Mamy syna i córkę. Nie rozumiałam tych, którzy tego nie robią. Dla nas dzieci to najlepsze, co może być, mój mąż kochał jednakowo naszą córkę i naszego syna.

Opłaciliśmy im studia na uniwersytecie, całkowicie na własny koszt wyprawiliśmy wesele. Nawet kiedy pojawiły się wnuki, staraliśmy się pomóc pieniędzmi, potem jedzeniem.

Jak mogliśmy postąpić inaczej? Żyjemy dla nich.

Jak czas pokazał, nie robiliśmy dla nich wystarczająco dużo, albo wręcz przeciwnie, za dużo, odkąd mój syn zdecydował się z nami porozmawiać.

- Wiem, że mam udział w waszym mieszkaniu, prawda?

- Nie ukrywaliśmy tego przed wami. Mieszkanie jest własnością po równo naszej czwórki.

- To dobrze, bo chcę sprzedać swój udział. Uznaliśmy z żoną, że za ciasno nam w naszym, chcemy powiększyć metraż. Potrzebujemy pieniędzy.

- Synu, o czym ty mówisz? Jak możemy to sprzedać? Co to znaczy, że będą z nami mieszkać zupełnie obcy ludzie?

- Walentyna, co w tym złego? Wiesz, ilu ludzi tak mieszka? Twój syn i ja naprawdę potrzebujemy pieniędzy. Zamieszkacie jako sąsiedzi, znaleźliśmy już kupców, mili ludzie.

- Jeśli tak chcesz, niech tak będzie. Ale nie potrzebujemy obcych, sami kupimy twój udział.

- OK, jak chcesz.

Na szczęście lub niestety nasze mieszkanie nie było duże. Mieściło się w starej kamienicy, więc nie było co liczyć na duży wynik.

Córka zrzekła się swojego udziału na naszą rzecz, więc okazało się, że zostaliśmy jedynymi właścicielami mieszkania. Kiedy przekazaliśmy pieniądze synowi, synowa wpadła w złość i zaczęła krzyczeć.

- Dlaczego tak mało pieniędzy? Postanowiliście zaoszczędzić pieniądze dla syna? Sprzedalibyśmy za więcej!

- Daliśmy mu każdy grosz, do którego był uprawniony. Pośrednik oszacował jego rzeczywistą wartość, dzieląc ją dokładnie na cztery części. W czym problem? To uczciwe.

- O co chodzi pośrednikowi? To twój syn, mogliście dać mu więcej pieniędzy! Po prostu go okradliście! Teraz nie mamy udziału w mieszkaniu i nie mamy pieniędzy, których teraz potrzebujemy!

- Kochanie, nie zapominaj, do kogo mówisz! Mów ciszej!

- Jak inaczej mam z tobą rozmawiać? Gdybyście byli dobrymi rodzicami, oddalibyście mieszkanie synowi. Mamy życie do przeżycia, dzieci do wychowania i nie mamy pieniędzy.

- Słuchaj, Natalia, mój mąż i ja zrobiliśmy wszystko dla naszych dzieci, inni nie pomagają nawet w połowie tak jak my. A zresztą, czy twój mąż wie, gdzie teraz jesteś i co robisz?

- Wie!!! Ma do ciebie żal, więc nie chce przyjść.

- Jeśli tak jest, to powiedz mu, że go pozdrawiamy. Powiedz mu, że jego rodzice też są urażeni zachowaniem syna. Nie spodziewali się tego po nim. Nie będziemy z nim rozmawiać, dopóki nie przeprosi.

Powiedzieć, że ojciec i ja jesteśmy zszokowani, to mało powiedziane. Jak to? Czy przegapiliśmy coś w jego wychowaniu, czy jego żona wywarła na niego taki wpływ?