Moje serce rozpada się na kawałki. Nie mam za sobą zbyt dużego doświadczenia. Chciałam po prostu kochać i być kochaną!

Do dwudziestego trzeciego roku życia moje osobiste relacje w ogóle nie układały się. Nie uciekłam od nich celowo. Po prostu nie było czasu, żeby się zatrzymać i rozejrzeć. Może spotkałabym w pobliżu kogoś, kto naprawdę mnie polubił?

Moja mama i ojciec rozwiedli się, gdy byłam w piątej klasie. Przyczyny nadal nie są dla mnie całkowicie nie jasne. Mama nie lubi rozmawiać ze mną na tak osobiste tematy.

Zostałam i zamieszkałem z mamą. Po rozwodzie ojciec przeprowadził się do innego miasta. Teraz dzwoni do mnie dwa razy w roku: w moje urodziny i Nowy Rok.

Od ósmej klasy w okresie letnim pracowałam na pół etatu, żeby ułatwić mamie przygotowanie mnie do szkoły. Następnie połączyłam pracę z nauką na uniwersytecie.

W ostatnich latach spieszyłam się, byłam zabiegana i nie miałam chwili oddechu. A sześć miesięcy temu poznałam GO. Sylwek wleciał w moje życie jak w typowej komedii romantycznej. 

Zaczęliśmy się spotykać. Ponieważ mieszkam z mamą, Sylwek szybko się z nią zapoznał. Mojej mamie Sylwek przypadł do gustu. Nie mieszała się w nasze sprawy. Od czasu do czasu pytała, jak nam idzie.

W tym samym czasie,  Sylwek nie spieszył się z przedstawieniem mnie swojej matce. Wtedy nie rozumiałam powodów, ale teraz już wiem. 

Już na pierwszym spotkaniu zaczęła mnie wypytywać o wszystkie szczegóły mojego życia. Było zauważalne, że zdawałam jakiś test na zgodność z jej synem. Ale było też oczywiste, że na pewno bym go nie zdała, nawet gdybym była królową Anglii.

Matka mojego chłopaka skrzywiła się z obrzydzeniem na moje odpowiedzi. Ale najbardziej uderzył ją fakt, że moi rodzice się rozwiedli. Według słów mamy Sylwka, małżeństwo należy zachować za wszelką cenę

Ale najgorszy jest sposób, w jaki mi to przedstawiono:

- Synu, czy wiesz, że rodzice Twojej dziewczyny nie mieszkają razem? Jak teraz ma być normalna? Ona nawet nie wie, jak mężczyzna i kobieta powinni poprawnie budować relacje!

I wtedy, ja zgubiłam się i nie wiedziałam, co odpowiedzieć na takie oskarżenia pod moim adresem. Zaczerwieniłam się, a przyszła teściowa kontynuowała zadawanie kolejnych pytań. Jednak już niczego nie słyszałam.

Popularne wiadomości teraz

Wróbel wpadł do okna, do mieszkania lub domu. Co oznacza ten znak

Tak wyglądał proces beatyfikowania świętego Jana Pawła II. Teraz znajduje się w wyjątkowym miejscu

Komu skradł serce Bogusław Linda? To był najgorętszy i najgłośniejszy romans na początku lat 80

93-letnia babcia sama usiłowała skosić swoje podwórko. Nie mogli patrzeć na to spokojnie

Pokaż więcej

Po tamtym dniu ciągle nie mogę dojść do siebie. Strasznie się przestraszyłam na myśl, że teraz nie wiem, jakie jest przyszłe kierunki naszych z Sylwkiem relacji.

Dla siebie jestem pewna, że ta kobieta nigdy mnie nie zaakceptuje. Z jej słów i intonacji jasne jest, że uważa mnie i moją matkę za ludzi niepełnowartościowych.

Ale najgorsze było to, że jego matka zaczęła mu ciągle mówić, że nie będziemy w stanie zbudować normalnej rodziny. Kiedy się ostatni raz spotkaliśmy, powiedział mi, że jego matka mówiła paskudne rzeczy o mnie i mojej mamie. 

Bardzo lubię Sylwka, ale pokłóciliśmy się już kilka razy o jego matkę! Jeśli nasz związek przerodzi się w coś więcej, będę musiała porozumieć się z jego matką, bo on nie zamierza ograniczyć kontaktów z nią.

Teraz poważnie myślę, czy nie powinniśmy zerwać? Przecież nasze małżeństwo mogłoby przerodzić się w walkę z jego matką, a ja nie chcę tak żyć. O tym pisaliśmy ostatnio: "Kiedy ciotka dowiedziała się, że jestem właścicielką dwóch mieszkań, od razu rzuciła się z wizytą": Rozmowa nie trwała długo

Istnieje opinia, że krewne kobiety są znacznie bardziej skłonne do wtrącania się w sprawy innych ludzi niż krewni mężczyźni.

Statystycznie rzecz biorąc, powiedzmy, że mają one mocniejszą pozycję życiową. Tam, gdzie mężczyzna machnie ręką i nie zaangażuje się w konflikt, kobieta najczęściej będzie walczyć do końca i bronić swoich praw.

