Od siedemnastego roku życia pracowałam i sama rozwiązywałam wszystkie swoje problemy. Przez całe życie przywykłam polegać wyłącznie na sobie i swoich mocnych stronach. Tym samym ukończyłam studia i zaczęłam pracować, zajmowałam prestiżowe stanowiska, chociaż dużo pracowałam.

Miałam kredyt hipoteczny na mieszkanie, chciałam też kupić samochód, a jednocześnie pomagałam rodzicom pieniędzmi. Moi rodzice mają problemy zdrowotne, więc nie mogą pracować, a ja muszę ich utrzymywać.

Potem zaczęłam rozumieć, że przyszedł czas na życie dla siebie i pomyślałam o dziecku, bo byłam już w odpowiednim wieku. W tym czasie mój kredyt hipoteczny był już w całości spłacony. A pieniądze, które mi płacili na giełdzie, wystarczały mi na wygodne życie, a ja nie prosiłam męża o pomoc.

To jest główny problem, jestem przyzwyczajona do tego, że wszystko osiągam sama i nie mam zwyczaju prosić innych o pomoc. A teraz nie mogę nawet poprosić o nią męża. Cóż, mój mąż jest przyzwyczajony do tego, że nie biorę od niego pieniędzy, ale sama za wszystko płacę.

A poza tym on sam jest chciwy, ale ja, wręcz przeciwnie, nigdy nie żałuję pieniędzy dla nikogo. Lubię wydawać pieniądze na drogie prezenty, lubię sprawiać ludziom radość i przyjemność, ale mój mąż tego nie robi.

Kupuje wszystko ściśle i zgodnie z listą, nic ekstra. Przez cały rok żyłam z zasiłków, które wypłacało mi państwo. Mój mąż nie wydawał dużo na mnie i syna, płacił za wszystko niechętnie.

Oczywiście nie pomagał finansowo moim rodzicom. No cóż, przy dziecku też mi oczywiście nie pomógł, wszystko zrobiłam sama. Krewni mojego męża też mi w ogóle nie pomogli.

Kiedy dziecko skończyło rok, zdecydowałam, że czas zrobić coś, aby zarobić pieniądze, po czym zaczęłam sprzedawać towary w Internecie i zaczęłam odnosić sukcesy. Otrzymywałam bardzo dobre pieniądze miesięcznie.

Wtedy mój mąż zaczął się bardzo złościć. Powiedział, żebym lepiej opiekowała się dzieckiem. Ale nie chcę rezygnować z pracy. Daje mi pewność siebie i niezależność. Mogę spokojnie pomóc rodzicom i kupić nowe rzeczy dla siebie i dziecka.

Nie mam jeszcze możliwości posłania dziecka do przedszkola, więc jeszcze muszę z nim zostać w domu. Mój syn ma już dwa lata. Mąż nieustannie zarzuca mi, że jestem „zawsze zajęta”. Chociaż pracuję tylko wtedy, gdy syn śpi lub w nocy.

Oczywiście przy takim harmonogramie ciągle chcę spać i odpoczywać. I znowu nie mam czasu dla siebie, dni spędzam albo siedząc z dzieckiem, albo pracując. Ale nie chcę rezygnować z pracy i nie zrobię tego.

Mój mąż nie zarabia zbyt wiele, przez te dwa lata nie udało mu się nawet nic odłożyć, mimo że prawie o nic go nie prosiłam. Po zamknięciu kredytu hipotecznego uznał, że ta pensja nam wystarczy, więc nie chciał szukać większych dochodów.

Oczywiście jest mi trochę przykro z tego powodu, bo mamy dorastające dziecko. Co więcej, ma dużo czasu, ale zamiast pracować, woli odpocząć i obejrzeć film.

Popularne wiadomości teraz

Opowieść: zobaczyłam, jak teściowa podsypuje mi coś do herbaty, więc postanowiłam zamienić filiżanki niezauważenie

O związku Ilony Ostrowskiej i Tomasza Karolaka pamięta już niewiele osób. Mało brakowało, a para stanęłaby na ślubnym kobiercu. Skończyło się inaczej

Zofia Zborowska w szczerym wyznaniu o chorobie nowotworowej

Mało kto wie o istnieniu tego horoskopu, a jest zaskakująco wiarygodny. Warto sprawdzić, czy nasza charakterystyka się sprawdza

Pokaż więcej

Powstrzymuję się jednak od powiedzenia mu, że spędzam czas próbując zwiększyć nasz ogólny budżet, podczas gdy on leży spokojnie na kanapie. Mój mąż zaczął pić piwo cały czas i to też jest strata pieniędzy. Nie reaguje w żaden sposób na moje skargi, spokojnie dalej chodzi do sklepu i kupuje butelki piwa.

W ten sposób żyję dalej. Nie mogę nawet zacząć chodzić do pracy, bo z tamtej mnie wyrzucono, znalezienie nowej zajmuje dużo czasu, a teraz ciężko znaleźć pracę za normalną pensję. Nie mam z kim zostawić dziecko...

O tym pisaliśmy ostatnio: "Kiedy ciotka dowiedziała się, że jestem właścicielką dwóch mieszkań, od razu rzuciła się z wizytą": Rozmowa nie trwała długo

Istnieje opinia, że krewne kobiety są znacznie bardziej skłonne do wtrącania się w sprawy innych ludzi niż krewni mężczyźni.

