Mój syn jest uparty, a synowa wybuchowa. Ja też nie mogę się nazwać krystalicznie czystą, bo każdy ma swoje karaluchy w głowie. Ale to, co robią, to już przesada.

W ogóle nie powinni zakładać rodziny. Są zbyt różni. Kłócili się i zrywali podczas przygotowań do ślubu. Kilka razy nawet wycofywali wniosek z urzędu stanu cywilnego. Czy to nie jest normalne? Zabawne było dla mnie oglądanie tego cyrku.

Ale pobrali się. Chociaż na weselu było trochę kłótni. Wtedy zdałam sobie sprawę, że długo razem nie pożyją. Byli jak pies z kotem. Wydaje mi się, że nawet obce sobie osoby mogą znaleźć jakiś kompromis, ale ci ludzie celowo prowokowali konflikty i walczyli.

Nie pamiętam, ile razy syn przychodził do mnie ze swoimi rzeczami. Jeśli się pokłócili, synowa wysyłała go prosto za drzwi. Raz byłam świadkiem kłótni między nimi i prawie zabrano mnie karetką. Nigdy czegoś takiego nie widziałam!

Potem pojednanie i kilka dni spokojnego życia. Potem znowu to samo. Nie planowałam ingerować w ich rodzinę, więc po prostu obserwowałam ten spektakl z boku. Co więcej, moja synowa ogłosiła, że jest w ciąży. Było już za późno na rozwód.

Bałam się o dziecko, bo synowa zawsze była nerwowa. Czasami wydawało mi się, że nie może go znieść. Jednak taka ilość stresu nie idzie na marne i bezpośrednio wpływa na przebieg ciąży. Ale uratowało ją to, że syn zachowywał się bardziej powściągliwie i nie reagował na zrzędzącą żonę. Przeżyli ciążę mniej więcej spokojnie.

Po urodzeniu dziecka przez kolejne sześć miesięcy żyli cicho i spokojnie. Oboje z teściami zdawaliśmy sobie sprawę, że to cisza przed burzą. I mieliśmy rację.

Małe skandale zdarzały się często, a jak tylko synowa zakończyła urlop macierzyński, zaczynało się jakieś piekło. I po pół roku postanowili się rozwieść, bo tak dalej być nie mogło.

Wiesz, nie miałam zamiaru odwodzić syna od tej decyzji. Od początku wiedziałam, że ich małżeństwo jest skazane na porażkę. Było mi po prostu żal mojego wnuka, który znalazł się między dwoma ogniami.

Zaczęli procesować się o dziecko. Każdy starał się udowodnić swoje racje. Patrząc na to wszystko, miałam ochotę wysłać syna i synową na badania psychiatryczne i odebrać im dziecko. Zorganizowali rywalizację nie dla dobra chłopca, ale po to, by zrobić sobie na złość.

Kiedy mój syn znalazł dziewczynę, przerzucił się na nią i przestał walczyć ze swoją byłą. Nadal utrzymywałam kontakt z wnukiem. Od swatki dowiedziałam się, że moja synowa też wychodzi za mąż. I wszystko byłoby niczym, ale zapomnieli o dziecku, jak tylko poukładali swoje życie osobiste. Teraz chłopiec nie jest nikomu potrzebny.

Teraz my zajmujemy się wychowaniem wnuka. Zostaje ze mną albo z byłymi teściami. Co będzie, jeśli nie zdążę postawić wnuka na nogi?