Ponadto wiele zależy od charakteru i miejsca zamieszkania. Z jakiegoś powodu tak się składa, że mieszkańcy peryferii odważnie wyrażają swoje niezadowolenie, co jest uderzająco odmienne od "rozpieszczonych" mieszkańców dużych miast. Spory rodzinne to w większości przypadków prawdziwa przyjemność.

Moja matka, będąc młodą, przeniosła się ze wsi do centrum regionalnego. W tamtych czasach uważano to za rodzaj dzikości: opuścić rodzinny dom, gospodarstwo domowe, krewnych, sąsiadów i zamienić to wszystko na życie w ciasnym pudełku z nieznanym facetem i całkowitą dezorientacją co do jej przyszłego losu.

Ale wtedy dokonała wyboru...

Teraz ma ponad 50 lat i, jak można zrozumieć, nie ma czego żałować. Tak, niestety, los nauczył ją wielu lekcji i prób. Jest to jednak normalny proces życiowy i generalnie, jak sądzę, moja matka poradziła sobie z nim "doskonale". Na przykład udało jej się wychować mnie bez pomocy ojca, który opuścił nas zbyt wcześnie. Nie było rozwodu, wszystko było spowodowane przewlekłą chorobą. Coś genetycznego.

Tymczasem starsza siostra mamy, moja ciocia, układała sobie życie osobiste. No bo jak to powiedzieć. Wszyscy panowie młodzi byli oczywiście miejscowi. W końcu nie chciała się przeprowadzać. I tak, będąc najbardziej pożądaną panną młodą w wiosce, jakoś nie chciała rozstawać się ze swoim statusem wcześniej, niż powinna. Z tego powodu wyszła za mąż dość późno, przynajmniej miała czas na urodzenie syna. A jej mąż, nie mogąc znieść charakteru "królowej z lasu", ostatecznie opuścił rodzinę.

Czas mijał. Po smutnym odejściu ojca postanowiono zapisać mieszkanie na mnie...
W rzeczywistości wszystko nakazała, oczywiście, mama. Ale w papierowym planie mieszkanie było moje. Dorastałam, uczyłam się i ogólnie dobrze radziłam sobie z obowiązkami. Często wyjeżdżaliśmy z grupą za granicę, aby występować na różnych konkursach: tańczę od 5 roku życia, więc mogę pochwalić się wspomnieniami z innych krajów i kilkoma prestiżowymi medalami.

Niedawno moja babcia ze strony ojca postanowiła wypełnić swoją wolę. A ponieważ jestem jej jedyną wnuczką, postanowiła zostawić mi swoje mieszkanie. Jest bardzo ładne, oczywiście. Nie, żebym go teraz naprawdę potrzebowała, niech dożyje 100 lat. Ale, widzisz, podjęła decyzję.

I moja ciotka z tego powodu od razu miała "genialny" plan. Zdała sobie sprawę, że w mieście życie otwiera nowe perspektywy, a zatem i jej synowi będzie to odpowiadać. Ciocia odwiedziła nas kilka razy z prezentami i pamiątkami. I w końcu podzieliła się swoimi planami.

Okazuje się, że byłoby miło, gdybyśmy wszyscy pamiętali trochę o naszych krewnych, aby im pomóc. W związku z tym, według niej, idealnie byłoby zrobić tak: wysłać mnie do babci ze strony ojca i zostawić mnie tam na jakiś czas, abym pomogła starszej pani.

Chce mi dać swoje mieszkanie. A mój kuzyn, którego widziałam tylko trzy razy, przeprowadzi się do naszego domu. I zamieszka z moją mamą. A przy okazji dowie się, czym różni się życie w mieście od życia na wsi. Zdobędzie trochę doświadczenia, że tak powiem.

Jak już zdążyliście się zorientować, plan jest po prostu wspaniały. Moja mama ma bardzo łagodny charakter i natychmiast zgodziła się z siostrą. A ciotka, jak poprzednio, nie zawahała się tego wykorzystać. Ale mój charakter najwyraźniej pochodzi od mojego ojca. Kocham moją babcię, oczywiście. Ale teraz mam zupełnie inne plany, a przeprowadzka nie jest ich częścią.

Zwłaszcza że doskonale rozumiem, z czym boryka się teraz moja mama. Ciągłe służenie, pranie ciuchów siostrzeńca, gotowanie dla niego i sprzątanie pokoju. Choć mówi się, że wiejskie dzieci są znacznie bardziej pracowite niż miejskie, ten konkretny przypadek różni się od zdecydowanej większości. "Królowa regionu" ma również syna, który jest księciem.

Teraz muszę jakoś wyperswadować mamie jej pochopną decyzję i ogólnie nauczyć ją, żeby przynajmniej raz na jakiś czas nie zgadzała się z siostrą. Nie jest to oczywiście łatwe, ale cóż poradzić. Wyraziłam już swój punkt widzenia, do tego stopnia, że ciotka przestała odbierać ode mnie telefony. Ale moja mama jest uparta.