Nie mamy dużo pieniędzy, a o wiele rozsądniej jest zainwestować w remont mieszkania, które Antek odziedziczył po babci. Zastąpiła jego matkę, a teściowa ułożyła swoje życie osobiste z nowym mężem. W rezultacie została sama z dwiema córkami z drugiego małżeństwa w innym mieście.

Kiedy Antek opowiedział jej przez telefon o planach, przyszła teściowa zaczęła wołać:

„Jak to możliwe? Wesele to konieczność! Muszę zobaczyć się z moimi bliskimi”.

W rezultacie ustaliliśmy, że zbierzemy naszych najbliższych i będziemy świętować wesele w mieszkaniu.

Po jakimś czasie okazało się, że teściowa i siostry nie mogą przyjechać, bo nie mają pieniędzy na wyjazd. Zapytała, czy moglibyśmy pożyczyć trochę na bilety i obiecała, że na pewno wrócą.

Antek i ja zapłaciliśmy za bilety w obie strony. Teściowa i córki miały u nas zostać przez tydzień. W końcu nie widzieliśmy się naprawdę długo.

Dzień ślubu przebiegł całkiem nieźle. Musieliśmy pożyczyć trochę pieniędzy, ale katering się udał i wszyscy goście byli syci. Miło spędziliśmy czas w gronie rodziców i najbliższych przyjaciół.

Dopiero gdy wszyscy goście wyszli, nagle uświadomiłam sobie, że nie dostaliśmy żadnego prezentu od teściowej i szwagierek. Złożyły tylko życzenia, pogratulowały i wzniosły toast.

Zostały u nas przez kolejny tydzień i nawet nie wspomniały o żadnym prezencie ani zadośćuczynieniu za straty, bo w końcu wszystko było w zasadzie zorganizowane dla teściowej.

A gdy przyszedł czas, po prostu wzięły bilety i pojechały do domu. W rezultacie zostaliśmy z mężem bez miesiąca miodowego, z długami i skromnym zapasem pieniędzy. Ani ja, ani Antek nawet nie skomentowaliśmy tego.

Od tego czasu minął rok. Już niedługo na świat przyjdzie nasze pierwsze dziecko. Któregoś dnia znowu zadzwoniła moja teściowa.

Tym razem wydawało jej się niesprawiedliwe, że moja matka będzie mogła zobaczyć wnuka przy wypisie ze szpitala położniczego, a ona też by chciała, ale nie ma pieniędzy na podróż.

Gdy poprosiła o kupno biletów, mąż stanowczo powiedział, że sami potrzebujemy pieniędzy. Teściowa obraziła się na nas i nie dzwoni już od tygodnia...

Popularne wiadomości teraz

„Jeśli przyniesiesz to jeszcze raz, nakarmię cię tymi słodyczami razem z pudełkiem”: nie wytrzymałam

Córka mojej przyjaciółki wystawiła jej "rachunek", żądając opieki nad wnukiem: Ponieważ ona kiedyś sama opiekowała się własnym rodzeństwem

Horoskop wedyjski. Jak określić swój znak według daty urodzenia

Komu skradł serce Bogusław Linda? To był najgorętszy i najgłośniejszy romans na początku lat 80

Pokaż więcej

O tym pisaliśmy ostatnio: "Bogata teściowa sama ustaliła warunki ślubu dzieci": Znalazłam się w beznadziejnej sytuacji

Mój mąż, niech spoczywa w pokoju, był bardzo mądrym, uczciwym i pracowitym człowiekiem.

Niestety odszedł od nas 14 lat temu. Od tego momentu w naszej rodzinie zaczęły się problemy. Igor zajmował dobre stanowisko w Radzie Miejskiej i był na swoim stanowisku osobą bardzo szanowaną. Z tego powodu, za jego życia nasze państwo przydzieliło mu trzypokojowe mieszkanie w dobrej okolicy.

