć nienaganną sylwetkę, prawda? Ten mężczyzna kompletnie temu przeczy, a mimo to jest znakomity w tym, co robi

Wielki smutek w życiu legendarnej gwiazdy polskiej estrady. Pewna sprawa uniemożliwia jej powrót do scenę

Pokaż więcej

Lubiłam wolność i nie chciałam być od nikogo zależna. Jednak wyszłam za mąż. Miałam wtedy 26 lat, a zegar, jak lubiła powtarzać moja mama, tykał już od dawna. Ciągle mi przypominała, że ​​najlepiej urodzić dziecko przed 30-tką. Potem jest to trudniejsze zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

Ale nie spieszyłam się. W głębi duszy wiedziałam, że nigdy nie zostanę matką. Po prostu tego nie potrzebuję. To prawda, mojemu mężowi się to nie podobało. Często mówił o tym, że chce zostać ojcem. Powiedział, że świetnie sprawdzi się w tej roli.

Urodziłam syna, mając 33 lata. Mimo ostrzeżeń krewnych i przyjaciół ciąża i poród przebiegły bardzo łatwo. Ale najważniejsze się nie wydarzyło: nie czułam absolutnie nic w stosunku do mojego dziecka. Ale niekochane dziecko tego nie rozumiało. Potrzebowało mnie, mojej opieki i miłości.

Nie chciałam denerwować męża. Starałam się udawać, że nasz syn jest dla mnie ważny. Ale przy każdej okazji uciekałam z domu, żeby być sama ze sobą i nie słyszeć płaczu dzieci.

Lata mijały, ale mój stosunek do dziecka nie zmienił się. Chociaż dorastał jako miły i szczęśliwy chłopiec, wcale mnie to nie obchodziło. Chyba po prostu poczułam, że powinnam postawić go na nogi i pozwolić mu swobodnie pływać. Wtedy moje życie w końcu się poprawi.

Na tle mojego niestandardowego stosunku do syna, moje małżeństwo z mężem zaczęło pękać w szwach. Jak ujął to mój mąż, nasza rodzina go nie motywowała. Jeśli ja nie próbuję czegoś naprawić, on też tego nie zrobi. Odszedł na zawsze. Odmówił nawet płacenia alimentów, a ja byłam zbyt dumna i samowystarczalna. Sama ciągnęłam syna do świata dorosłych.

Niekochane dziecko w poszukiwaniu miłość. Kiedy mój syn powiedział, że chce się ożenić, zrobiłam wszystko, aby zorganizować mu jak najlepsze wesele. I dałam im pieniądze na mieszkanie. Generalnie nie było na co narzekać. Teraz mieszka z żoną i córką w centrum stolicy. Ma wszystko do szczęśliwego życia. I w końcu stałam się wolna.

Ale syn nie pozostawia prób nawiązania ze mną kontaktu. Dzwoni do mnie prawie codziennie i to mnie wkurza. Chcę po prostu żyć dla siebie, żeby nikt mnie nie drażnił, ale syn nie jest z tego zadowolony. Chce, żeby jego córka miała babcię. Ale ta dziewczyna w ogóle mnie nie interesuje.

Panna młoda jest zdezorientowana. Mówi, że nigdy w życiu nie widziała czegoś takiego. Cóż, dlaczego miałabym się przed kimś usprawiedliwiać ze swoich pragnień i czynów? Robiłam wszystko, żeby moje dziecko było szczęśliwe. Teraz niech zrobi wszystko, abym żyła w spokoju. Przestań do mnie dzwonić!