A wszystko dlatego, że mieszkamy z mężem u teściowej. Ona ma wszystko zaplanowane, spóźnisz się nawet na minutę - zostaniesz głodny lub nieumyty. Ok, mój mąż jest przyzwyczajony, że jego mama taka jest, ale dla mnie takie zasady to tragedia.

Nie chcę i nie mogę żyć według jej zasad...

Tak się złożyło, że o dziwactwach teściowej dowiedziałam się nie od razu. Przed ślubem widzieliśmy ją kilka razy, potem nic nie rzucało się w oczy. Po ślubie mój mąż zaproponował, że zamieszkamy u mojej mamy, bo jak każda młoda rodzina chcieliśmy zarobić na własne mieszkanie, zanim urodzą się dzieci.

Kilka miesięcy przed naszą uroczystością siostra Szymka urodziła dziecko. Moja teściowa wprowadziła się do nich na jakiś czas, aby pomóc przy dziecku. Zostawiła nam mieszkanie.

Zdałam sobie sprawę, że nie wyjechała na dobre, a w mieszkaniu było wystarczająco dużo miejsca dla nas wszystkich. Jeszcze przed ślubem zaoszczędziliśmy pieniądze na kredyt, więc po kilku miesiącach mogliśmy spłacić pierwszą ratę.

Postanowiliśmy wynająć nasz dom, aby szybciej spłacić dług za zakupione metry kwadratowe, i tak zamieszkaliśmy w mieszkaniu teściowej. Ale po pół roku uznała, że już dość pomogła córce, więc wróciła do domu.

Powiem szczerze, że miałam nadzieję, że teściowa przynajmniej zamieszka z córką, dopóki ta  nie pójdzie do pracy. Gdy mieszkaliśmy bez niej, bardzo dbałam o czystość mieszkania, nie chciałam, żeby zarzuciła mi, że jestem złą gospodynią.

Kiedy przyjechała, wszystko lśniło, rzeczy były ściśle na swoich miejscach, jakby w ogóle nie wyjeżdżała, a ja niczego nie dotykałam. Jak się okazało, nie dbała o to, ważne były dla niej dwie rzeczy - jedzenie i kąpiel w łazience zgodnie z harmonogramem.

Moja teściowa w ogóle nie przejmuje się tym, że czyjś grafik może być inny - nie masz czasu, będziesz głodna

Gotuję dla siebie i mojego męża, ale nie wolno nam jeść poza harmonogramem. Nie wracamy do domu na lunch, ale musimy znaleźć czas na śniadanie i kolację.

Ja mam pracę, w której czasami zostaję do późna w nocy, aby oddać projekt. Następnego dnia mój szef pozwala mi przyjść przed 12 lub nawet później, w zależności od naszych planów.

Tego dnia nie budzę się więc o 7 rano, by wcisnąć w siebie śniadanie. Przychodzę do kuchni o 10-11, a moja teściowa zamyka przede mną drzwi lodówki, często w ogóle nie wpuszczając mnie do kuchni.

Takie same problemy mam z obiadem. Szymon przychodzi z reguły później ode mnie o 2 godziny, siedzimy i czekamy na niego, nie wolno nam jeść. Jeśli wraca do domu po 20.00, jest głodny. Nigdy tego nie zrozumiem!

Każdy ma inny organizm, jak chce jeść, to je wtedy, kiedy chce. Wkurza mnie, że muszę prosić jakąś babę o pozwolenie na zjedzenie tego, co ugotowałam własnymi rękami! Dlaczego mój mąż ma być głodny tylko dlatego, że spóźnił się z pracy?

Nie mogę też zamknąć się w łazience i położyć na chwilę w wannie. Moja teściowa na pewno wyważy drzwi, bo według jej zasad nie można brać wody w ciągu dnia. Co ją obchodzi, kiedy idę do łazienki? Płacę za media, w czym problem?

Popularne wiadomości teraz

Mickey Rourke zapisał cały swój majątek Ukraińcowi: „To dla mnie najważniejsza osoba na świecie”

Tancerz powinien mieć nienaganną sylwetkę, prawda? Ten mężczyzna kompletnie temu przeczy, a mimo to jest znakomity w tym, co robi

Komu skradł serce Bogusław Linda? To był najgorętszy i najgłośniejszy romans na początku lat 80

Mały tygrys odrzucony przez matkę znalazł swojego najlepszego przyjaciela ... szczeniaka. Internauci byli zdziwieni

Pokaż więcej

Wisienką na torcie jest weekend. Mama Szymka uważa, że nie powinniśmy spać dłużej niż zwykle, bo łamiemy harmonogram. Jeśli nie wstaniemy na śniadanie, będziemy głodni. Mój mąż mówi, że się przyzwyczaję, że to nie jest takie złe.

