Mój mąż Stefan i ja pobraliśmy się z powodu młodości i głupoty. Namiętność była tak szalona, że po trzech miesiącach znajomości nazwał mnie swoją żoną.

A miałam wtedy zaledwie 21 lat. Czy myślałam głową? Miałam miłość, pasję. Więc się zgodziłam. Pobraliśmy się, wynajęliśmy mieszkanie. Rok później urodziła się córka, a dwa lata później syn.

Gdybym wtedy wiedziała, że Stefan i ja wcale nie byliśmy dobraną parą... Nie dość, że był strasznym leniem i jak tylko urodziłam córkę, natychmiast został bez pracy, to jeszcze nie szanował mnie jako kobiety.

Leżąc na kanapie, grosza nawet w domu nie przyniósł i śmiał mnie strofować, dlaczego wróciłam późno z pracy, dlaczego nie ugotowałam zupy. I to nic, że cały dzień był w domu i nigdy nawet po sobie nie posprzątał.

Krótko mówiąc, nie mogłam zebrać się na odwagę, żeby się z nim rozwieść. Dzieci, codzienność, chciałam utrzymać rodzinę dla dobra dzieci.

Kiedy moja córka miała 15 lat, złożyłam pozew o rozwód. Dość ciągnięcia za kark tego włóczęgi.

Zwłaszcza że namiętność i miłość już dawno minęły. Niech ktoś inny się nim zajmie. Po rozwodzie byłam sama przez pięć lat.

Pół roku temu poznałam mężczyznę, również rozwiedzionego, ale starszego ode mnie o dziesięć lat.

Jakoś wszystko ze mną i Leonem potoczyło się bardzo szybko, ale jestem więcej niż pewna, że jest dla mnie idealnym wariantem.

Leon też miał rodzinę, rozwiódł się dziesięć lat temu, ma dwóch dorosłych synów. Wydawałoby się, że nic nas nie powstrzyma.

Jak tylko zaczęliśmy razem mieszkać, zaczęłam otrzymywać SMS-y i telefony. Mówiące: "Zostaw Leona w spokoju, bo będzie źle". Na początku myślałam, że to była żona Leona. Ale nie, ona znów jest szczęśliwą mężatką.

Okazało się, że to jego synowie. Dorośli mężczyźni z własnymi rodzinami, dzwonią i piszą do mnie, grożąc, żebym zostawiła ich ojca w spokoju.

Ale ja nie zabrałam go rodzinie, nie zabroniłam mu kontaktować się z dziećmi. Jakie zarzuty mogą mieć do mnie?

Leon rozmawiał z nimi, ale chłopcy zdawali się nie rozumieć. Nadal nie rozumiem ich motywów takiego zachowania. Dlaczego?