W ogóle nie rozumiem współczesnej mody. Młodzi ludzie tak się na siebie gapią, że aż obrzydzenie bierze.  Moja wnuczka jest taka sama! Ale najbardziej wkurza mnie to, że rodzice ją do tego zachęcają. Kupują jej te szmaty! Kiedy patrzę na moją wnuczkę, myślę, że pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny. Normalne dzieci tak się nie ubierają.

Uważam, że dziewczynka powinna wyglądać przyzwoicie. Sukienki, warkoczyki, buty. Jeśli innych nie obchodzi, jak dziecko się ubiera, to mnie też nie. Do pewnego wieku nie było takich problemów. Ale teraz Kasia nosi za duże swetry, krótkie sukienki, a nawet makijaż. Gdzie widziałaś coś takiego?

- Nie wstyd ci, że twoja córka chodzi tak ubrana do szkoły? Jeśli pójdzie nago, też będziesz milczeć? - pytam córkę.

- Mamo, dlaczego się jej czepiasz? Teraz jest inna moda. Ubiera się tak, jak jej się podoba. Wszystkie jej koleżanki tak się ubierają, ona nie będzie nosić sukienek i warkoczyków. Pogódź się z tym.

Nie mogę po prostu umyć rąk i odpuścić. Chcę zrobić to, co muszę, ponieważ nie mogę patrzeć, jak moja wnuczka ubiera się bez gustu. Gdybym była jej rodzicami, nie kupowałabym jej tych bzdur. Gdyby byli bardziej rygorystyczni i kontrolowali jej wygląd, wszystko byłoby w porządku.

- Mamo, jaki jest sens kupowania mojej córce ubrań, których nie będzie nosić? - usprawiedliwia się córka.

Nie sądzę, żeby to był argument. Jeśli nie będzie miała takich ubrań, nie będzie miała wyboru. Jest dopiero w siódmej klasie — powinna słuchać rodziców, a nie ustalać własne zasady.

A to tylko "kwiatki". Niedawno moja wnuczka przekłuła sobie nos. Oczywiście za zgodą rodziców! I powiedzcie mi: czy ci ludzie mają szarą masę w czaszkach, czy nie? W tym tempie za dwa lata rzuci szkołę. Czy ja się mylę?

Moja córka podpowiedziała mi, że to nie moja sprawa. Tak, to sprawa rodziców. Ale jeśli rodzice nie działają, trzeba przejąć inicjatywę. Powinni wychowywać dziecko, a nie pozwolić mu odejść.

- Nie podoba ci się, jak ubiera się twoja wnuczka? Nie patrz na nią! - powiedziała mi córka.

Postanowiłam dać wnuczce sukienkę na urodziny. Wyrzuciła ją i powiedziała, że jej nie założy. Nawet nie podziękowała. Nawiasem mówiąc, wydałam dużo pieniędzy. Chciałam ją zadowolić, a ona nawet nie chciała przymierzyć. A moja córka przyglądała się w milczeniu i nie zawstydziła jej. Okazuje się, że wychowują ją w permisywizmie i nie uczą szacunku do starszych.

Brakuje im, chyba by zaszła w ciążę, a wtedy złapią się za głowę. Ich dziecko wkrótce wespnie się na ich głowy i zwiesi nogi. Kasia nie chce teraz ze mną rozmawiać. I niech tak będzie! Podobnie jak jej rodzice, nie zamierzam załatwiać spraw dla bachora!