Statystycznie rzecz biorąc, powiedzmy, że mają one mocniejszą pozycję życiową. Tam, gdzie mężczyzna machnie ręką i nie zaangażuje się w konflikt, kobieta najczęściej będzie walczyć do końca i bronić swoich praw.
O tym pisaliśmy ostatnio: "Kiedy ciotka dowiedziała się, że jestem właścicielką dwóch mieszkań, od razu rzuciła się z wizytą": Rozmowa nie trwała długo

Istnieje opinia, że krewne kobiety są znacznie bardziej skłonne do wtrącania się w sprawy innych ludzi niż krewni mężczyźni.

Statystycznie rzecz biorąc, powiedzmy, że mają one mocniejszą pozycję życiową. Tam, gdzie mężczyzna machnie ręką i nie zaangażuje się w konflikt, kobieta najczęściej będzie walczyć do końca i bronić swoich praw.

Ponadto wiele zależy od charakteru i miejsca zamieszkania. Z jakiegoś powodu tak się składa, że mieszkańcy peryferii odważnie wyrażają swoje niezadowolenie, co jest uderzająco odmienne od "rozpieszczonych" mieszkańców dużych miast. Spory rodzinne to w większości przypadków prawdziwa przyjemność.

Moja matka, będąc młodą, przeniosła się ze wsi do centrum regionalnego. W tamtych czasach uważano to za rodzaj dzikości: opuścić rodzinny dom, gospodarstwo domowe, krewnych, sąsiadów i zamienić to wszystko na życie w ciasnym pudełku z nieznanym facetem i całkowitą dezorientacją co do jej przyszłego losu.

Ale wtedy dokonała wyboru...

Teraz ma ponad 50 lat i, jak można zrozumieć, nie ma czego żałować. Tak, niestety, los nauczył ją wielu lekcji i prób. Jest to jednak normalny proces życiowy i generalnie, jak sądzę, moja matka poradziła sobie z nim "doskonale". Na przykład udało jej się wychować mnie bez pomocy ojca, który opuścił nas zbyt wcześnie. Nie było rozwodu, wszystko było spowodowane przewlekłą chorobą. Coś genetycznego.

Tymczasem starsza siostra mamy, moja ciocia, układała sobie życie osobiste. No bo jak to powiedzieć. Wszyscy panowie młodzi byli oczywiście miejscowi. W końcu nie chciała się przeprowadzać. I tak, będąc najbardziej pożądaną panną młodą w wiosce, jakoś nie chciała rozstawać się ze swoim statusem wcześniej, niż powinna. Z tego powodu wyszła za mąż dość późno, przynajmniej miała czas na urodzenie syna. A jej mąż, nie mogąc znieść charakteru "królowej z lasu", ostatecznie opuścił rodzinę.

Czas mijał. Po smutnym odejściu ojca postanowiono zapisać mieszkanie na mnie...
W rzeczywistości wszystko nakazała, oczywiście, mama. Ale w papierowym planie mieszkanie było moje. Dorastałam, uczyłam się i ogólnie dobrze radziłam sobie z obowiązkami. Często wyjeżdżaliśmy z grupą za granicę, aby występować na różnych konkursach: tańczę od 5 roku życia, więc mogę pochwalić się wspomnieniami z innych krajów i kilkoma prestiżowymi medalami.

Niedawno moja babcia ze strony ojca postanowiła wypełnić swoją wolę. A ponieważ jestem jej jedyną wnuczką, postanowiła zostawić mi swoje mieszkanie. Jest bardzo ładne, oczywiście. Nie, żebym go teraz naprawdę potrzebowała, niech dożyje 100 lat. Ale, widzisz, podjęła decyzję.

I moja ciotka z tego powodu od razu miała "genialny" plan. Zdała sobie sprawę, że w mieście życie otwiera nowe perspektywy, a zatem i jej synowi będzie to odpowiadać. Ciocia odwiedziła nas kilka razy z prezentami i pamiątkami. I w końcu podzieliła się swoimi planami.

Okazuje się, że byłoby miło, gdybyśmy wszyscy pamiętali trochę o naszych krewnych, aby im pomóc. W związku z tym, według niej, idealnie byłoby zrobić tak: wysłać mnie do babci ze strony ojca i zostawić mnie tam na jakiś czas, abym pomogła starszej pani.

Chce mi dać swoje mieszkanie. A mój kuzyn, którego widziałam tylko trzy razy, przeprowadzi się do naszego domu. I zamieszka z moją mamą. A przy okazji dowie się, czym różni się życie w mieście od życia na wsi. Zdobędzie trochę doświadczenia, że tak powiem.

Jak już zdążyliście się zorientować, plan jest po prostu wspaniały. Moja mama ma bardzo łagodny charakter i natychmiast zgodziła się z siostrą. A ciotka, jak poprzednio, nie zawahała się tego wykorzystać. Ale mój charakter najwyraźniej pochodzi od mojego ojca. Kocham moją babcię, oczywiście. Ale teraz mam zupełnie inne plany, a przeprowadzka nie jest ich częścią.

Zwłaszcza że doskonale rozumiem, z czym boryka się teraz moja mama. Ciągłe służenie, pranie ciuchów siostrzeńca, gotowanie dla niego i sprzątanie pokoju. Choć mówi się, że wiejskie dzieci są znacznie bardziej pracowite niż miejskie, ten konkretny przypadek różni się od zdecydowanej większości. "Królowa regionu" ma również syna, który jest księciem.

Teraz muszę jakoś wyperswadować mamie jej pochopną decyzję i ogólnie nauczyć ją, żeby przynajmniej raz na jakiś czas nie zgadzała się z siostrą. Nie jest to oczywiście łatwe, ale cóż poradzić. Wyraziłam już swój punkt widzenia, do tego stopnia, że ciotka przestała odbierać ode mnie telefony. Ale moja mama jest uparta.