Nadal mieszkamy w tym mieszkaniu. Mam na myśli siebie i moje dwie córki: Roksanę i Maję. Niestety tak się złożyło, że nie udało mi się znaleźć pracy na miarę moich możliwości.

Kiedy byłam młoda, udało mi się jedynie ukończyć szkołę średnią, a studiów nie było mi dane zrobić. A potem poznałam przyszłego męża, więc nie było już w ogóle czasu na naukę dobrego zawodu.

Dobrze, że chociaż ja, jako wdowa, miałam prawo do wsparcia finansowego. Żyliśmy tym przez jakiś czas. Potem była znajoma mojego męża, załatwiła mi pracę w biurze na pół etatu i sytuacja finansowa polepszyła się. Teraz mam 56 lat i stanęłam przed nowym problemem, o którym nawet nie myślałam.

Najważniejszym z nich jest moja swatka. Całkiem wyjątkowa kobieta o wyjątkowym charakterze. Pochodziła z wiejskiej rodziny i z powodu braku pieniędzy w pewnym momencie zdecydowała się wyjechać za granicę, aby zarobić pieniądze.

Tam miała szczęście, że zaczepiła się gdzieś w dobrym miejscu i po 16, 17 latach wróciła do domu z pieniędzmi. Zainwestowała w ten biznes i teraz świetnie prosperuje.

Ale ponieważ kiedyś doświadczyła smutku, teraz traktowała wszystkich wokół siebie z nieukrywaną dumą i pogardą. Przynajmniej tak mi się wydawało. Spotkaliśmy się z matką mojego przyszłego zięcia w kawiarni, aby omówić wszystkie kwestie związane ze ślubem.

I powiem szczerze, ta kobieta wie, jak wywierać presję moralną i znajdować korzyści lepiej niż jakikolwiek mężczyzna.

Swatka zaczęła od stwierdzenia, że ​​rozumie sytuację finansową, w jakiej znajduje się nasza rodzina. I w związku z tym zgadza się zapłacić za luksusowe wesele w najlepszej restauracji w mieście.

Jedzenie, napoje, pokazy – to wszystko będzie po stronie Pana Młodego i nie będzie dla nas żadnych problemów. Ale młodzi będą musieli gdzieś mieszkać. I powinno być dużo miejsca. W końcu za rok lub dwa pojawią się dzieci, a życie w ciasnych warunkach dla rodziny to najgorsze, co może się przydarzyć.

W związku z tym zachęca mnie do zamiany mieszkania, w którym obecnie mieszkamy, a które dostałam od męża. Jest nawet wybór: albo dam to córce i jej narzeczonemu, a teściowa sama znajdzie najlepszą opcję, jaką tylko może, albo sprzedam jej to mieszkanie, a otrzymane pieniądze wykorzystam według własnego uznania.

Oczywiście ze względu na to, że za wesele płaci jej strona, a ona też ma prezent dla nowożeńców, nie zapłaci pełnej ceny za moje mieszkanie. Jednak według niej okaże się to kompromisem korzystnym dla nas wszystkich. Mam jednak jeszcze jedną córkę, z którą nie wiem, gdzie się podzieję.

Nie chcę opuszczać mojego ukochanego mieszkania, które odziedziczyłam po mężu. Nie płaciłam za to przez cały ten czas, tylko po to, żeby teraz się przeprowadzić.

Odniosłam nawet wrażenie, że teściowa mojej córki dla zasady zagarnęła naszą posiadłość, aby jej syn mógł w niej mieszkać jak plebejusz w zamku królewskim. Tak czy inaczej, coś trzeba postanowić.

Ale wcale nie jestem gotowa na proponowane zmiany. Dokonywanie ważnych wyborów absolutnie nie jest moją specjalnością. Przecież w każdym razie moja decyzja doprowadzi jedynie do silnego niezadowolenia jednej z moich córek. A tego naprawdę bym nie chciała.