Mój brat też przyjeżdżał, więc nigdy się nie nudziłem. Ponieważ byliśmy w tym samym wieku, zawsze mieliśmy co robić i przeżywaliśmy przygody.

Mój dziadek był surowy, ale babcia była miłą duszą. Jednak dziadek trzymał nas w ryzach i nie pozwalał nam zrobić kroku w bok bez jego zgody. 

Ale z babcią zachowywaliśmy się, jak chcieliśmy. Ta troskliwa kobieta tolerowała wszystkie nasze wybryki i nigdy nie skarżyła się dziadkowi, bo wiedziała, że ten nas ukarze. Robiła wszystko, aby święta były niezapomniane.

Pierwszym konfliktem z dziadkiem było jedzenie. Babcia robiła różne pyszne rzeczy, a my kręciliśmy na nie nosem.

Wpadaliśmy w złość i marudziliśmy, że nie chcemy jeść. Babcia nas przekonywała, karmiła z łyżeczki, biegała po całym podwórku, bylebyśmy tylko nie byli głodni.

A kiedy wyjechała na tydzień do najmłodszej córki, dziadek zajął się naszym wychowaniem. Obiecał jej, że nauczy nas jeść wszystko. I słowa dotrzymał.

- Śniadanie jest o 9:00. Kto zaśpi, będzie głodny — powiedział dziadek, gdy tylko babcia wyszła.

Oczywiście nie posłuchaliśmy go. Co więcej, nie mogliśmy wstać tak wcześnie, ponieważ bawiliśmy się i chichotaliśmy przez pół nocy.

Kiedy dziadek obudził nas i powiedział, że śniadanie jest na stole, przewróciliśmy się na drugi bok i zasnęliśmy.

Obudziliśmy się blisko 11, a stół był pusty. Kiedy zapytaliśmy dziadka, co mamy zjeść, surowo powiedział:

- Poczekajcie na obiad do 13:00.

Postanowiliśmy pójść nad rzekę, żeby się nie nudzić. Oczywiście bawiliśmy się tam i zapomnieliśmy o obiedzie.

Wróciliśmy bliżej 15:00, ale szalenie głodni. Dziadek nie dał nam nawet chleba — musieliśmy zbierać jagody i żuć marchewki, czekając na obiad.

Wieczorem dziadek ugotował kaszę mannę.

- Fuj! Nie lubię kaszy! - jęknął mój brat.

- W takim razie możesz odejść. Idź do łóżka.

Mój brat westchnął ciężko i zaczął jeść z apetytem, ponieważ był głodny przez cały dzień. Poprosił nawet o dokładkę, bo owsianka okazała się pyszna.

Po kolacji zabraliśmy się za zmywanie i sprzątanie. Dziadek dał jasno do zrozumienia, że nie ma służby.

Kiedy już zjedliśmy, musieliśmy posprzątać po sobie. Zanim poszliśmy spać, dziadek przypomniał nam, że kiedy jest pora śniadania i poszliśmy spać.

Rano wstaliśmy o 8:30. Pobiegliśmy się umyć i przygotować do posiłku, aby się nie spóźnić. Po śniadaniu posprzątaliśmy kuchnię i poszliśmy się bawić.

Kiedy babcia wróciła, była w szoku. Nie mogła się nadziwić, jacy byliśmy dobrzy. Pochwaliła dziadka, bo to dzięki niemu nastąpiła taka zmiana. Nie wpadaliśmy już w napady złości i jedliśmy wszystko, co ugotowała.