Ważne jest, aby kobieta nauczyła się nie zatracać siebie i nie koncentrować się na macierzyństwie. W przeciwnym razie stanie się po prostu nieszczęśliwa. O tym właśnie jest dzisiejsza historia.

Niedawno spotkałam w sklepie moją szkolną nauczycielkę. Zaproponowałam kawę i krótką pogawędkę, ponieważ nie widziałyśmy się od dłuższego czasu. Zastanawiałam się, jak sobie radzi na emeryturze i czy tęskni za szkołą.

Po moim roczniku uczyła jeszcze kilka lat, a potem przeszła na emeryturę. Cieszyłam się razem z nią, bo myślałam, że wreszcie się zrelaksuje i odpocznie, bo Natalia to pracoholiczka.

Okazało się jednak, że nawet nie powąchała odpoczynku. Po przejściu na emeryturę musiała pracować jeszcze ciężej. Ze względu na synową i własnego syna.

"Początkowo uzgodniliśmy, że będę opiekować się wnukiem. Musiałam jednak gotować, sprzątać i prać.

Wszystko spoczywało na mnie, bo syn pracował, a synowa zajmowała się swoimi sprawami. Ona ma fitness, zakupy.

W ogóle nie zajmuje się dzieckiem. Oczywiście żyją dobrze, pomagają mi finansowo, ale czy to jest szczęście?

Ale uwielbiam mojego wnuka, więc nie narzekam. Pielęgnuję go od urodzenia. Jest moją duszą.

Do czwartej klasy odprowadzałam go do szkoły i dodatkowo uczyłam się z nim, żeby dobrze się uczył. Generalnie żyłam dla innych i w ogóle nie myślałam o sobie.

I wtedy się obudziłam. Zdałam sobie sprawę, że moje lata mijają, a ja nie żyję — ja istnieję. Poczułam się bardzo urażona.

Podczas gdy moja synowa i jej syn wychodzą na randki, ja gotuję obiad, robię pranie i myję podłogi. Jak to jest sprawiedliwe? Pracuję dla nich od 10 lat!

Postanowiłam wrócić do domu. Kiedy wrócili, wyjaśniłam im wszystko i poprosiłam, żeby się nie obrażali. Rozumiem, że się przyzwyczaili i rozluźnili, ale nie mogę tak dalej. Jestem zmęczona."

Jest wielu rodziców, którzy do końca życia poświęcają swoje osobiste dobro dla dobra swoich dzieci.

Ale czy tak powinno być? Czy to norma?