To ten sam typ starszych kobiet, które całymi dniami siedzą przy wejściu i dyskutują o życiu innych ludzi. Tym razem celem była moja rodzina. Ale najśmieszniejsze jest to, że nawet nie próbowały tego ukryć.

Jedna z nich powiedziała:

„Wystarczy pomyśleć, urodziła trójkę, a teraz spodziewa się czwartego! Jak wszyscy zmieszczą się w maleńkim, jednopokojowym mieszkaniu? Byliśmy całkowicie oszołomieni!”

Reszta ze współczuciem pokiwała głowami.

Jak bardzo chciałem wtrącić się do ich rozmowy i powiedzieć im wszystko, co o nich myślę. Ale nie zrobiłem tego. Po co?

Nigdy nie zrozumieją, że nie można wtykać nosa w sprawy innych ludzi. To prawda, że ​​​​ich to nie obchodzi: po prostu dyskutują z kimś za naszymi plecami.

Przyznam, że ta sytuacja dość zepsuła mi humor. Ale kiedy wróciłem, wszystko od razu się zmieniło. W domu powitała mnie moja kochana żona, która przygotowała pyszne śniadanie dla całej rodziny.

Moja najstarsza córka Kasia zrobiła mi świeżą, aromatyczną kawę. Najmłodsze bawiły się, ale gdy tylko wszedłem do mieszkania, natychmiast podbiegły, żeby mnie przytulić.

Tak, jestem naprawdę szczęśliwy. I nie ma znaczenia, że ​​nie mieszkamy w największym mieszkaniu. Może nie jesteśmy bogaci, ale w każdym z nas płonie ogień. Mam trójkę wspaniałych dzieci i ukochaną żonę. Któregoś dnia rozkazała:

„Chcę syna!” I nie mogłem odmówić.

Gosia jest najlepszą żoną i matką. Uwielbia gotować i świetnie radzi sobie z pracami domowymi. Robię wszystko, co możliwe, aby moim bliskim niczego nie zabrakło. Ogólnie nieźle zarabiam.

Żałuję tylko, że często jestem poza domem ze względu na wyjazdy służbowe. Ale kiedy przyjeżdżam, czuję, jakby nadszedł jakiś wyjątkowy dzień.

Ogólnie rzecz biorąc, wszystko jest z nami w porządku. Ale otaczający nas ludzie oceniają nasze szczęście na podstawie braku dużego mieszkania. Na przykład, jeśli nie zarobiłeś wystarczająco dużo, aby kupić dom, oznacza to, że jesteś przegrany. Ale ja się tak nie czuję! Wręcz przeciwnie, czy mogę mieć jeszcze więcej szczęścia niż teraz?

Popularne wiadomości teraz

"Zmieniłaś mężczyznę w kurę domową", krzyczy mama

„Jeśli przyniesiesz to jeszcze raz, nakarmię cię tymi słodyczami razem z pudełkiem”: nie wytrzymałam

Mały tygrys odrzucony przez matkę znalazł swojego najlepszego przyjaciela ... szczeniaka. Internauci byli zdziwieni

93-letnia babcia sama usiłowała skosić swoje podwórko. Nie mogli patrzeć na to spokojnie

Pokaż więcej

Przyzwyczaiłem się, że w naszych czasach nie da się żyć bez potępienia. Nasi sąsiedzi pod domem to po prostu kwiaty! Daleko nie trzeba iść: nawet nasi bliscy są zaskoczeni, jak udaje nam się zmieścić naszą piątkę w jednopokojowym mieszkaniu.

Nie żartuję, dosłownie podczas każdego rodzinnego posiłku każdy chce zabrać głos w tej sprawie. Ale to wszystko nie jest dla mnie interesujące. Szkoda, że ​​moja żona bardzo się denerwuje, mimo że staram się przerywać takie rozmowy przy stole.

Dlaczego ludzie tak bardzo interesują się życiem innych ludzi? Może po prostu nie potrafią sobie z tym poradzić? O tym pisaliśmy ostatnio: Teściowa zamęcza wdowę, aby pozostała samotna: "Zachowaj mu wierność na cześć pamięci o nim"

"Chcę, żebyś była wierna mojemu zmarłemu synowi" - powiedziała teściowa. "Ale on odszedł!" "To nie ma znaczenia, bądź wierna jego pamięci..."

Sebastian zginął dwa lata temu, kiedy Ania miała dwa lata, a Paweł cztery. Zginął głupio i tragicznie. Na przystanek, na którym spokojnie stał jej mąż, wjechał jakiś rozpędzony kierowca. Potrącił dwie osoby, kobieta przeżyła, ale jej mąż zmarł na intensywnej terapii dwa dni później.

