Niestety odszedł od nas 14 lat temu. Od tego momentu w naszej rodzinie zaczęły się problemy. Igor zajmował dobre stanowisko w Radzie Miejskiej i był na swoim stanowisku osobą bardzo szanowaną. Z tego powodu, za jego życia nasze państwo przydzieliło mu trzypokojowe mieszkanie w dobrej okolicy.

Nadal mieszkamy w tym mieszkaniu. Mam na myśli siebie i moje dwie córki: Roksanę i Maję. Niestety tak się złożyło, że nie udało mi się znaleźć pracy na miarę moich możliwości.

Kiedy byłam młoda, udało mi się jedynie ukończyć szkołę średnią, a studiów nie było mi dane zrobić. A potem poznałam przyszłego męża, więc nie było już w ogóle czasu na naukę dobrego zawodu.

Dobrze, że chociaż ja, jako wdowa, miałam prawo do wsparcia finansowego. Żyliśmy tym przez jakiś czas. Potem była znajoma mojego męża, załatwiła mi pracę w biurze na pół etatu i sytuacja finansowa polepszyła się. Teraz mam 56 lat i stanęłam przed nowym problemem, o którym nawet nie myślałam.

Najważniejszym z nich jest moja swatka. Całkiem wyjątkowa kobieta o wyjątkowym charakterze. Pochodziła z wiejskiej rodziny i z powodu braku pieniędzy w pewnym momencie zdecydowała się wyjechać za granicę, aby zarobić pieniądze.

Tam miała szczęście, że zaczepiła się gdzieś w dobrym miejscu i po 16, 17 latach wróciła do domu z pieniędzmi. Zainwestowała w ten biznes i teraz świetnie prosperuje.

Ale ponieważ kiedyś doświadczyła smutku, teraz traktowała wszystkich wokół siebie z nieukrywaną dumą i pogardą. Przynajmniej tak mi się wydawało. Spotkaliśmy się z matką mojego przyszłego zięcia w kawiarni, aby omówić wszystkie kwestie związane ze ślubem.

I powiem szczerze, ta kobieta wie, jak wywierać presję moralną i znajdować korzyści lepiej niż jakikolwiek mężczyzna. 

Swatka zaczęła od stwierdzenia, że ​​rozumie sytuację finansową, w jakiej znajduje się nasza rodzina. I w związku z tym zgadza się zapłacić za luksusowe wesele w najlepszej restauracji w mieście.

Jedzenie, napoje, pokazy – to wszystko będzie po stronie Pana Młodego i nie będzie dla nas żadnych problemów. Ale młodzi będą musieli gdzieś mieszkać. I powinno być dużo miejsca. W końcu za rok lub dwa pojawią się dzieci, a życie w ciasnych warunkach dla rodziny to najgorsze, co może się przydarzyć.

W związku z tym zachęca mnie do zamiany mieszkania, w którym obecnie mieszkamy, a które dostałam od męża. Jest nawet wybór: albo dam to córce i jej narzeczonemu, a teściowa sama znajdzie najlepszą opcję, jaką tylko może, albo sprzedam jej to mieszkanie, a otrzymane pieniądze wykorzystam według własnego uznania.

Oczywiście ze względu na to, że za wesele płaci jej strona, a ona też ma prezent dla nowożeńców, nie zapłaci pełnej ceny za moje mieszkanie. Jednak według niej okaże się to kompromisem korzystnym dla nas wszystkich. Mam jednak jeszcze jedną córkę, z którą nie wiem, gdzie się podzieję.

Nie chcę opuszczać mojego ukochanego mieszkania, które odziedziczyłam po mężu. Nie płaciłam za to przez cały ten czas, tylko po to, żeby teraz się przeprowadzić. 

Popularne wiadomości teraz

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

Jak wyglądał styl Shiloh Nouvel Jolie-Pitt „od chłopczycy do damy”

Tancerz powinien mieć nienaganną sylwetkę, prawda? Ten mężczyzna kompletnie temu przeczy, a mimo to jest znakomity w tym, co robi

93-letnia babcia sama usiłowała skosić swoje podwórko. Nie mogli patrzeć na to spokojnie

Pokaż więcej

Odniosłam nawet wrażenie, że teściowa mojej córki dla zasady zagarnęła naszą posiadłość, aby jej syn mógł w niej mieszkać jak plebejusz w zamku królewskim. Tak czy inaczej, coś trzeba postanowić.

Ale wcale nie jestem gotowa na proponowane zmiany. Dokonywanie ważnych wyborów absolutnie nie jest moją specjalnością. Przecież w każdym razie moja decyzja doprowadzi jedynie do silnego niezadowolenia jednej z moich córek. A tego naprawdę bym nie chciała. O tym pisaliśmy ostatnio: "Mama zadzwoniła i powiedziała, że ​​przyjdą do mnie krewni, mogłam milczeć, ale tym razem postanowiłam zrobić inaczej"

Pierwszym najszczęśliwszym dniem w moim życiu był dzień, w którym przeprowadziłam się do miasta.

Jako dziewczynie, która urodziła się na wsi, ciężko mi to przekazać, ale nie mogę znieść tego całego świeżego powietrza, ciszy i niekończącej się pracy w ogrodzie.

Rozumiem, że są ludzie, którzy się ze mną nie zgodzą, ale taka jestem. Daj mi dostęp do Internetu, paczkę burgerów, pokój, choćby najmniejszy, a będę bardzo szczęśliwa.

Dlatego pewnie nie zdziwicie się, że moim celem numer jeden był zakup mieszkania w mieście. I ten cel został zrealizowany pół roku temu. Musiałam dużo pracować, odmówić sobie wszystkiego, wziąć pożyczkę.

