I w ogóle, początkowo z teściową miałyśmy świetne relacje, dbała o mnie. Ale gdybym tylko wiedziała, że taka troska może prowadzić do takich rezultatów, działałabym od razu.
 
Nawet zbeształam męża za to, że nie zachowuje się dobrze w stosunku do swojej matki. Powiedziałam, że powinien być dla niej milszy.

Po kilku latach zrozumiałam, dlaczego mój mąż i jego brat starali się jak najszybciej opuścić dom matki.
 
Starszy brat mojego męża całkowicie wyjechał do innego kraju i nie wraca. Dzwoni tylko do swojej matki i komunikuje się z nią w ten sposób. W ten sposób utrzymują dobre relacje.

W tym samym czasie Olga planowała pojechać do syna do innego kraju, ale nadal nie może. Ale jej też się nie spieszy, w tym mieście jestem ja i mój mąż.
 
Już zapomniałam, kiedy byłam z mężem sama w domu, bez teściowej. To było bardzo rzadkie! Natychmiast zaczęła przychodzić do nas stale rano z zakupami.
 
I tak leżymy w łóżku wcześnie rano, dzwoni dzwonek. Olga przyszła i przyniosła przygotowane potrawy.

Przyniosłam ci trochę ziemniaków! Jedz. Właśnie ugotowane! - powiedziała moja teściowa, kładąc jedzenie na stole.

Tak więc przez kilka lat musieliśmy odzwyczajać matkę męża od odwiedzania nas wcześnie rano. Uzgodniliśmy więc, że Olga będzie nas odwiedzać, kiedy ja i mój mąż będziemy w pracy.
 
Już wtedy znajomi mówili mi, że nie powinnam dawać teściowej kluczy. Zapewniali mnie, że w ten sposób wejdzie do naszych rzeczy, znajdzie brud i tak dalej.
 
Ale nie miałam wielkiego wyboru. Lepsze to, niż żeby nam przeszkadzała, kiedy jesteśmy z mężem w domu.

W tamtym czasie myślałam, że to słuszne. Ale potem zdałam sobie sprawę, że bardzo się myliłam.
 
W dzieciństwie zbierałam zabawki z jednej kreskówki. Bardzo mi się podobała. A moi rodzice nawet zaakceptowali to, mówiąc oczywiście, że powinnam dorosnąć i nie bawić się zabawkami.
 
I tak zgromadziłam ich całkiem sporo, a są dość drogie. I były w pudełkach. A potem postanowiłam umieścić zabawki na półkach.

Kilka dni później wracam z pracy i patrzę, że moich zabawek na półkach nie ma. Przeszukałam całe mieszkanie, ale ich nie znalazłam.
 
Mąż powiedział, że nie dotykał zabawek. Zaczęłam dzwonić do Olgi, pytać ją, a ona mi powiedziała:

- Tak, wyrzuciłam je! Cóż, nie jesteś małą dziewczynką, żeby bawić się zabawkami. Czas dorosnąć!

Byłam przerażona! Wyrzuciła moje drogie zabawki! Są teraz nierealne do znalezienia, a cała kolekcja była warta kilkadziesiąt tysięcy!
 
Oczywiście w koszu na śmieci nie było żadnych zabawek, zostały już wyniesione...
 
Opowiedziałam o wszystkim teściowej. Ona też się na mnie wściekła, że krzyczę na nią z powodu drobiazgów.
 
Nie rozumie, że niektóre zabawki kosztują tyle pieniędzy. Powiedziałam więc Oldze, że więcej nas nie odwiedzi. Mąż zabrał jej klucze. Niech pomyśli, co zrobiła.