Skończyłam studia i przez przypadek dostałam pracę w dobrej firmie. Nauczyłam się tam wszystkiego i pięłam się po szczeblach kariery.

Łukasz również przyszedł do pracy w naszej firmie, był kilka lat starszy ode mnie. Tak się złożyło, że był tylko jeden wakat, a nas było dwoje.

Oczywiście kierownictwo umieściło Łukasza na tym stanowisku, ponieważ jeśli jestem kobietą, wkrótce pójdę na urlop macierzyński.

Byłam zdenerwowana tą decyzją, ale nic nie mogłam zrobić, zdecydowałam, że odejście z firmy też nie wchodzi w grę.

Łukasz zrozumiał, że byłam bardzo zdenerwowana tą sytuacją i zdecydował, że miłym gestem będzie zaproszenie mnie na kolację. Zjedliśmy więc kolację, a potem zaczęliśmy chodzić na randki, a wkrótce pobraliśmy się. Kilka miesięcy przed ślubem pojechałam poznać moją teściową.

Postanowiła nie być ceremonialna i powiedziała mi w twarz, że wyobrażała sobie zupełnie inną kobietę obok swojego syna.

Łukasz powiedział, że matka ma kiepskie poczucie humoru, ale ja zrozumiałam, że mówiła zupełnie poważnie.

Ona i ja nie mieszkałyśmy pod jednym dachem, ponieważ mieszkałam wtedy w wynajętym mieszkaniu, więc uzgodniłyśmy z mężem, że będziemy mieszkać u mnie. Wiesława przyjechała do naszego rodzinnego gniazda zaraz po ślubie.

Oczywiście postanowiła zobaczyć, jak tam mieszkamy, ocenić okiem mistrza. Kilka dni później teściowa odwiedziła nas ponownie, ale bez ostrzeżenia postanowiła nawet sama otworzyć drzwi.

Zdziwiłam się i postanowiłam zapytać ją, skąd ma klucze do naszego mieszkania. Teściowa powiedziała, że Łukasz sam dał jej klucze. Powiedziała mi, że jest częścią rodziny, więc będzie tu przychodzić, kiedy tylko zechce.

Powiedziałam jej, że nie zgadzam się na takie warunki, ale przyszedł mój mąż i powiedział, że klucze zostaną u mamy, czy tego chcę, czy nie. Uznałam, że w tej sytuacji nie mogę się już sprzeciwiać.

Za każdym razem, gdy teściowa przyjeżdżała w odwiedziny, powodowało to niezgodę w naszej rodzinie. Przychodziła i mówiła mi, że jej syn powinien wybrać kogoś innego, ale na pewno nie mnie. Żyliśmy tak przez rok, aż w końcu nie wytrzymałam i złożyłam pozew o rozwód.

Mój mąż nie miał nic przeciwko, zdawał sobie sprawę, że i tak się nie dogadamy i nie chciał niczego zmieniać w swoim zachowaniu.

Minęło kilka lat i ponownie wyszłam za mąż. W tym małżeństwie urodziłam dziecko. Z moim byłym nadal pracujemy w tej samej firmie, porozumiewamy się spokojnie, nikt nie ma do nikogo pretensji. Oczywiście jest to komunikacja wymuszona. Łukasz również znalazł żonę, ale nadal nie mają dzieci, a wiem, że bardzo ich pragnie.

Pewnego dnia ktoś zapukał do moich drzwi i nie spodziewałam się, że zobaczę tam moją byłą teściową.

Po prostu przekroczyła próg i natychmiast powiedziała, że pilnie muszę wrócić do Łukasza i mieć z nim dziecko. Bo ona chce mieć wnuki.

Wyjaśniłam jej wszystko, ale moim zdaniem nie zrozumiała, że mamy już różne rodziny i nikt nie zamierza wracać do siebie.

- Nie martw się, adoptujemy twojego syna, a z Łukaszem będziesz miała drugiego. On nie może zostać bez dziedzica.

Uznałam, że warto ostrożnie ją odprowadzić i nigdy więcej nie rozmawiałyśmy. Od czasu do czasu przychodziła, ale nigdy więcej nie otworzyłam jej drzwi.