Gdzie więc znikają na cały rok? Wiecie, dlaczego tak się dzieje? Bo zarówno moja mama, jak i teściowa chcą jechać z wnuczką nad morze na nasz koszt.

Babcie przez cały rok prawie nie pojawiały się na horyzoncie. Jedynie w jej urodziny i sylwestra krzyżowały się nasze drogi.

Przez resztę czasu żadna z nich nawet nie zadzwoniła do wnuczki, chociaż ma ona swój własny telefon. Nawet gdy dzwoniliśmy do nich i prosiliśmy o pomoc, odmawiały.

Musieliśmy zostawić dziecko z obcą osobą, ponieważ musieliśmy wyjechać w podróż służbową.

Ogólnie rzecz biorąc, przez te 5 lat kręciliśmy się jak wiewiórki w kole, ponieważ nie mieliśmy pomocników. Matki przypominają sobie, że są babciami tylko wtedy, gdy wyjeżdżamy na wakacje.

Zdaję sobie sprawę, że czyje dzieci, tego problemy. Nie mówię, że są mi coś winne. Nie! Zwracam tylko uwagę na absurdalność sytuacji. To trąci hipokryzją i interesem własnym. Nie przychodzą mi do głowy żadne inne słowa.

Kiedy zdecydowaliśmy się na dziecko, wiedzieliśmy, że możemy liczyć tylko na siebie. Prawdę mówiąc, nie zamierzałam zachodzić w ciążę zaraz po ślubie, ale tak się złożyło, że musieliśmy inaczej ustalić priorytety i dostosować się do sytuacji.

Tak, potrzebowaliśmy pomocy, ale nigdy się nie narzucaliśmy. Po prostu zaakceptowaliśmy fakt, że byliśmy jedynymi, którzy potrzebowali naszego dziecka.

Dlatego też legalnie spędziłam dwa lata na urlopie macierzyńskim, a gdy tylko mogłam oddać córkę do żłobka, od razu wróciłam do pracy.

W tym czasie mamy nie spędziły z wnuczką ani jednego dnia. Odwiedzały ją tylko od czasu do czasu na herbatę i pogawędkę.

Niestety mamy taką pracę, że nie ma urlopów. A raczej wolimy rekompensatę materialną. Rozumiemy jednak, że nasza córka musi odpoczywać i oddychać morskim powietrzem, aby hartować swój układ odpornościowy. Co więcej, nie jest to nasz kaprys, a zalecenie lekarza.

Kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że mamy są naszą jedyną opcją, zwróciliśmy się do nich o pomoc.

Najpierw zadzwoniliśmy do mojej mamy i powiedzieliśmy, że musi spędzić dwa tygodnie w towarzystwie mojej wnuczki. Ani słowa o morzu! Odmówiła, powołując się na zły stan zdrowia.

Teściowa się zgodziła, choć nie obyło się bez westchnień i oburzenia. I dopiero wtedy przyznaliśmy, że wyjazd z wnuczką nad morze jest konieczny — wszystkie koszty bierzemy na siebie. Trzeba było widzieć minę krewnej! Natychmiast odmłodniała o dziesięć lat.

Planowaliśmy co najmniej miesiąc nad morzem, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że teściowej będzie ciężko.

W końcu małe dziecko to duża odpowiedzialność. Jednak krewna wróciła szczęśliwa i opalona. Dziecko zachowywało się wzorowo, więc nie było żadnych problemów.

Gdy moja mama się o tym dowiedziała, zrobiła aferę. Tylko ja miałam żelazny argument — przypomniałam jej tamtą rozmowę telefoniczną i wyjaśniłam, że to ona pierwsza odmówiła. Oczywiście poczuła się urażona, ale nic nie powiedziała.

Przez cały rok dzwoniły do nas mamy i pytały, czy planujemy wysłać córkę latem nad morze. Owszem, planowaliśmy i oszczędzaliśmy, ale wciąż mieliśmy nadzieję, że i nam uda się wyjechać na wakacje.

Jednak matki biegały do nas i obsypywały wnuczkę prezentami, żebyśmy wysłali je z wnuczką na wycieczkę.

Podczas gdy mój mąż i ja śmialiśmy się, oglądając tę rywalizację, teraz jest to irytujące. Oboje rozumiemy, dlaczego pod koniec wiosny mamy zaczynają robić z siebie idealne babcie.

Jak jest darmowy wyjazd nad morze, to wszyscy się zgadzają.

Jak my nie damy rady, to mama pojedzie nad morze. Będziemy jeździć na zmianę, że tak powiem. Może pozna swoją wnuczkę i trochę się do niej zbliży.