Wszystkie narzekacie, że marnujecie czas na urlopie macierzyńskim! Garnek znowu pusty, a tak w ogóle to wróciłem z pracy zmęczony i głodny!

Czytałem książki o dzieciach, dziecko powinno spać 18 godzin na dobę, więc na co wy tam nie macie czasu? Wy kobiety umiecie tylko marudzić i robicie to samo!

- Dobra, zamieńmy się z miejscami! Nasz syn ma już pół roku, karmię go mieszanką, więc nie będzie problemów z moją nieobecnością.

Chętnie pójdę do pracy, moje miejsce jest dobre, czekają na mój powrót. Ostatnio dzwonił do mnie szef z pytaniem, czy jestem już gotowa do pracy. A ty zostań w domu, wyluzuj!

- No proszę. Zróbmy tak. Ja idę na dwutygodniowy urlop, ty możesz wziąć pracę na pół etatu. Powiedz mi, co i jak mam robić, to sobie poradzę! Nie pierwszy raz będę z nim sam, to nic takiego! Będziemy z nim spać i spacerować.

- Umowa stoi! Mamy zaplanowane badania lekarskie, zabierzesz go do kliniki.

I tak też para zrobiła. Ula poszła do pracy, a Marek odpoczywał na urlopie macierzyńskim. Przez pierwszy tydzień cieszył się wszystkim, radził sobie ze wszystkim. Chodził z synem, spał z nim, gotował, sprzątał i prał, ale nie codziennie.

W drugim tygodniu dziecko zaczęło kaszleć, trzeba było wezwać lekarza. W nocy dziecko zaczęło niespokojnie spać, płakać i cały czas marudzić.

W tym tygodniu Marek stał się rozdrażniony, zapomniał, kiedy normalnie spał. Na dodatek pediatra przyszedł na rutynową kontrolę, zbeształ go za złe postępowanie z chorym dzieckiem, przez które pojawiły się komplikacje. Wypisał skierowanie na leczenie szpitalne.

- Ula, ja nie mogę iść do szpitala! Co ja tam będę robić? Tam są same kobiety! Mój urlop się skończył, muszę iść do pracy. Jedźmy z nim do szpitala, dobrze?

Facet ma już dość Dnia Świstaka. Myślał, że będzie grał w gry komputerowe, spał i odpoczywał, ale sprawy nie potoczyły się tak, jak planował. Chciał pokazać żonie, że stawia na siebie, ale coś nie poszło zgodnie z planem.

- Zapominasz, że urlop macierzyński to odpoczynek i nicnierobienie! Nie chcą mnie zwolnić z pracy, więc pomyślałam, że poproszę cię, żebyś został w domu.

- Zrobię to. Przyznaję. Rozumiem! Mam dość tego samego, starego, tego samego każdego dnia, nic nowego. Jest ciężko.

Przez dwa tygodnie nie mogłem nawet poprawnie rozmawiać, wszystko było "ah-ha, ah-ha". Wiesz co, kiedy ty i Nikoś wyjdziecie ze szpitala, poprośmy mamę, żeby się nim zaopiekowała i pójdziemy gdzieś razem!

- Chodźmy! Powiedz mi, dlaczego tacy jesteście? Trzeba tego doświadczyć na własnej skórze, żeby nas zrozumieć! Naprawdę?