Dla mnie są to duchowi mentorzy i pomocnicy. Ale moja przyjaciółka nie jest jednak pewna, czy mogę ją teraz tak nazywać, najwyraźniej wierzy, że rodzice chrzestni są z konieczności sponsorami, którzy muszą zapewnić dziecku wsparcie finansowe.

Dowiedziałam się o tym, gdy koleżanka poprosiła mnie, żebym została matką chrzestną jej dziecka. Zgodziłam się i nawet pochlebiło mi takie zaufanie.

Znamy się już od ośmiu lat, myślałam, że jesteśmy bardzo blisko, ale ona ma krewnych, których zwykle uważa się za rodziców chrzestnych.

Zaproponowała mi tak zaszczytny obowiązek, a ja chętnie przyjęłam taką ofertę. Zaczęłam nawet przygotowywać się do uroczystości.

Zostałam ostrzeżona na sześć miesięcy przed chrztem. Przeczytałam, jakie będą moje obowiązki, poszłam do kościoła, dowiedziałam się, co jest potrzebne do ochrzczenia dziecka, w ogóle, jak sama myślałam, zrobiłam wszystko, aby sakrament chrztu się odbył.

Dopiero okazało się, że zupełnie źle postępowałam. Nie trzeba było nigdzie iść ani nic czytać. Musiałam oszczędzać pieniądze, ale sama o tym nie myślałam w ten sposób.

Wiedziałam, że rodzice chrzestni powinni dawać prezenty swoim chrześniakom, ale nie sądziłam, że zażądają ode mnie tak drogiego prezentu. Jednak daleko mi do bogaczy.

Spotkałam się z koleżanką jakieś dwa tygodnie przed samym chrztem, żeby omówić kwestie logistyczne i inne szczegóły organizacyjne. Wydawało się, że wszystko zostało omówione, wszystko zostało uzgodnione, gdy koleżanka zapytała, co im dam na chrzciny.

Odpowiedziałam bez żadnych problemów, ponieważ prezent miałam już na stanie od dłuższego czasu.

Kupiłam piękny srebrny krzyżyk na sznurku, łańcuszek dla dziecka jest za wcześnie, a krzyżyk jeszcze się zmieni, dziecko rośnie, a krzyżyk jest mały.

Odpowiedziałam mojej przyjaciółce, ale ona siedziała i milczała, czekając, aż powiem więcej. I nie miałam nic więcej do powiedzenia.

- Masz na myśli tylko krzyż? Właściwie myślałam, że zdałaś sobie sprawę, jakie to ważne wydarzenie! - była oburzona.

- Rozumiem, jak ważne jest to wydarzenie, ale nie rozumiem, co mają z tym wspólnego prezenty. Nie jest to istotne ze względu na jakiekolwiek wzbogacanie.

Popularne wiadomości teraz

Sensacyjne doniesienia o jednej z uczestniczek programu „Kuchenne rewolucje”. Mroczna historia z Podhala

Polskie mięso niemal najgorsze w Europie. Wyniki ostatniego badania dają dużo do myślenia

Przepis na wspaniałą kutię wigilijną. Zaskocz swoich gości

Dziesięć lat temu został najmłodszym ojcem na świecie. Tak potoczyły się jego losy!

Pokaż więcej

Ale moja przyjaciółka uważa inaczej. Powiedziała mi, że właściwie spodziewała się, że dam z 10 tysięcy, w końcu będę matką chrzestną.

Zaparło mi dech w piersiach. Dla mnie 10 tysięcy to prawie dwie moje miesięczne pensje. Nigdy nie miałam tyle pieniędzy w rękach.

Właśnie o tym powiedziałam matce dziecka. Ponadto bardzo dobrze rozumie moją sytuację finansową.

- Czy na próżno mówiłam wam z wyprzedzeniem, kiedy odbędzie się chrzest? Mogłabym pracować ciężej i oszczędzać, nie codziennie chrzci się dzieci! - naciskała.

Zaproponowała mi nawet wzięcie pożyczki, ale kiedy odmówiłam, powiedziała, że ​​nie spodziewała się po mnie takiej prostaczki, więc teraz nie chce już, żebym była matką chrzestną.

W rezultacie, jej krewna została matką chrzestną. Podobno miała te 10 tysięcy, skoro pozwolono jej być na chrzestną.

Do teraz nie mamy ze sobą kontaktu. Nie rozpaczam z tego powodu. To było bezczelne i upokarzające... O tym pisaliśmy ostatnio: "Po odejściu ojca, ciotka rozpanoszyła się w jego mieszkaniu. Z czasem zaczęłam zauważać, że z mieszkania ojca znikają kosztowności"

Tata zmarł pięć lat temu. Mój mąż i ja zorganizowaliśmy stypę i wszystko inne, ponieważ wszyscy krewni byli na wakacjach i podróżach. Babcie, bracia, moja mama i siostra ojca zebrali się na pogrzebie. Ciocia Nina zbierała koperty od krewnych, którzy przyjechali jako wsparcie.

Później okazało się, że na koncie ojca są jakieś oszczędności...
Wszystkie pieniądze były na karcie bankowej. A tata zawsze zapisywał hasła w zeszycie, żeby nie zapomnieć. Więc każdy mógł wypłacić pieniądze. I wtedy ciocia uznała, że ​​będzie pewniej, jeśli będzie miała te oszczędności. Stwierdziła, że wyda je na pomnik.

Nie planowałam iść na zakupy za pieniądze taty, ale chciałabym je wpłacić na kaucję, aby w przyszłości uzupełniały wkład przy zakupie mieszkania. Od tego czasu wraz z mężem wynajmowaliśmy dom. Ale z jakiegoś powodu wszyscy krewni zdecydowali, że chcę schować do kieszeni to, co do mnie nie należy. Oddałam więc wszystko siostrze taty na wypadek, gdyby babcia potrzebowała pomocy.

Z czasem zaczęłam zauważać, że z mieszkania ojca znikają kosztowności, narzędzia, a nawet pościel. W tym mieszkaniu nadal mieszka moja babcia, więc ciocia Nina często ją odwiedza, ma klucze.

Minęło 5 lat od śmierci mojego taty. I nikt jeszcze pomnika nie postawił. Gdzie się podziały pieniądze, które zabrała ciocia Nina, nikt nie wie. Nadal szkoda, jak można było okłamywać wszystkich i nawet nie postawić nagrobka? Odziedziczyłam mieszkanie po ojcu. To jest prawnie moje. Ciocia Nina nie mogła wziąć mieszkania. Od tamtej pory ze mną nie rozmawia.