Mam czteroletnią córkę z poprzedniego małżeństwa. Kiedy poznaliśmy Pawła (mój drugi mąż), moja córeczka Łucja była jeszcze bardzo malutka, pewnie dlatego, mojemu ukochanemu tak łatwo było zaakceptować ją jak własne dziecko.

Ale takiej życzliwości od matki nie można było oczekiwać. Przez cały ten czas Lidia nigdy nie okazywała zainteresowania swoją wnuczką.

A wręcz przeciwnie, całą sobą pokazuje, że moja Łucja dla niej nie istnieje. Żadnych kołysanek, żadnych prezentów urodzinowych, żadnego miłego słowa pod jej adresem.

Oczywiście nie spodziewałam się, że pokocha ją całą duszą... I nie chodzi nawet o to, że teściowa nie daje żadnych prezentów.

Samo pozostawienie jej z dzieckiem na pół godziny w razie pilnej potrzeby nie będzie możliwe. Ale z radością bawi się i opiekuje wnukami drugiej synowej przez cały dzień!

Łucja wyciąga do niej rękę, dzieli się swoimi ulubionymi zabawkami i mówi:

„No proszę, babciu, niczego mi nie jest żal”, a ona tylko kręci nosem. Mówi:

„Mój syn będzie miał wnuka i będę się z nim bawiła. A teraz przepraszam, nie zostałam zatrudniona, żeby opiekować się cudzymi dziećmi"

Moja córka już zaczęła zauważać, że babcia jej nie kocha. Wypytuje o wszystko, czego była winna. Co jej odpowiem?

Ale czy dzieci naprawdę są obce? Nie mogę pojąć, jak można tak okrutnie traktować małe, niewinne stworzenie...

Mąż próbował rozmawiać z mamą, ale ona nie chciała niczego słuchać...

Może po prostu potrzebuje więcej czasu, kto wie. Mam nadzieję, że już niedługo zrozumie, jak bardzo się teraz myli, odpychając od siebie  Łucję...

O tym pisaliśmy: "Smutna historia troskliwej matki. Na starość została sama"

Popularne wiadomości teraz

"Mąż musi sprzątać. Nie zrobię tego za niego", synowa oburza się i pokazuje kaszę mannę, którą dziecko rozsypało po całym mieszkaniu

"Kiedy moja teściowa była chora, poprosiła nas o opiekę nad młodszym bratem mojego męża": Te dni zapamięta na długo

"Nie potrzebuję żadnych porad. Sama będę zarządzać swoimi pieniędzmi": Moja mama nie dała mojej teściowej dojść do słowa

"Przed ślubem podpisaliśmy intercyzę. Teraz, po rozwodzie teściowa chce zająć moje mieszkanie"

Pokaż więcej

Mieliśmy szczęśliwą rodzinę.  Poznaliśmy się z mężem, gdy byliśmy jeszcze młodzi, ale postanowiliśmy nie spieszyć się z posiadaniem dzieci. Dużo podróżowaliśmy, na co pozwalała jego praca.

Żyliśmy dobrze, nie ma co mówić. Dużo też pracowaliśmy i udało nam się kupić trzypokojowe mieszkanie. Nigdy się tym nie przechwalaliśmy, ale bardzo kochaliśmy nasz dom.

Mój mąż robił tu wszystko sam i uwielbiał robić różne rzeczy. Przez całe życie marzył o zakupie mieszkania, wyposażeniu go wraz z żoną i posiadaniu dzieci.

I tak się stało. On i ja mieliśmy córkę. Jak bardzo ją kochał, nie da się wyrazić słowami. Pomyślałam wtedy, że nie ma nikogo i nie może być szczęśliwsza na tym świecie ode mnie.

Mój mąż odszedł z tego świata 10 lat temu. To było trudne dla nas obojga. Cóż mogę powiedzieć, nadal nie mogę dojść do siebie.

Nie mogę bez niego żyć, jest tak pusto. Wtedy moja córka odeszła ode mnie. Chciała mieszkać sama i przeprowadziła się do wynajętego mieszkania. 

Rozmawiałyśmy, gdy przyjeżdżała z wizytą. Ale dwa lata temu przyszła z nieoczekiwaną prośbą. Córka zdecydowała, że ​​czas na własne mieszkanie. Chciała zaciągnąć kredyt hipoteczny.

Od razu jej powiedziałam, że niewiele mogę zrobić, żeby pomóc. Po odejściu męża niewiele zostało z naszych oszczędności. Długo chorował i wydaliśmy mnóstwo pieniędzy na leczenie. A moja emerytura jest niewielka.

Potem zaproponowała mi zamianę jej mieszkania. Na przykład zamienimy je na mieszkanie jednopokojowe za dopłatą. Ja mam mieszkanie, a ona pieniądze, za które dostanie mieszkanie w nowym budynku.

Rozumiem, że chciała znaleźć swój własny kąt. Ale nie zgodziłam się na taką wymianę. Nie, nie przeszkadzają mi pieniądze. Ale mieszkanie... Wszystko tutaj przypomina mi mojego męża. Jak mogę to sprzedać?

Powiedziała mi, że tata to wszystko dla niej zrobił, że to jest jej spadek. I nie ma co do tego wątpliwości, sama chciałam, żeby później zamieszkała w tym mieszkaniu i pamiętała o nas.

Ale ona nawet nie chciała słuchać moich argumentów. Zaczęła na mnie krzyczeć, po czym obraziła się i wyszła. Od tego czasu minęły dwa lata, a ona nie przychodzi, nie dzwoni...

Od naszej wspólnej znajomej dowiedziałam się, że mimo to zaciągnęła kredyt hipoteczny i spłaca go sama. Pracuje za to na dwa etaty. Żadnej rodziny, żadnych dzieci.

Jak ona kogokolwiek pozna, skoro cały czas jest w pracy? A teraz nie mogę się z nią skontaktować. Wygląda na to, że zmieniła numer. A moja przyjaciółka nie widziała jej już od sześciu miesięcy.

Martwię się, moje serce nie jest na właściwym miejscu. Ale nie wiem, jak się z nią skontaktować, ona nie chce się ze mną widzieć. Ale nie mam już 20 lat, niedługo będę mieć 70... Czy aż tak ją obraziłam?