- Ona tu jest! - Krewna wyjrzała na zewnątrz.

- Cześć - odpowiedziała obojętnie Sara.

- Gdzie byłaś?

- Poszłam do sklepu.

- Wydałaś pieniądze, które zarabia Zenuś?

- Nie, wczoraj dostałam pensję. A zresztą - Sara weszła do kuchni i położyła torbę na podłodze - co to za przesłuchanie?

- Mamo, to prawda - poparł ją mąż.

- Przynajmniej pokaż mi, co kupiłaś - powiedziała teściowa i utkwiła wzrok w dużej torbie.

Sara wyjęła z niej pudełko, otworzyła i ukazały się półbuty. Sznurowane, na platformie, ze wzmocnionymi noskami - buty były nie tylko piękne, ale i bardzo solidne. Posłużą jej przez długi czas. Poprzednie nosiła przez 3 sezony, buty były niedrogie i w trzecim roku całkowicie się zużyły.

- Zabiorę Witusia do przedszkola - powiedziała z radością i założyła jeden but.

- Buty?

Dziwny głos teściowej zwrócił jej uwagę - kobieta odwróciła się.

- Kupiłaś sobie jakieś ciuchy? Nie chcesz zapytać męża, czego potrzebuje dla rodziny? 

Popularne wiadomości teraz

Historia górnika, którego odnaleziono żywego 17 lat po zawaleniu się kopalni

Wróbel wpadł do okna, do mieszkania lub domu. Co oznacza ten znak

Takie nieestetyczne plamki ma na ustach wielu z nas. W ten prosty sposób można sobie z nimi poradzić i pozbyć się na zawsze

93-letnia babcia sama usiłowała skosić swoje podwórko. Nie mogli patrzeć na to spokojnie

Pokaż więcej

- Dziecko ma wszystko - odpowiedziała leniwie Sara. Dlaczego ona musi psuć nastrój?

- Mamo, - Zenek zakrył dłoń matki. Ale starsza kobieta dopiero się rozkręcała.

- Ależ ona wydaje pieniądze na ciuchy! Przed kim ty chcesz się popisywać? Dziecko nosi łachmany, a ona kupuje sobie skórzane buty!" - warknęła na syna.

Sara założyła drugi but i pięknym krokiem weszła do sypialni. Spojrzała w duże lustro i była zadowolona.

Teściowa nie odpuszczała - wskoczyła za synową.

- Nie wstyd ci?

- A z jakiego powodu powinnam? - Sara odpowiedziała na pytanie pytaniem. To był pierwszy raz, kiedy usłyszała, jak jej teściowa używa słowa "ty" od lat, kiedy się znały.

- Och ty... Niewdzięcznico! Wyciągnęliśmy cię z błota! Ubraliśmy cię!

- Naprawdę? - Sara była tak zmęczona zrzędzeniem, że nie traktowała swojej krewnej poważnie. Ale te frazy rezonowały i rozśmieszyły dziewczynę: - Płacę czynsz, kupuję artykuły spożywcze, płacę rachunki. I spłacam twoją pożyczkę. Nie wstyd ci oskarżać mnie o cokolwiek? Beze mnie byłabyś zgubiona. Oboje!

- Posłuchaj, co ona mówi! - krzyknęła triumfalnie teściowa i rzuciła się na syna, - ona....

Wieczorem Sar zabrała syna z przedszkola, wróciła do domu i poszła do męża - odpoczywał na kanapie po kolacji.

- Zenek, - usiadła obok niego, - pomyślałam i zdecydowałam. Chcę rozwodu.

- Co? - jej mąż natychmiast wstał i wzburzył się, - dlaczego?

Sara uniosła brew.

- Och, z powodu mamy? - uświadomił sobie - "Porozmawiam z nią" i położył się z powrotem.

- Nie, to nie ma nic wspólnego z mamą. Jesteś moim mężem. I myślisz tak jak ona. Mam dość was obojga.

- Sara - mąż zmarszczył nos - nie zaczynaj. Zadzwonię do niej jutro i powiem, żeby nie przyjeżdżała.

- Nie rozumiesz. Wychodziłam za mąż - podkreśliła ostatnie słowo - a ty robisz ze mnie służącą. Gdzie miłość? Gdzie troska? Szacunek? W końcu, dlaczego nie utrzymujesz swojej rodziny? Do zobaczenia w sądzie - Sara wstała.

Pakowała swoje rzeczy i rozmyślała, wspominając swoje życie małżeńskie.

To przez Zenka nigdy nie zdobyła wyższego wykształcenia, jak ciągle przypominała jej teściowa. W końcu mąż oszukał jej głowę, obiecał złote góry za dziedzica, przysięgał wieczną miłość.

