- Staraliśmy się być surowi. Nie dawaliśmy jej od razu tego, czego chciała. Ale nie mogę powiedzieć, że ją skrzywdziliśmy, nie była gorsza od innych dzieci w jej wieku.

Teraz córka Walentyny, Ania, ma dwadzieścia lat i jest na trzecim roku prestiżowego uniwersytetu w stolicy. Ale dziewczyna studiuje na podstawie umowy. Płacą za nią rodzice.

Początkowo planowała załapać się na stypendium, chodziła do korepetytorów, uczyła się samodzielnie. Cały swój wolny czas poświęcała nauce. Ale mimo to nie udało jej się wejść do budżetu, nie miała wystarczającej liczby punktów.

- Mogę powiedzieć, że mąż i ja początkowo myśleliśmy, że córka będzie studiować i dostawać stypendium — mówi Walentyna — ale nic jej nie mówiliśmy, baliśmy się, że wtedy się zrelaksuje. A kiedy nie udało nam się dopiąć budżetu, zapłaciliśmy za jej edukację. W końcu edukacja nadal jest ważna w naszym świecie!

Walentyna żyje z mężem nieszczególnie bogato, ale też nie biednie. Zaciągnęli kredyt hipoteczny na swoje mieszkanie i byli w stanie spłacić go samodzielnie. Mają też własny dom na wsi, który również zbudowali sami. Mają dwa samochody, trochę oszczędności na wszelki wypadek.

- Było jedno nieporozumienie z moim małżonkiem. Chciałam dać córce swoje mieszkanie, wzięłabym kredyt hipoteczny, a po kilku latach byłabym w stanie go spłacić. Mieliśmy taką możliwość. Ale mój małżonek był temu całkowicie przeciwny.

Powiedział, że jego córka ma za dużo na głowie. Niech skończy studia, znajdzie pracę, a potem weźmie kredyt hipoteczny, a my pomożemy jej ze spłatą. 

Tyle że ten czas już minął, a ceny mieszkań naturalnie stały się wyższe. Za pieniądze, za które wtedy można było kupić dobre mieszkanie w prestiżowej okolicy, teraz i jednopokojowe jest mało prawdopodobne, aby kupić.

Walentyna była bardzo zdenerwowana, ale jej mąż nie dbał o to. Nadal stał na swoim.

- Teraz nie żałuję, że nie kupiliśmy jej wtedy mieszkania — mówi ze smutkiem Walentyna. Kilka tygodni temu przypadkowo przeczytałam jej korespondencję z przyjaciółką.

Pewnego dnia Walentyna źle się poczuła, więc nie poszła do pracy i zaczęła pracować w domu. Ale jej laptop z jakiegoś powodu nie działał dobrze i zdecydowała, że będzie pracować na komputerze córki, który był znacznie nowszy i mocniejszy. Ale pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła po włączeniu komputera, była korespondencja z przyjaciółką.

- Nie zamierzałam czytać jej korespondencji. Ale przypadkiem zobaczyłam kilka wiadomości. Napisała, że fajnie, że jej przyjaciółka ma dwa mieszkania — w jednym mieszka, a drugie wynajmuje. I jest jej tak dobrze, że mieszka sama w swoim mieszkaniu, nikt jej niczego nie zabrania, robi, co chce.

Ale przyjaciółka pisze do niej: "Nie wiesz, skąd Ania ma to mieszkanie?

Ania jest koleżanką z klasy córki Walentyny. Jest sierotą, a jej rodzice zginęli w wypadku drogowym kilka lat temu. I tak mieszkanie jej rodziców trafiło do Ani, ponieważ jej dziadkowie nie zdecydowali się na odebranie mieszkania.

Do wieku nastoletniego była wychowywana przez siostrę matki, a po osiemnastu latach zaczęła mieszkać w jednym z jej mieszkań, a drugie zaczęła wynajmować. I to właśnie tej przyjaciółce zazdrościła córka Walentyny.

Potem napisała do swojej przyjaciółki:

"Cholera, muszę długo czekać na spadek po moich rodzicach, bo oni wciąż muszą żyć i żyć!"

Przed poznaniem prawdy, Walentyna uważała, że ma dobre relacje z córką. Robili dla niej wszystko. Starali się, inwestowali! Wychowywali ją, zabierali na wakacje, dbali o jej rozwój.

A ona wyrosła na taką osobę! Po tej korespondencji Walentyna nie chce nawet rozmawiać o swojej córce.

Jak myślisz, czy to niemoralny czyn ze strony córki Walentyny? A może jej córka nie powiedziała nic strasznego? W końcu powiedziała prawdę, że na pewno nie dostanie mieszkania od rodziców.