I nie chodzi o to, że zachowuje się jak wariatka. Po prostu insynuuje, że chcemy tylko jej pieniędzy i niczego więcej. Dlatego matka nie chce z nami rozmawiać.

Moja matka żyje normalnie, dostaje emeryturę, żyje skromnie, nie głoduje, ale jest pewna, że chcemy od niej tylko pieniędzy.

Ja sama w niedalekiej przyszłości mogę być babcią, moje dzieci mają dwadzieścia lat i dwadzieścia trzy. Mój syn jest starszy od córki.

Mają już własne rodziny, własne życie i pracę. Czasami mnie odwiedzają. Przychodzili też do mojej mamy, ale potem ona przestała ich gościć, a oni przestali przychodzić do niej.

Dorastałam w pełnej rodzinie. Mój ojciec odszedł pięć lat temu. Miał czas, by zbudować dom na wsi, zobaczyć swoje wnuki. Ciężko zniosłam jego stratę..... Moja rodzina nie miała problemów finansowych, żyło nam się dobrze.

Nawet kiedy założyłam już własną rodzinę, mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy na życie. Mój małżonek dobrze zarabiał, ja też pracowałam przed macierzyńskim.

Nawet na urlopie macierzyńskim nie mieliśmy problemów finansowych. Rodzice pomagali nam tylko w opiece nad dziećmi. Planowaliśmy pomóc finansowo moim rodzicom, ale odmówili.

Zapewnili mnie, że sami zarobią na siebie. I że poradzą sobie bez naszej pomocy. Ale moi rodzice nigdy nie poprosili mnie o pomoc. Nawet moja matka radziła sobie sama.

Nie raz proponowaliśmy jej pomoc, ale po raz kolejny odmawiała. Więc dawaliśmy jej prezenty tylko w święta. Choć i z tych prezentów nie była zadowolona. Ale chciała dawać nam ładne rzeczy przez cały czas.

Ta przemiana, że potrzebowaliśmy tylko pieniędzy od naszej matki, nastąpiła bardzo szybko i nagle. Na początku nie była już tak podekscytowana, kiedy ją odwiedzałam.

A kiedy ją odwiedzaliśmy, starała się jak najszybciej wyprowadzić nas za drzwi. Z jakiegoś powodu myślałam, że może nie czuje się dobrze i przeszkadzamy jej naszymi wizytami.

Nigdy by się do czegoś takiego nie przyznała. Zwłaszcza jeśli chodzi o jej choroby. Nie da się jej namówić na wizytę u lekarza.

Potem nie wpuszczała nas już do domu. Twierdziła, że nie czuje się dobrze. Rozumiałam to. Ale wciąż dzwoniłam i pytałam o jej zdrowie i samopoczucie.

Wciąż odpowiadała, że wszystko jest w porządku. Pewnego dnia moja matka wściekła się i powiedziała mi:

- Odwiedzasz mnie, bo masz nadzieję, że im szybciej to zrobisz, tym szybciej dostaniesz spadek?

Odpowiedziałam jej, że nie potrzebujemy żadnego spadku, że to nie jest powód, dla którego do niej przychodzimy i interesujemy się jej życiem. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego moja matka tak myśli.

A potem powiedziała mi, że już dawno zrozumiała, że potrzebujemy tylko jej pieniędzy i spadku po niej.

Powiedziałam jej, że nie potrzebujemy od niej pieniędzy, ponieważ zaoferowaliśmy jej pomoc finansową.

Wtedy moja matka wyrzuciła mnie za drzwi. Nigdy więcej nie wpuściła mnie do swojego domu.

Od tamtego dnia wysyłamy sobie tylko SMS-y z chłodnymi życzeniami. I nie mogę znaleźć dla siebie miejsca z powodu tej sytuacji... Co musiało się stać, żeby moja matka myślała o nas w ten sposób?

Myślałam, że może ktoś nastawia ją przeciwko mnie i mojej rodzinie.