Teściowa była przeszkodą w życiu małżeńskim, ale przez trzy lata Sara wciąż miała dość. Próbowała usprawiedliwić dziwne i lekceważące zachowanie: przychodzi bez zapowiedzi, aby przyzwyczaić Sarę do utrzymywania domu w czystości.

Zrzędzi, aby jej synowa była idealna - to nic złego, prawda? Gotuje i przynosi jedzenie ze słowami:

"To dla mojego syna. Kiedy wreszcie schudniesz? Minął już rok, odkąd urodziłaś!", ponieważ dba o figurę żony swojego syna.

Zenek wciąż nie pracował. Co więcej, poprosił Sarę o pomoc matce w spłacie kredytu. Gdzie był jej rozum? Sara odeszła i nie reagowała na oburzenie teściowej - jaki rozwód, a kto kredyt spłaci?! - Sama sobie spłacaj - powiedziała na odchodne.

O tym pisaliśmy ostatnio: "Rozwód nie wystarczy byłemu mężowi i teściowej": Zaczęli nastawiać syna przeciwko mnie i mojemu nowemu wybrańcowi

Mama zawsze mnie uczyła, że ​​kobieta powinna dbać o rodzinę, umieć znajdować kompromisy, umieć zachować ciszę w porę i łagodzić nieporozumienia.

Dokładnie to samo robiłam przez sześć lat, mieszkając w mieszkaniu teściowej i uginając się pod jej piętą. Mąż starał się przedstawiać siebie jako głowę rodziny, matka regularnie podkreślała to sformułowaniami typu „nasz mężczyzna”, „nasze wsparcie” itp.

Ale w rzeczywistości przykręcała śrubę, żądając, aby oddawał całą swoją pensję i robił tylko tyle, ile ona uważała za stosowne. Mąż mi oświadczał, że mama jest panią domu, ma duże doświadczenie i lepiej od nas zarządza pieniędzmi.

Dla teściowej byłam, można powiedzieć, pustym miejscem. Nikt mnie nigdy nie zapytał, czego chcę, na co moim zdaniem powinnam wydać pieniądze, co najpierw kupić. Wytrzymywałam, wytrzymywałam, bo starałam się nie zniszczyć rodziny swoimi roszczeniami, swoimi ambicjami.

Po urodzeniu syna oderwałam się od ciągłego nacisku teściowej, ale to było wtedy, gdy Artek poszedł do przedszkola. Wróciłam z urlopu macierzyńskiego i przy pierwszej wypłacie mąż zapytał:

– Dałaś mamie pieniądze?

Musiałam się ubrać na zimę, kupić buty i, jak to mówią, „zawaliłam”, mówiąc mężowi, że planuję je wydać na siebie. Nic nie powiedział, po prostu odwrócił się i poszedł zdać raport matce. Wkrótce pojawiła się prawdziwa „głowa” i zbeształa mnie:

„Oszczędzam każdy grosz dla wszystkich tutaj, a ty nagle zdecydowałaś się wydać wszystko na siebie!”

To był pierwszy raz, kiedy pokłóciliśmy się na poważnie, ale mimo to nie oddałam swojej pensji. Ale w następnym miesiącu musiałam wpłacać do „skarbówki” zarówno zaliczkę, jak i pensję.

Teściowa była usatysfakcjonowana, choć z opóźnieniem, ale uparta synowa posłuchała, przywrócono kruchy spokój w domu, ale zrozumiałam, że to tymczasowe.

Nasz Artur dorastał, stawał się coraz bardziej inteligentny i szybko zrozumiał, kto komu jest posłuszny. Zdając sobie sprawę, że stoję na najniższym szczeblu hierarchii rodzinnej, próbował mnie tam zostawić i wspiąć się nieco wyżej.

Uczynił to przy pomocy teściowej i za milczącą zgodą ojca. Wkrótce zaczęłam słyszeć od syna nalegania i tzw. prośby rozkazującym tonem.

Postanowiłam porozmawiać na ten temat z mężem i usłyszałam po prostu cudowną naganę:

- Czego chcesz, człowiek dorasta, pozwól mu przyzwyczaić się do dowodzenia!

Zapytałam, dlaczego więc drugi mężczyzna w naszym domu nie dowodzi, ale uczy kolejnego „naczelnego wodza”. Mąż się rozzłościł:

- Coś ci się nie podoba? To normalne, jeśli ci się to nie podoba, weź rozwód!

Mówiono to z pewnością, że cicha i obojętna żona nigdy nie odważyłaby się złożyć wniosku. I złożyłam wniosek, a kilka dni później mój mąż dowiedział się o tym nawet nie ode mnie, ale poprzez oficjalne zawiadomienie o dacie rozprawy.