Ale ja nie chcę się przyzwyczajać! Postawiłam mu warunek - albo wyprowadzimy się od niej do własnego mieszkania, albo ja od niego odejdę. Nie zamierzam dłużej mieszkać z tą kobietą.

O tym pisaliśmy ostatnio: "Marna z ciebie gospodyni", powiedziała teściowa. Reakcja synowej była jednoznaczna

Alina zawsze należała do tych, o których mówi się, że są mądrzy, piękni i wysportowani.
W przedszkolu nie biła nikogo łopatką w piaskownicy, w szkole „świetnie” się uczyła, a na studiach była kierownikiem grupy. Wolny czas spędzała w bibliotece, a nie w alejce z chłopakami z podwórka. Jak przystało na porządne dziewczyny, wyszła za mąż z miłości, gdy pracowała już w swojej specjalności. Mikołaj był pięć lat starszy od niej, ale od razu znaleźli wspólny język, zakochali się w sobie.

Przez kilka lat młodzi ludzie spotykali się, słuchali swoich uczuć, a następnie zaczęli żyć razem. Dwa lata później oficjalnie sformalizowali swój związek, założyli rodzinę. W tym czasie Mikołaj zmienił pracę, przeniósł się na lepiej płatną pozycję w IT. Rodzice po ślubie pomogli w zakupie mieszkania dla młodych, opłacili podróż poślubną. Po pewnym czasie matki z obu stron zaczęły „naciskać” na Alinę, że czas na poród, jeśli już, to pomogą przy dziecku.

Na miesiąc przed swoimi 28. urodzinami dziewczyna została mamą pięknego synka. Poszła na urlop macierzyński bez problemów, miała doświadczenie w pracy, więc dostawała zasiłki na syna, utrzymali jej miejsce. W tym okresie na ramionach Mikołaja spoczywały całkowicie wydatki finansowe, ale nie stanowiło to dla niego problemu. Alina myślała, że ​​zostanie z dzieckiem w domu do trzeciego roku życia, potem wyśle ​​go do przedszkola i wróci do pracy. Rodzice mówili, że kariera nie ucieknie, trzeba myśleć o synu, a potem o sobie.

Alina zawsze konsultowała się z mężem, wspierał ją we wszystkim...
Gdy tylko Norbert poszedł do przedszkola, Alina trzepotała przez pierwsze dwa tygodnie. Najpierw zostawiała go na kilka godzin, potem stopniowo na cały dzień. Dziecko szybko nawiązało kontakt, więc dziewczyna szykowała się do wyjścia do pracy. Takie pragnienie było dokładnie do momentu, gdy nauczycielka zadzwoniła, mówiąc, że mały smarkacz musi zostać zabrany do domu.

Znowu praca i kariera zniknęły w tle, ponieważ żadna z matek nie pomogła, zgodnie z obietnicą, a syn zaczął często chorować. Alina pomyślała, że ​​musi jeszcze trochę uzbroić się w cierpliwość, żeby syn poszedł do szkoły, a potem sam o siebie zadba. Przez cały ten czas dziewczyna nie traciła swoich umiejętności, zarabiała w Internecie, prowadziła projekty w sieciach społecznościowych, ale taka praca nie przyniosła pożądanych dochodów.

Gdy tylko zadzwonił pierwszy dzwonek dla Norberta, rok dla młodej matki znów nie był spokojny. Wychowawca dowiedział się, że nie pracuje, zaproponował, że zostanie przewodniczącą komitetu rodzicielskiego. A potem się zaczęło - remonty w klasie, organizowanie poranków, kupowanie prezentów, zbieranie pieniędzy na fundusz klasowy. W końcu syn przystosował się do szkoły, Alina uznała, że ​​już czas iść do pracy.

Przede wszystkim młoda mama zapisała się na siłownię, schudła około 20 kg w 4 miesiące, wyraźnie się zmieniła, odmłodziła. Stopniowo angażowała się w pracę, miała stałych klientów. Życie zaczęło bawić się nowymi kolorami. Norbert zaczął często odwiedzać swoje babcie, jednego z takich wieczorów powiedział teściowej, że bardzo lubi gołąbki, które jego mama często zamawia na obiad. Dziecko nie narzekało, wręcz przeciwnie, powiedziało, że jedzenie bardzo mu smakowało, grykę też uwielbia.

Następnego dnia matka Mikołaja zadzwoniła do synowej, twierdząc, że zapomniała, jak powinna zachowywać się gospodyni domu. Mąż i syn muszą być dobrze karmieni wyłącznie domowym jedzeniem, a nie, nie wiadomo czym. Alina w milczeniu jej wysłuchała, życzyła miłego dnia i odłożyła słuchawkę. Osiem lat siedziała w domu, wszystko robiła sama, a teraz nadszedł czas, żeby poświęciła trochę czasu temu, co chce robić, swojej pracy, swojej karierze. Nikogo nie będzie pytała o pozwolenie.