Olga zamieszkała z teściową. Seniorka sama zaproponowała jej tę opcję, a Olga była szczerze wdzięczna. Nie było jej stać na kredyt hipoteczny na dwupokojowe mieszkanie z dwójką dzieci. Jej teściowa miała puste trzypokojowe mieszkanie.

Teściowa pracowała kiedyś w urzędzie miasta i utrzymywała stare znajomości. Pomogła Oldze uporządkować sprawy z bankiem, spieniężyć mieszkanie z minimalnymi stratami i odzyskać fundusze.

Jednocześnie nie domagała się zwrotu żadnej części, mimo że kredyt hipoteczny spłacał głównie jej syn. Generalnie złoto, a nie teściowa.

Olga myślała tak całkiem szczerze. Lucyna miała pięćdziesiąt pięć lat, właśnie przeszła na emeryturę, a dużo młodszą. Była zadbana, zgrabna, szczupła, a jej zachowanie w niczym nie przypominało klasycznej teściowej, którą przedstawia się w anegdotach.

Była dobrze zorientowana we wszystkich nowoczesnych technologiach, aktywnie odwiedzała centra fitness i bary oraz potrafiła prowadzić rozmowę na każdy temat.

Jednocześnie nie pouczała Olgi, nie wtrącała się w jej relacje z dziećmi, nie udawała troskliwej matki, ale nie nawiązywała przyjaźni.

Olga była pewna, że z teściową ma po prostu bajeczne szczęście. Kiedy koleżanki skarżyły się jej na matki swoich mężów, Olga nie rozumiała, skąd biorą się takie problemy.

Jedyną rzeczą, która przerażała Olgę w teściowej, było to, że cieszyła się nieumiarkowaną uwagą mężczyzn. Była odprowadzana ze sklepu, niosąc ciężkie torby, odwożona drogim zagranicznym samochodem lub zapraszana do filharmonii na koncert.

Pewnego razu Olga wpadła na teściową przy wejściu, kiedy eskortował ją inny narzeczony, posobny do znanego aktora facet po pięćdziesiątce. Lucyna chłodno pożegnała się z nim przy wejściu i odpowiadając na jego pytanie, powiedziała:

- Mało prawdopodobne. Oczywiście można zadzwonić, ale bardzo w to wątpię.

Olga nie wytrzymała:

"Dlaczego ty olewasz takiego mężczyznę, nie mężczyznę, ale marzenie, - i natychmiast zbeształa samą siebie:

"Co za głupia, dlaczego to robisz, kiedy Lucyna znowu wyjdzie za mąż, wyrzuci ciebie i dzieci z mieszkania, gdzie wtedy pójdziesz?".

W rzeczywistości Olga naprawdę nie miała dokąd pójść. Oddała swoje hipoteczne "dwupokojowe mieszkanie", biorąc za to pieniądze, mężczyźni w życiu Olgi w tym czasie pojawili się kilka razy, ale nie spieszyli się, by zaoferować jej małżeństwo. Odwiedzili ją nawet kilka razy, aby lepiej poznać ją i jej dzieci.

Za każdym razem jednak zdarzało się, że ich uwaga szybko odwracała się w stronę Lucyny. Teściowa częstowała ich kawą, interesowała się ich pracą, problemami, doradzała, współczuła. W rezultacie mężczyźni wychodzili absolutnie oczarowani Lucyną, a ich spotkania z Olgą stopniowo spełzały na niczym.

Olga ani myślała obwiniać teściową o cokolwiek. To było naturalne, że zachowywała się uprzejmie wobec potencjalnych zalotników synowej. Byłoby znacznie gorzej, gdyby przywitała ich z kwaśną miną i od razu zaczęła narzekać na to, jak niechlujna jest Olga i jak źle wychowane są jej dzieci.

Trwało to tak do momentu, gdy trzeci mężczyzna Olgi, Waldek, spotkał się z nią dzień po wizycie w jej, a raczej jej teściowej, mieszkaniu, zapytał:

- Słuchaj, a ona jest dla ciebie w ogóle kim? Siostrą, kuzynką, ciotką?

- O kim ty mówisz? - Olga nie zrozumiała.

- O tej pani, która mnie wczoraj przyjęła. To była dama z najwyższej półki, ale zrobiła do mnie oczy bardziej niż szczere, kiedy poszłaś do pokoju, by zobaczyć, co się stało z dzieckiem.

Okazało się, że teściowa swym zalotnym zachowaniem robiła wszystko, aby pozbawić synową możliwości ponownego ułożenia sobie życia - masz być wierna mojemu synowi - naciskała.

Następne spotkanie z zalotnikiem, Olga zorganizowała poza zasięgiem Lucyny. Z czasem zaczęło się układać, a i Lucyna poznała kogoś na stałe. Panie podzieliły się opieką nad najmłodszymi, aby nie przeszkadzać sobie wzajemnie w randkowaniu.