Tylko ja nie pozwalam jej w żaden sposób przekraczać swoich granic. Znajomość moja i małżonka wydarzyła się pewnego dnia w poliklinice.

Poszedłem na zwykłe badanie, a jego matka doprowadziła do badania wąskich specjalistów. W tym czasie mój przyszły mąż miał 35 lat.

Nigdy nie lubiłam maminsynków. Tylko jego kulturalna interakcja z matką mnie przekonała. Bez względu na to, jak zachowywała się jego matka, wykazywał powściągliwość.

Dobrze, że nie zdiagnozowano u niego żadnych nieprawidłowości. Wkrótce wzięliśmy ślub, pokochałam Piotra i dlatego postanowiłam uwolnić go od mocnych więzów z matką. 

Do czasu ślubu mój mąż był w stanie zaoszczędzić na samochód, mieszkanie, miał oszczędności, chociaż nadal mieszkał z matką. Jego mieszkanie było wynajmowane dla dodatkowego dochodu. Tak doradziła mu matka.

Do momentu ślubu wszystkimi jego dochodami zarządzała matka. Oczywiście nie oddawał jej wszystkiego, a jedynie połowę. W przeciwnym razie chodziłby z gołym tyłkiem.

Jestem dziesięć lat młodsza od mojego męża. Ale to nikomu nie przeszkadzało. Moja teściowa i ja mamy bardzo podobne osobowości. Ale staram się powstrzymywać i nie być zbyt bezczelna.

Ale lubię dowodzić, jestem silną kobietą. Myślę, że dlatego Piotr wybrał mnie. Po prostu łatwiej mu żyć z kimś, kto go kontroluje. Ale nie zgadzam się, żeby ktoś ingerował w nasze życie.

Po ślubie zaczęliśmy mieszkać u mojego męża. Wkrótce pokłóciliśmy się z jego matką i na długo zapamiętam ten incydent.

Zaczęła oskarżać mnie o wszystko, co tylko mogła. Ustawiała męża przeciwko mnie, mówiła, że chcę jego majątek i że rzekomo nie mam do niego żadnych uczuć

Nie chciała rozstawać się ze swoim ukochanym synkiem, stąd izolowała go od prywatnego życia. Przed poznaniem mnie, jeśli nie był mnichem, to prowadził praktycznie samotny tryb życia.

Ale ze mną ten numer nie przeszedł. Szybko podbiłam serce jej syna. Zaczęliśmy mieszkać w osobnym mieszkaniu Piotra.

Chociaż mój mąż ma miękki charakter, ale jednocześnie bardzo inteligentny. Nie przejmuje się opinią matki i nie słucha jej, bez względu na to, ile przykrych rzeczy mi mówi.

Popularne wiadomości teraz

"Moja siostra narzekała, że mama nie może uzyskać ode mnie żadnej pomocy": Teraz mnie rozumie

"Teściowa zostawiła mnie bez mieszkania. Cóż, zróbmy to, co należy"

"Moja teściowa straszyła naszego syna sierocińcem. Teraz ja straszę ją domem opieki"

"Nasza córka miała zaledwie dwa lata, kiedy zostawiła nas żona": Wysłała mi tylko wiadomość z przeprosinami i prośbą o wybaczenie

Pokaż więcej

Dopóki nie ogłosiłam ciąży, przez dwa lata teściowa starała się nas rozdzielić. A kiedy dowiedziała się, że jestem w ciąży, zmieniła nieco taktykę.

Zanim zaszłam w ciążę, pracowałam w biurze. Potem mąż przekonał mnie, żebym rzuciła pracę i zajęła się sobą. Zakładałam, że jego pensja wystarczy nam obojgu, a nawet dziecku. Więc odeszłam.

Moja teściowa zasugerowała, abyśmy zamieszkali razem na jakiś czas, aby zaoszczędzić pieniądze, gdy nie będę pracować.

Chciała też pomóc w opiece nad dzieckiem. Nie kłóciłam się zbytnio i obiecałam, że to przemyślę. W pewnym sensie ją rozumiem, bo w jej wieku ciężko jest żyć samemu.

Syn jest dla niej jedynym sensem życia. Nie chciałam stresować się ciążą. Nie trzymaliśmy teściowej z dala od nas.

Zaczęliśmy nawet zapraszać ją na herbatę w weekendy. Miała jednak jedną obrzydliwą cechę - obsesję.

Kiedy obiecałam, że pomyślę o przeprowadzce, teściowa myślała, że mnie pokonała. Zaczęła mnie więc szturchać.

Próbowała nawet pomóc nam przenieść nasze rzeczy, spakować się jak najszybciej. Dla niej to nic trudnego, jest w domu.

W ogóle nie zamierzałam się z nią dogadywać. Po prostu zmęczyło mnie jej ciągłe narzekanie i marudzenie. Uważała mnie za intruza i osobę nieczułą.

Zaczęła narzekać na syna, nazywała go niewdzięcznikiem, bo nie zwraca uwagi na mamę, coraz częściej o niej zapomina. To oczywiste, że tak nami manipulowała - stara zdesperowana kobieta.

Szkoda mi jej, ale wspólne mieszkanie to za dużo. Gdy byłam jeszcze w ciąży, pozwoliłam teściowej nam pomagać, ale poinformowałam ją, że nie chcę nic zmieniać w przeddzień porodu. I teściowa się wycofała.

Kiedy zostałam wypisana ze szpitala położniczego, znowu zaczęła nas zbyt często odwiedzać. Z dzieckiem jest mi naprawdę ciężko.

Mój małżonek jest zawsze poza domem, pracuje, jest zmęczony, więc chyba będę musiała pozwolić teściowej częściej nas odwiedzać.

Usiedliśmy z mężem, porozmawialiśmy i zdaliśmy sobie sprawę, że w ten sposób jego matka przestanie nas nękać prośbami o przeprowadzkę. I pomogłaby mi. Moja teściowa wychowała już jednego syna, pomoże mi i nauczy mnie różnych rzeczy.