Jak mówią, nie można być miłym na siłę. Zrobili wszystko w tajemnicy przede mną, niech to załatwią — wzdycha Irena.

Najstarsza córka kobiety popiera jej stanowisko. Próbowała rozmawiać z bratem, ale on nie nawiązuje kontaktu.

Rzecz w tym, że kilka lat temu syn Ireny poznał Annę. W tym czasie dziewczyna była w szóstym miesiącu ciąży. Oczywiście nie było to dziecko Pawła.

"Nie wiem, kto jest ojcem i co jest z nim nie tak, ale Ania zdecydowała, że będzie samotną matką. Ona i mój Paweł spotkali się w minibusie. Prawie zemdlała, a on ją podniósł.

Od razu zrozumiał, że jest zakochany, ale nie miałam pojęcia, jaka niespodzianka mnie czeka" — mówi kobieta.

Paweł nie spieszył się z przedstawieniem mamy swojej dziewczynie. Podczas spotkania Irena zdała sobie sprawę, co się dzieje.

- Mamo, zamieszkam z nią, bo samej jest jej ciężko. A kogo to obchodzi, czyje to dziecko, wezmę to na siebie. Nie musisz mnie pouczać, już podjąłem decyzję — powiedział Paweł matce.

Siostra zawołała go, próbowała przemówić mu do rozsądku, ale on twardo obstawał przy swoim i powiedział, że Ania i dziecko — to jego rodzina.

Irena była wściekła. Znalazł pannę młodą bez posagu, ale za to z brzuchem. Kto by się w niej zakochał? Tylko taki naiwniak jak Paweł!

Kobieta natychmiast powiedziała, że to dziecko nie będzie jej wnukiem. Jeśli syn to zrobi — ona będzie niańczyć tylko dzieci jego siostry. Irena nie zamierzała uznać przebiegłej Ani za część swojej rodziny.

Syn jest już żonaty od 3 lat, a teściowa i synowa praktycznie się nie spotykają. Paweł przyjechał ze swoim "synem" do matki, ale Irena nie czuje nic do dziecka.

- Chłopiec cały czas choruje, był już kilka razy w szpitalu. Syn próbował mnie naciągnąć, podsunąć mi "wnuka", ale od razu powiedziałam, że nie będę siedzieć z cudzym dzieckiem.

Nie pytał mnie, czy ożenić się z młodą kobietą z "przyczepą", więc niech sami niańczą — wyjaśnia Irena.

Ale niedawno przypadkowo dowiedziała się, że jej syn potajemnie zameldował tego chłopca w jej mieszkaniu. Dzieje się tak pomimo faktu, że kobieta jest jedyną właścicielką, a Paweł jest tylko zameldowany. 

Oczywiście Irena zadzwoniła do syna i zażądała wyjaśnień.

- Wiedziałem, że się nie zgodzisz, więc nie pytałem. Musiałem zapisać syna do przedszkola, a bez meldunku nie mogłem tego zrobić. Niedługo weźmiemy kredyt hipoteczny na mieszkanie i go wypiszę — powiedział Paweł.

- Nie wiem, co teraz robić! Albo czekać, albo pozwać. Relacje z synem już są napięte, a jeśli zacznę pozywać, nasze drogi się rozejdą.

Nie zamierzam uznawać mojej synowej i jej "przyczepy", ale współczuję Pawłowi — wzdycha kobieta.