On i mama byli zaniepokojeni, nie spodziewając się po mnie takiej zwinności i początkowo uznali to za blef. Dlatego też, zdając sobie sprawę z powagi moich zamiarów, zaczęli grozić, że zabiorą mi syna i wszystko, co mam.

W odpowiedzi tylko się zaśmiałam. Syn na pewno i tak zostanie ze mną, a ja mam tylko swoje rzeczy osobiste. Następną linią ataku mojej teściowej i męża było pytanie, gdzie będę mieszkać.

Nie wiedzieli, że moja mama kilka lat temu odziedziczyła mieszkanie od ciotki i teraz wynajmuje je gościom. Dowiedziawszy się, że się rozwodzę, mama przeżegnała się i natychmiast poprosiła lokatorów o opuszczenie lokalu mieszkalnego za miesiąc. Zatem i tutaj moi przeciwnicy popełnili błąd.

Wyszłam z dwiema torbami, teściowa nawet chwyciła za komplet pościeli, który mi dała, wyrywając mi go z rąk, gdy pakowałam swoje rzeczy. Mój mąż nawet nie wyszedł, żeby się pożegnać, właściwie to nawet nie chciałam.

Zaczęliśmy więc żyć razem z Arturem. Mój syn, kiedy się „rozstaliśmy”, od razu zmienił swoje nastawienie do mnie, wyraźnie widząc, że potrafię się bronić, a moja cierpliwość nie jest nieograniczona.

Około miesiąca później zapytał, czy mógłby spotkać się z tatą? Odpowiedziałam, że oczywiście jest to możliwe, a najbliższy weekend spędził u ojca i babci.

Artek wrócił od nich nieco zdenerwowany, jego poprzednie zwroty i żądania znów mignęły kilka razy, ale wystarczyło jedno spojrzenie, aby przemówić mu do rozsądku i dać do zrozumienia, że musi się przy mnie zachowywać inaczej.

Wizyty syna u krewnych odbywały się najczęściej dwa razy w miesiącu. I zawsze wracał „zmodyfikowany”. Widać było, że z trudem powstrzymał się od użycia władczego tonu, ale chłopak się postarał. Nie wiem, jak ojciec i babcia go schrzanili, ale znowu liczyłam na ich roztropność, przynajmniej w stosunku do dziecka.

Moje życie osobiste samoistnie się poprawiło. Na początku kolega po prostu podrzucił mnie do przedszkola, potem we trójkę zaczęliśmy spacerować po parku, a pół roku później Władysław mi się oświadczył. Zaznaczyłam, że mój syn zawsze będzie dla mnie najważniejszy. Zgodził się, odpowiadając, że postara się zostać dla chłopca prawdziwym ojcem. 

Syn przywiązał się do niego, mieli ze sobą wiele wspólnego. Artek chodził już do szkoły, kiedy mój były zaproponował, że ​​zabierze go na wakacje do krewnych w Niemczech. Wahałam się, ale syn naprawdę prosił i musiałam się zgodzić. 

Dopiero teraz, oprócz programu kulturalnego, tata aktywnie z nim współpracował, zwracając syna przeciwko Władysławowi i mnie. Po powrocie syn zaczął wpadać w histerię, gdy otrzymał reprymendę.

Rozumiałam, skąd wieje wiatr, ale nie sądziłam, że jest aż tak źle. Kilka razy próbowałam porozmawiać od serca z Arturem, zamknął się w sobie, ale przy kolejnej próbie się przełamał.

Tata przekonał syna, że ​​w naszej nowej rodzinie nie jest on nikomu potrzebny – mama przestała go kochać, a Władysław był dla niego po prostu jakimś wujkiem, wkrótce urodzi się wspólne dziecko i wtedy, według ojca, wyślemy go do szkoły z internatem.

Przede wszystkim zapewniłam go, że nikt go za nic w świecie nie odda, powiedziałam, że bardzo go kocham i jeśli pojawi się brat lub siostra, będę kochać ich oboje tak jak Władysław.

Syn trochę się uspokoił, a kiedy już poszedł spać, zadzwoniłam do byłego męża intryganta i powiedziałam mu, że składam pozew o pozbawienie go praw rodzicielskich.

Podobnie jak wiadomości o rozwodzie, i tym razem nie potraktował mnie poważnie. Ale nie miałam zamiaru go przekonywać. Ignorowanie długu ojca poprzez niepłacenie alimentów to poważny argument w sądzie.

Myślę, że doświadczony prawnik będzie w stanie wygrać sprawę. W międzyczasie po prostu powstrzymam mojego byłego męża przed próbami komunikacji z Arturem i nawet nie wykluczam przeprowadzki do innego miasta.