Znosiłam to wszystko przez lata, więc uznałam, że mam dość nerwów. Każdy prezent, który jej dawałam, oceniała i była z niego niezadowolona.

I ciągle wszystko przekręcała, jakbym postanowiła ją obrazić takim prezentem. Dlatego postanowiłam, że nic więcej jej nie dam. Więc moje pieniądze i nerwy będą bezpieczne.

Ciągle myślę o prezentach dla teściowej. Z tym że nigdy nie powiedziałam jej, że nie jestem zadowolona z prezentu, zawsze jej dziękowałam.

Kilka razy dostałam od niej nietrafiony prezent. I nigdy nie oskarżyłam jej o próbę upokorzenia mnie tym prezentem. Dała mi to, czego jej zdaniem potrzebowałam. Jak mogłam jej nie podziękować za prezent?

Mój syn się ożenił, a ja od początku postanowiłam zaakceptować jego wybór. Ale moja synowa nie chciała zostać moją córką, odrzuciła moje próby.

A ja oczywiście zaakceptowałam taką decyzję synowej, przestałam się narzucać. Niech mieszkają z moim synem.

Ale przyznaję, że było to dla mnie przykre, że starałam się ją dobrze traktować, a ona mnie odrzuciła.

I wtedy odkryłam kolejną wadę żony mojego syna — nigdy nie była zadowolona z prezentu, który jej dałam.

Od razu dałam jej pieniądze, a potem musiałam się zastanowić, jakie prezenty chciałaby dostać. Pierwszym prezentem był zestaw kosmetyków pielęgnacyjnych.

Wybierałam długo i mozolnie, pomagały mi wszystkie konsultantki w sklepie. Nie używałam takich kosmetyków, więc nie rozumiałam.

Kiedy wręczyłam jej prezent, od razu zobaczyłam, że nie jest z niego zadowolona. Nie uśmiechnęła się, tylko podziękowała i tyle. Odłożyła go w kąt.

A potem zaczęła płakać swojemu mężowi, że zasugerowałam tym prezentem, że się starzeje. Byłam w szoku, jak to mogło być tak pokręcone?

Potem kupiłam jej patelnię. Drogie, ale wiem, że zawsze się przyda. Wzięli kredyt na mieszkanie, nie mieli dużo pieniędzy.

Ale synowa nie była zadowolona z takiego prezentu, powiedziała mi, że podobno uważam ją za złą gospodynię. I tego właśnie nie rozumiałam.

Potem dałam jej szlafrok — powiedziała, że jest duży, a ja rzekomo zasugerowałam, że przytyła. Potem zaczęłam dawać pieniądze, a ona zaczęła mówić, że dałam jej za mało pieniędzy, żeby można było kupić za nie coś sensownego.

Zaczęłam myśleć, że najwyraźniej ma jakieś problemy ze zdrowiem psychicznym. Ponieważ dorosła osoba nie może przekręcać takich rzeczy.

I po tym stwierdziłam, że nic więcej synowej nie dam, w końcu i tak pozostanę winna. Wiem, że się na mnie obrazi, ale przynajmniej pieniądze i nerwy będą bezpieczne.