Ale teraz jestem właścicielem małego domu na obrzeżach miasta. I zgadnij co? To był drugi najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Ponieważ jestem niezależna i teraz mogę żyć życiem, o którym zawsze marzyłam.

Przyznaję, że moi rodzice nie byli z tego powodu zadowoleni. Naprawdę chcieli, żebym została z nimi, w tym samym domu. Mama ciągle dzwoni i domaga się mojej uwagi i pomocy. Chociaż ona i tata mają się dobrze.

Do moich braci nie ma pytań. Wyjechali dawno temu i założyli własne rodziny. Ale ja, jedyna córka, muszę spełniać szczególne wymagania. Próbowałam na różne sposoby tłumaczyć to wszystko. Żyję własnym życiem.

Jeśli potrzebujesz pomocy w czymś znaczącym, służę pomocą. A ja po prostu nie mam czasu na żadne bzdury. Pracuję i buduję karierę. Przepraszam.

Ale nie, nikt mi nie dał takiego prawa. Chociaż... W przypadku tego ostatniego był jeden ilustrujący przypadek. Mama zadzwoniła do mnie rano i jak zwykle przedstawiła mi fakt:

„Ciocia Lidka z synkiem przyjedzie do Ciebie na kilka dni. Nie martw się, mają w samochodzie składane łóżko. Nikodem musi iść do szkoły, ale nie ma gdzie przenocować. W dzień zapewne będą w szkole, ale w nocy jakoś się pomieścimy, nie są obcymi"

Chociaż moja mama zrobiła pauzę po tym, co powiedziałam, nie po to, żeby wysłuchać mojej prawdziwej odpowiedzi, ale żeby usłyszeć, jak mówię:

„Tak, oczywiście ”

Próbowałam odpowiedzieć, że byłoby to dla mnie niewygodne, nie spodziewałam się gości, miałam bałagan i tak dalej. Ale mama, jak zawsze, nie zareagowała na to. Próbowała to wyśmiać, a potem, gdy zdała sobie sprawę, że naprawdę odmówię, zaczęła wywierać na mnie presję moralną. Przypomniała mi niektóre złe uczynki z dzieciństwa, obowiązki wobec rodziców i tak dalej.

Znowu odmówiłam i się rozłączyłam. Właściwie nigdy tego nie robiłam, szczerze mówiąc. Ale ostatnio nazbierało się tak dużo pracy, że wewnętrzna siła, która zwykle mnie powstrzymuje, po prostu nie wystarczyła.

Mama zadzwoniła jeszcze raz, a potem jeszcze raz i jeszcze. W końcu dostałam na telefon wiadomość od mamy, że już powiedziała ciotce, że ​​się zgadzam. O 8 wieczorem przyjdą do mnie moi krewni. To znaczy, postawiono mnie przed faktem dokonanym.

Dokładnie o 20:00 czekałam przy wyjściu. Minęło kolejne pół godziny, aż na horyzoncie pojawił się samochód ciotki. Spojrzała na mnie z przejęciem, przytuliła i zaczęła opowiadać lokalne wiadomości o ludziach, których w ogóle nie znałam. Nikodem wysiadł z samochodu jako drugi i ze wstydem patrzył tylko na swoje stopy. Widziałam, że czuł się nieswojo.

Kiedy ciocia miała właśnie wyładować z samochodu swoje skarby ogrodowe, wydawało mi się, że utknęłam. Poprosiłam ją, żeby przestała i powiedziałam, że nie mogę ich pomieścić. Patrząc w szeroko otwarte oczy ciotki, bez wahania stwierdziłam, że w moim mieszkaniu jest teraz mężczyzna.

Dlatego lepiej, aby oboje zatrzymali się w pobliskim hotelu. Tak, mama zadzwoniła do mnie dziś rano. Ale tam, we wsi, połączenie jest tak złe, że nasza rozmowa została przerwana. I nie było możliwości oddzwonienia: słabe połączenie, brak sygnału.

Zaproponowałam nawet, że pożyczę jej trochę pieniędzy, tylko na kilka nocy w innym miejscu. Ale ciocia Lidka odmówiła i powiedziała, że ​​mają pieniądze. Przecież jeśli przyjeżdżasz do miasta ze wsi, koniecznie powinieneś wybrać się na zakupy.

Ale jest jej smutno, że nie będą mogli być u mnie jako krewni. Odpowiedziałam, że tak, to smutne. Ale może jutro po pracy posiedzimy w kawiarni.

Szybko wysłałam wszystkie niezbędne adresy na telefon Nikodema, a krewni pożegnali się i wyszli. To wszystko. Nie mogłam nawet uwierzyć, że potrafili zareagować tak spokojnie. Spodziewałam się, przyznaję, skandalu i krzyków na całe osiedle. Ale okazało się inaczej.

Następnego dnia zadzwoniła moja mama. Podstępnie zapytała, co za młody człowiek był wczoraj wieczorem w moim domu. Powiedziałam, że to nie ma znaczenia, i wyobraźcie sobie, że się zgodziła! Przeprosiła za wtrącenie się jej pytaniami w moje życie osobiste.

Rozmawiałyśmy miło przez kolejne dziesięć minut, bez krzyków, przerywania i stawiania ultimatum. To było niezwykłe. A potem, na koniec rozmowy, mama powiedziała:

„No to już zrozumiałam, że mam dorosłą, niezależną córkę. Odtąd będę cię traktować z większą powściągliwością. Ale proszę o poważną odpowiedź na poważne pytanie. Córko, kiedy zobaczę moje wnuki?!”