Jednak mojemu dziecku zawsze próbowałam zapewnić wszystkiego pod dostatkiem. Moja mała firma miała swoje wzloty i upadki.

Kiedy moja córka Kasia skończyła 15 lat, musiałam ją nawet zostawić pod opieką babci i iść do pracy, bo przyszedł bardzo trudny okres i zrozumiałam: nie dam rady. Ale teraz mam własne przytulne mieszkanie, otworzyłam mały salon paznokci i życie się poprawiło.

Nie, jeśli chodzi o rodzinę, zostałam sama, a moja córka wyszła za mąż i urodziła śliczną córkę Madzię. Od pierwszych dni nowożeńcy mieszkali ze mną.

Ponieważ rodzice mojego zięcia mieszkają w dwupokojowym mieszkaniu, a ja mam trzypokojową „rezydencję”, wszyscy jednomyślnie zdecydowali, że młoda para będzie mieszkać ze mną, dopóki nie będzie miała własnego domu.

Zgodziłam się z tym, bo widziałam, że mój zięć stara się i zarabia. Na początku myślałam, że już niedługo uzbiera pewną sumę i przy pomocy rodziców kupi mieszkanie.

Ale dla młodej rodziny z dzieckiem jego pensja wystarczy tylko na przeżycie. Ale przy tym tempie nie będzie w stanie w najbliższym czasie odłożyć wystarczającej kwoty na mieszkanie lub dom.

Dodatkowo swaci stwierdzili, że kiedyś nikt im nie pomagał stanąć na nogi i że młodzi ludzie powinni sami o siebie zadbać. Zdałam sobie sprawę, że mój zięć nie powinien polegać na sponsoringu rodziców.

Tym samym moje przytulne mieszkanie zmieniło się z tymczasowego mieszkania dla nowożeńców w stałe miejsce zamieszkania dla całej naszej rodziny.

Dwa lata temu wróciłam do pracy. Trochę zaoszczędziłam i pomogłam zięciowi kupić dobry samochód. On i córka byli mi wdzięczni. Nawet nie wiem, co im się bardziej podobało: nowy samochód czy mieszkanie bez rodziców?

Odziedziczyłam po mamie stary dom na przedmieściach. Dokonałam tam kosmetycznych napraw i użytkuję go jako domek letniskowy. Dom jest całkiem dobry jako opcja letnia, ale wyraźnie nie nadaje się do stałego zamieszkania.

W ciepłym sezonie mieszkam tam z przyjemnością. A młoda rodzina żyje z podwójną przyjemnością w wolnym mieszkaniu.

Kiedy przyjeżdżam do miasta, wszyscy cieszą się na mój widok, zwłaszcza Madzia, ale w powietrzu czuć pewne napięcie. I rozumiem ich: chcą wolności i niezależności. W końcu nikt nie lubi kontroli rodzicielskiej jako osoba dorosła. Wiem to po sobie!

Wpadłam na pomysł: gruntownie przebudować stary dom mojej mamy i rozpocząć tam generalny remont, aby młodzi mogli tam zamieszkać.

Popularne wiadomości teraz

"Teściowa podarowała swoje mieszkanie córce. Teraz ona chce mieszkać z nami, tylko ja nie chcę, żeby z nami mieszkała"

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

Jak wyglądał styl Shiloh Nouvel Jolie-Pitt „od chłopczycy do damy”

Wróbel wpadł do okna, do mieszkania lub domu. Co oznacza ten znak

Pokaż więcej

Zaczęli mnie jednak przekonywać, że mojej wnuczce będzie lepiej w mieście. W pobliżu znajduje się przedszkole, w pobliżu szkoła, plac zabaw. Krótko mówiąc, dałam się przekonać.

Zaczęłam remontować pomieszczenia w domu, ocieplając ściany, podłączając gaz i wodę oraz wymieniając okna i drzwi. Córka i zięć pomogli mi, jak mogli.

Kiedy już prawie wszystko było gotowe, pochwaliłam się moim osiągnięciem koleżance. I zatrzymała mnie, tłumacząc, że popełniam ogromny błąd, podając wszystko młodej parze na srebrnej tacy.

Jestem w rozterce: z jednej strony zgodziłam się już na zamieszkanie na wsi, chociaż mieszkanie jest moje, a z drugiej strony chcę porzucić ten pomysł i wysłać córkę i zięcia na przedmieścia, jeśli chcą mieszkać osobno. Ja też bardzo tęsknię za Madzią! Co robić?