Olga ma bardzo złożony charakter, więc wcale mnie to nie dziwi. Kiedy w końcu poszła na emeryturę, jej koledzy musieli otwierać szampana, aby to uczcić.

Już dawno powinna ustąpić miejsca młodszym, ale nie mogli jej wyrzucić. Przeszła na emeryturę, gdy zaczął się szantaż.

- Mnie by nie wyrzucili, za dużo wiem — powiedziała teściowa.

W każdym razie teściowa przeszła na emeryturę i zaczęła przyzwyczajać się do nowego życia. Domek, w którym mieszka mój teść, został zbudowany po naszym ślubie.

Chcieli zbudować dwupiętrowy dom, ale nie było wystarczająco dużo pieniędzy. Ojciec mojego męża zrobił wszystko własnymi rękami, więc wszystko tam jest naprawdę bardzo piękne.

Mój teść to typowy uległy mężczyzna. Co żona każe, to on robi. Najwyraźniej dlatego wyjechał z miasta, żeby trochę odpocząć.

Rzadko bywamy z mężem w domku jego rodziców. Byłam na urlopie macierzyńskim, więc nie było zbyt wiele czasu.

Mąż pracuje bez urlopu, bo jest zabezpieczeniem finansowym naszej rodziny. Moja teściowa była tam w weekendy. Krewni zdawali się radzić sobie sami i nie oczekiwali naszej pomocy.

Teraz moje dzieci dorosły. Najstarszy syn poszedł do drugiej klasy, a najmłodszy do przedszkola. Z babcią, czyli z teściową, wnuki widują się rzadko, bo przeprowadziła się do męża. Wynajęła swoje mieszkanie, ponieważ jej sytuacja finansowa musiała się poprawić.

I tak jakoś zaczęła nas zapraszać w odwiedziny. Szczerze mówiąc, znając jej paskudny charakter, naprawdę nie chciałam tam być.

Mąż jednak nalegał, żebyśmy odwiedzili rodziców. Tym bardziej że dzieci wyjdą na świeże powietrze i będą mogły trochę odpocząć.

Zgodziłam się i uwierzyłam, że teściowa się zmieniła. Kiedyś nie interesowała się wnukami, a teraz zaprosiła mnie do siebie. To jest postęp!

- Chodź do nas! Czekamy na ciebie! Zamarynowaliśmy już mięso na grilla — cieszyła się matka męża.

Mąż odwołał pracę, pojechaliśmy do supermarketu kupić prezenty, a potem w odwiedziny. Teściowa przyjęła nas ciepło, więc wierzyłam, że odwiedziny się udadzą.

Pierwszy wieczór był po prostu idealny. Wszyscy rozmawiali i dobrze się bawili. Dzieci bawiły się z dziećmi z sąsiedztwa i nie przeszkadzały nam w spotkaniu.

Wieczorem mój mąż wypił trochę za dużo, więc poszedł wcześnie spać. Postanowiłam położyć mojego najmłodszego syna obok niego, a najstarszy został z dziadkami.

Kiedy wróciłam, prawie zaniemówiłam. Moja teściowa zobaczyła mnie i zaczęła krzyczeć:

- Zabierz go, działa mi na nerwy. Nie może usiedzieć z zamkniętymi ustami ani sekundy.

Nie robiłam z tego wielkiej sprawy, ale rano sytuacja się powtórzyła. Dzieci zjadły śniadanie i poszły bawić się na dworze. Zmywałam naczynia i wtedy do domu wbiegła Olga:

- Ty w ogóle nie wychowujesz swoich dzieci, prawda? Dlaczego krzyczą na całą ulicę? Może ktoś inny śpi!

Nie wiedziałam nawet, co powiedzieć. Dzieci nie krzyczały, tylko śmiały się i rozmawiały. Moja teściowa nie była zadowolona ze wszystkiego, ponieważ nie była do tego przyzwyczajona.

Nie pozwalała wnukom biegać, grać, wygłupiać się i bawić. Najwyraźniej musiały siedzieć nieruchomo w jednym miejscu.

- Dlaczego zaprosiłaś nas do siebie, skoro jesteś ze wszystkiego niezadowolona? Wszystkie dzieci są aktywne, nie tylko moje! - Nie mogłam tego znieść.

Kiedy rozmawiałam z teściową, mój najmłodszy syn zaczął bardzo płakać, bo się przewrócił. Olga wściekła się i powiedziała:

- Dosyć tego, mam dość! Idź sobie. Nie zniosę dłużej tego domu wariatów! 

Po tym incydencie nie mam ochoty kontaktować się z rodzicami męża. On sam ich odwiedza, a ja umyłam od tego ręce.

A wnuki nie są chętne do odwiedzania babci. Najwyraźniej ta podróż była przykładem dla wszystkich.